Posiedzenie Rady do spraw Gospodarczych i Finansowych Unii Europejskiej, na którym premier miałby skrytykować wysokość przyszłorocznej składki, odbędzie się we wtorek 6 grudnia.

Zbigniewa Ziobrę nie przekonuje, że projekt budżetu na 2023 r. został już uzgodniony przez Radę UE i Parlament Europejski, o czym przypominała minister finansów Magdalena Rzeczkowska. Polska oficjalnie popiera przyjęcie budżetu, który zresztą jest przyjmowany większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie.

Składka płacona do unijnego budżetu zawiera kilka komponentów. Dwie główne składowe wyliczane są na podstawie dochodu narodowego brutto oraz krajowych przychodów tytułem podatku VAT i wynoszą w latach 2021–2027 ok. 6,5 mld zł. W nowej perspektywie budżetowej składka została powiększona o zasób pochodzący z masy nieprzetworzonych opakowań plastikowych. Przewidywana wysokość tej części składki wynosi 370 mln euro. Uwzględnić w niej trzeba też mechanizmy korekcyjne, które dla Polski oznaczają wzrost wpłat do wspólnego budżetu UE o ok. 300 mln euro.

Czytaj więcej

Solidarna Polska zaproponuje zawieszenie składki płaconej przez Polskę do UE

– 25 proc. przychodów z handlu uprawnieniami do emisji CO2 w systemie EU ETS, które dotąd trafiało do budżetów krajowych, ma trafiać do budżetu centralnego. Polska sprzedaje rocznie uprawnień EUA na ok. 65 mln ton. Przy aktualnej cenie EUA, wynoszącej ok. 80 euro za tonę, daje to 1,3 mld euro rocznie. Biorąc obecny kurs euro wynoszący ok. 4,7 zł, da to trochę ponad 6 mld zł rocznie – wyjaśnia makroekonomista Marek Lachowicz.

Zakładając optymistycznie rozszerzenie zasobów własnych UE, będzie to oznaczać wzrost płatności do budżetu centralnego o 1,5 mld euro, powiększone o tyle, ile wyniesie podatek od firm transgranicznych. Ogólnie w perspektywie budżetowej 2021–2027 Polska wyjdzie z grubsza na zero (fundusze minus składka) – uważa makroekonomista.