Szpitale wprowadzają na oddziały ratunkowe nowy system selekcji pacjentów. W zależności od stanu chory na ostrym dyżurze może dostać opaskę czerwoną, żółtą lub zieloną.
Ta pierwsza trafia się zazwyczaj nieprzytomnym po wypadku. Opaskę żółtą dostaje pacjent w stanie pilnym, a zieloną ten, który może czekać na pomoc nawet całą noc.
Selekcji dokonuje pani na recepcji lub pielęgniarka. Później weryfikuje to lekarz.
– Wstępnej selekcji dokonuje pani w recepcji lub pielęgniarka, później weryfikuje to lekarz – tłumaczy Marta Podgórska, rzecznik prasowy Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. Tam dzielenie pacjentów trwa już od półtora roku. Wprowadza je też szpital wojewódzki.
System działa także w dawnym Pomorskim Centrum Traumatologii oraz w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.
Lekarze chwalą sobie to rozwiązanie, ale obawiają się go bardzo pacjenci. Marta Podgórska przyznaje, że są skargi na zbyt późną pomoc.
– Pielęgniarka czy pani z recepcji nie powinny przydzielać chorego do grupy, bo nie potrafią postawić diagnozy. Pani może np. uznać, że to nerwica, a nie rozpozna udaru – zauważa Adam Sandauer ze Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere.
– Selekcji nie można stosować mechanicznie, a gdy w tym samym czasie trafia na oddział wielu pacjentów, trzeba ustalić priorytety – mówi Tomasz Szelągowski z Federacji Pacjentów Polskich. – W przeciwnym razie nie będzie bezpieczna.
Dodaje, że w środę w Rzeszowie jeden ze szpitali odesłał taksówką do innego szpitala pacjentkę z migotaniem przedsionków, choć personel nie był obłożony pracą.
W tej sytuacji mało przekonująco brzmią argumenty lekarzy.
– Selekcja jest potrzebna, by nie przeoczyć potrzebujących najpilniejszej pomocy, np. z zawałem – mówi Przemysław Guła, lekarz i ekspert od medycyny ratunkowej. – Ci z zieloną opaską mogą czekać, bo nic nie zagraża ich życiu, a na ostry dyżur przyszli tylko dlatego, że w dzień nie dostali się do lekarza.
Do specjalistów są bardzo długie kolejki, więc ludzie rzeczywiście szukają pomocy na oddziale ratunkowym, na który można wejść bez skierowania.
– Wielu pacjentów nie powinno tu przychodzić, dlatego bez systemu wstępnej selekcji szpital nie może dobrze funkcjonować – podkreśla Marek Balicki, były minister zdrowia.
Szpitale segregują pacjentów - komentuje Katarzyna Nowosielska