O wysokie stanowiska, duże pieniądze i szybką ścieżkę awansu najłatwiej jest inżynierom. A wśród menedżerów najwyższego i średniego szczebla najwięcej jest absolwentów politechnik.
Z najnowszego raportu opracowanego przez firmę doradczą Kienbaum wspólnie z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową, która przeanalizowała 7 tys. stanowisk pracy w 100 firmach, wynika, że aż w 60 proc. z nich funkcję dyrektora generalnego pełniły osoby z tytułem inżyniera. Dla porównania – wśród nich zaledwie co dziesiąta osoba miała wykształcenie ekonomiczne, a tylko 8 proc. – prawnicze.
Różnice są widoczne także w przypadku personelu średniego szczebla – tu 45 proc. menedżerów miało wykształcenie techniczne, ekonomiczne – 35 proc., a prawnicze tylko 5 proc.
Takie same wnioski płyną z corocznego raportu dotyczącego zarobków absolwentów wyższych uczelni przygotowywanego przez „Rz". Najbliższa edycja już w tym tygodniu.
Menedżerowie po politechnikach są mile widziani zwłaszcza w firmach produkcyjnych.
– Zauważyłam, że w przypadku firm z branży technicznej bardzo często wymaga się od dyrektora generalnego dyplomu inżyniera. Tymczasem w innych branżach wykształcenie kierunkowe nie jest już tak istotne, bo tam liczy się przede wszystkim doświadczenie zawodowe i umiejętności menedżerskie – mówi Paulina Baranowska z firmy doradztwa personalnego People. Ekspertka opowiada, że osobiście zna tylko nieliczne przypadki szefów firm o profilu technicznym, którzy nie są absolwentami uczelni technicznej. – Ale to są wyjątki – mówi Baranowska i opowiada, że niezwykle trudno jest przekonać klientów z takich firm, aby zaakceptowali na stanowiska zarządcze kandydatów bez dyplomu inżyniera.
Widoczne jest to szczególnie w produkcji. – Zarówno w Polsce, jak i za granicą, wśród osób zarządzających są najczęściej inżynierowie. To specyficzne firmy wymagające od pracowników wykształcenia i doświadczenia technicznego w produkcji – mówi Mariola Kaźmierczak, konsultantka w Kienbaum.
Wykształcenie techniczne to automatycznie wyższe zarobki. – Zauważyliśmy, że menedżerowie, którzy mają dyplom magistra inżyniera, zarabiają ok. 10 proc. więcej niż ci, którzy mają tylko tytuł magistra – mówi Krzysztof Plens, specjalista ds. wynagrodzeń z Sedlak & Sedlak. Jego zdaniem firmy chcą zatrudniać inżynierów z uwagi na umiejętność analitycznego myślenia i co się z tym wiąże – także lepszego zarządzania biznesowego.
Inżynierowie także dość szybko dostają podwyżki. Z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń w 2011 r. wynika, że młody inżynier (jeszcze bez mgr.) zarabia około 2,5 tys. zł brutto. – To niewiele, ale zauważmy, że gdy inżynier ma już około czterdziestki, jego pensja wzrasta do 5,5 tys. zł. A jeśli w tym czasie uzyska tytuł magistra, dostanie około 7 tys. zł – wyjaśnia Plens.
Mniejsze znaczenie ma natomiast poziom wykształcenia. Z reguły wystarczy mieć tytuł magistra inżyniera.
Studia trzeciego stopnia są ważne w zasadzie tylko w branży medycznej i farmaceutycznej. Podobnie jest z MBA. Ponieważ w ostatnich latach przybyło w Polsce uczelni, które dają taki dyplom, przestał on być wyróżnikiem. – Co innego, jeśli kandydat zrobił MBA na topowej zagranicznej uczelni, np. na Harvardzie. Takie wykształcenie to ogromny plus u pracodawcy – podsumowuje Kaźmierczak.
Prof. Jarosław Górniak: Większe wzięcie będą mieli inżynierowie