Premier Netanjahu w listopadzie został oskarżony o przyjmowanie łapówek, oszustwa i naruszenie zaufania.
W telewizyjnym wystąpieniu Netanjahu powtórzył, że jest ofiarą niesprawiedliwego spisku, wskazując prokuratorów, media i politycznych przeciwników.
Powołując się na szereg osiągnięć swojej administracji w zakresie gospodarki i bezpieczeństwa, zapowiedział, że będzie starał się uzyskać gwarancję, że nie będzie ścigany, póki sprawuje urząd.
Zapowiedział, że zwróci się do Knesetu o immunitet. Zgodnie z prawem wniosek taki powinien najpierw trafić do komisji parlamentarnej, które następnie poddaje go pod pełne głosowanie. Komisja nie została jedna utworzona po wrześniowych wyborach, a postępowanie sądowe nie może się rozpocząć, póki nie zapadnie decyzja w sprawie immunitetu.
Opozycyjna partia Niebiesko-Biali już zapowiedziała, że będzie dążyła do utworzenia komisji przed marcowymi wyborami. Przewodniczący Parlamentu Yuli Edelstein, członek partii Netanjahu, ogłosił, że przeprowadzi rozmowy w tej sprawie w przyszłym tygodniu.
- Nie wyobrażałem sobie, że nadejdzie dzień, w którym premier Izraela uniknie systemu sprawiedliwości. Dziś jest jasne, o co walczymy. Netanjahu wie, że jest winny - powiedział Benny Ganc.
W odpowiedzi Netanjahu powiedział, że nie uchyla się przed sprawiedliwością. Nadal zamierza iść do sądu, by bronić się przed "sfabrykowanymi oskarżeniami".
Jeśli premier zbiera 61-osobową większość, uniknie oskarżeń. Ostatnie sondaże pokazały, że większość Izraelczyków jest przeciwna przyznaniu mu immunitetu.