Uczelnie szpikują regulaminy akademików niedozwolonymi klauzulami i zapisami sprzecznymi z ustawami. Choć studentom nie zawsze się to podoba, nie protestują, bo nie każdego stać na wynajęcie mieszkania.

Bez ślubu nie ma wspólnego pokoju

Większość szkół wyższych nie pozwala zamieszkać we wspólnym pokoju parze, jeśli nie ma ślubu. I chociaż jest to bezprawna ingerencja w sferę prywatności, łatwiej ją obejść niż walczyć z rektorem.

– Jesteśmy ze sobą już kilka lat. Oficjalnie staraliśmy się o wspólny pokój, ale okazało się, że nie możemy go dostać – opowiada para studiująca na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

– W naszych akademikach mogą być zakwaterowane tylko pary małżeńskie, przy czym wymagany jest dokument potwierdzający zawarcie związku – mówi Włodzimierz Matysiak, rzecznik Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Nasi rozmówcy w końcu wynajęli mieszkanie, ale opowiadają, że wiele par się dogaduje. Oficjalnie w jednym pokoju mieszkają dwie dziewczyny, a w drugim dwóch chłopaków, ale nieoficjalnie się zamieniają. Zresztą w październiku zawsze jest dużo ogłoszeń par, które właśnie chcą dokonać takiej wymiany. Niektóre uczelnie są mniej rygorystyczne – wystarczy przynieść zaświadczenie z urzędu stanu cywilnego o wyznaczonej dacie ślubu. – I jeśli para przyniesie takie zaświadczenie, to kierownictwo domów studenckich stara się spełniać ich prośby – przyznaje Krzysztof Szwejk, rzecznik prasowy Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Zakaz wbrew konstytucji

Prawo nie daje jednak uczelniom możliwości decydowania o tym, z kim będą mieszkać studenci.

– Ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym nie zawiera delegacji pozwalającej uczelni dyktować, z kim student może mieszkać w akademiku. Co prawda ustawa przyznaje prawo zamieszkiwania w domu studenckim z małżonkiem, ale nie można wyprowadzić z tego zakazu zamieszkiwania z niemałżonkiem – zauważa Marcin Chałupka, ekspert prawa szkolnictwa wyższego.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Tymczasem zakaz mieszkania z narzeczonym może łamać konstytucyjne prawo do prywatności.

– Studenci i doktoranci to osoby dorosłe, a uczelnia nie może ingerować w sferę prywatną ich życia bez szczególnego uzasadnienia związanego z charakterem uczelni lub jej profilem kulturowym. Próby wychowywania w ten sposób studentów czy promowania instytucji małżeństwa są nie tylko nieskuteczne, ale także niekonstytucyjne – mówi Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Uczelnie łamią też prawo w inny sposób. Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu zastrzegł, że osoba odwiedzająca studenta w akademiku musi zostawić w portierni dowód tożsamości.

– Regulamin nie może zawierać takiego wymogu. Zakaz zatrzymywania dowodów osobistych wynika wprost z art. 33 ustawy o ewidencji ludności. Osoba dokonująca takiego zatrzymania (np. portier) popełnia wykroczenie zagrożone karą ograniczenia wolności albo grzywny – wyjaśnia Tomasz Konieczny, radca prawny z Kancelarii Prawnej Konieczny, Grzybowski, Polak.

Autonomia to nie wszystko

Uniwersytet zastrzegł też, że za zachowanie gościa współodpowiedzialny jest mieszkaniec, który go zaprosił.

– Uczelnia może przewidywać obowiązek nadzoru nad odwiedzającym, ale nie może wprowadzać swego rodzaju odpowiedzialności gwarancyjnej za wszelkiego rodzaju ich działania – uważa Konieczny.

Odpowiedzialność odszkodowawczą ponosi przede wszystkim sprawca szkody, czyli osoba odwiedzająca. Uczelnie stoją jednak na stanowisku, że ich autonomia jest tak daleko posunięta, iż na ich terenie nie działają przepisy powszechnie obowiązujące.

– Do ustalania zasad korzystania z domów studenckich nie mają zastosowania przepisy kodeksu cywilnego. Szkoła może więc zobowiązać studenta jako osobę związaną z uczelnią władztwem administracyjnym do ponoszenia współodpowiedzialności materialnej za zachowania gościa – uważa Iwona Cieślik, pełnomocnik rektora ds. kontaktów z mediami UE w Poznaniu.

– Idąc dalej tym tropem, uczelnie na swoim terenie mogłyby ustalać własny kodeks karny. Konstytucyjnie chronioną autonomię uczelni wyznaczają ustawy. W prawie o szkolnictwie wyższym brak jest jednak podstawy do zniesienia kodeksowych reguł odpowiedzialności za szkody wyrządzone w mieniu – wskazuje Marcin Chałupka.

W regulaminie Uniwersytetu Medycznego w Lublinie także znalazł się zapis, że mieszkaniec przyjmujący gości ponosi pełną odpowiedzialność za ich pobyt. Podobne zastrzeżenie wprowadził Uniwersytet Opolski. Dał też rektorowi prawo ostatecznej interpretacji regulaminu.

– Regulamin ma charakter prawa wewnętrznego. Uprawnienie rektora do dokonywania jego ostatecznej wykładni wynika z art. 66 prawa o szkolnictwie wyższym – tłumaczy Marcin Miga, rzecznik prasowy Uniwersytetu Opolskiego.

Zdaniem ekspertów takie regulaminy można uznać za wzorce umowne, a studenta w kontaktach z uczelnią za konsumenta. – Kwestia interpretacji postanowień regulaminu domu studenckiego nie może być zastrzeżona na rzecz rektora. Tego rodzaju klauzule są przewidziane w kodeksowym katalogu klauzul zakazanych – zauważa Tomasz Konieczny.

Trudną sytuację studentów pogarsza fakt, że nie jest jasne, czy pokój w akademiku jest lokalem mieszkalnym, a więc czy jego lokator podlega ustawie o ochronie praw lokatorów. Akt ten nie wymienia akademików wśród budynków, gdzie nie mogą być usytuowane lokale mieszkalne, choć obejmuje on np. internaty i bursy. – Większość akademików wymaga czasowego zameldowania. Nie jest ono dopuszczalne w lokalach, które są niemieszkalne. Przez niejasny status prawny akademików brakuje np. jednolitych zasad eksmitowania z domów studenckich. Część uczelni stosuje ogólne zasady, część ustanawia własne, wykwaterowując np. na podstawie decyzji administracyjnych – mówi Michał Kosiarski, radca prawny. O tym, jakie mogą być konsekwencje niejasnych przepisów, przekonała się słabowidząca studentka Uniwersytetu Gdańskiego.

– Gdy została skreślona z listy studentów, wniosła podanie o przywrócenie w poczet studentów. Mimo że na początku października nie wiedziała, czy zostanie ono uwzględnione, została przemocą wyrzucona. Młoda kobieta dysponuje dokumentacją medyczną, z której wynika, że została pobita. Nie wydano też jej rzeczy osobistych – relacjonuje sprawę Kosiarski.

Z takim przedstawieniem sprawy nie zgadza się UG. - Osoba ta została skreślona z listy studentów w marcu 2013 roku, a podanie o wznowienie studiów wniosła dopiero 16 września 2013. Odmowna decyzja została wydana pod koniec września. Nikt z uniwersytetu nie używał wobec niej przemocy. Uczelnia zaproponowała jej warunkowe zamieszkanie w innym akademiku oraz przewiezienie jej rzeczy, ale z tej pomocy nie skorzystała.  Nie można było jej przyznać pokoju wcześniej, ponieważ nie złożyła podania o pokój w akademiku i miejsce, które zajmowała zostało przyznane studentowi uniwersytetu - Beata Czechowska-Derkacz, rzecznik prasowy uczelni.

Wkrótce sprawę zbada sąd i rozstrzygnie, czy pokój w akademiku jest lokalem mieszkalnym, a więc czy jego lokatorka podlega ustawie o ochronie praw lokatorów. Oznaczałoby to, że szkoły wyższe nie będą mogły szybko usuwać z nich studentów, a zwłaszcza osób z dziećmi czy niepełnosprawnych.

Akademiki łamią prawo!

Komentuje Karzyna Wójcik z działu prawa „Rzeczpospolitej"