Obecna ekipa rządząca jest osamotniona na scenie międzynarodowej. Konflikt USA–Iran jak mało która sytuacja kryzysowa pokazuje naszą słabość, brak inicjatywy i jakichkolwiek pomysłów dyplomatycznych. Wszystko to może nawet nie byłoby takie złe, nie ma co prężyć muskułów, których nie ma, gdyby nie to, że władza usiłuje wszystkich przekonać, że jesteśmy mocarstwem, z którym liczą się najpotężniejsi. A to już przekracza granice śmieszności.

Po irańskim ataku na amerykańskie bazy, w rewanżu za akcję prezydenta Trumpa, kluczową sprawą stało się bezpieczeństwo polskich żołnierzy. Zajęcie w tej kwestii stanowiska zabrało rządowi całą środę. – Poczekajmy na oświadczenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Zobaczymy, jak Stany Zjednoczone interpretują tę sytuację – oświadczył rano minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

– Decyzje muszą być decyzjami odpowiedzialnymi; nie mogą być decyzjami pod wpływem wydarzeń, które się zadziały wczoraj, przedwczoraj, bez konsultacji z wszystkimi partnerami paktu północnoatlantyckiego – mówił dwie godziny później w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

Wtedy cała już opozycja domagała się wycofania z regionu polskich żołnierzy. To z kolei zdenerwowało władze i sprowokowało szefa BBN Pawła Solocha do złożenia kuriozalnego oświadczenia: – Polscy żołnierze w Iraku są bezpieczni; atak irańskich rakiet nie był skierowany przeciwko polskim żołnierzom, to był atak skierowany przeciwko bazom amerykańskim. Sytuacja jest pod całkowitą kontrolą – powiedział po spotkaniu prezydenta z przedstawicielami rządu.

W jaki sposób irańskie rakiety mają omijać polskich żołnierzy przebywających w bazach wojsk USA – szef BBN już nie wyjaśnił.

W dyskusję włączył się za to szef komisji obrony, poseł PiS Michał Jach, twierdząc, że żołnierzy nie trzeba wycofywać, bo „oni nie widzą takiej potrzeby. Tam na miejscu, już po tym ataku, nadal nie widzą takiej potrzeby, żeby powrócić". Kto więc jest odpowiedzialny za ich bezpieczeństwo? Zapewne oni sami, skoro to nie rząd ma podejmować w tej sprawie decyzję.

Rządy innych państw – m.in. Niemiec, Słowacji, Słowenii, Chorwacji, nie czekały na stanowisko USA ani NATO – i żołnierzy wycofały. Inne państwa – np. Kanada, przesuwają swoje wojsko do baz pośrednich.

Można by było się zgodzić ze stanowiskiem, że jeśli mamy być lojalnym sojusznikiem NATO, trzeba stosować się do decyzji Sojuszu. To jednak nie znaczy, że nie mamy mieć swojego zdania na temat bezpieczeństwa własnych żołnierzy. Kraje Unii Europejskiej zachowują się autonomicznie i nie biorą udziału w wojnie Donalda Trumpa, prowadzonej poza Radą Bezpieczeństwa ONZ i bez uzgodnień paktu północnoatlantyckiego.

Polska własne zdanie w sprawie tego, co się w świecie dzieje, mieć musi. Jego brak pogłębia naszą izolację i przekonanie światowych przywódców, że nie warto nawet brać do ręki telefonu, by do nas zadzwonić. Mimo że wysłaliśmy na Bliski Wschód żołnierzy, którzy ryzykują życie. Ich bezpieczeństwo to teraz wyłączna odpowiedzialność rządu polskiego.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ