Użycie ostrej amunicji do rozpędzenia protestujących potwierdziła lokalna policja.
Jak podaje korespondentka Sky News ranny uczestnik protestu "mocno krwawi".
Wcześniej policja miała użyć armatek wodnych i gazu łzawiącego do rozpędzenia demonstrantów.
Korespondentka Sky News informuje o użyciu przez policjantów niebieskiego barwnika, który jest wystrzeliwany z armatek wodnych i który "przylepia się do skóry wywołując pieczenie".
"Od samego początku policja starała się stłumić protesty w zarodku" - cytuje swoją korespondentkę Sky News.
Uczestnicy protestów obrzucają policjantów kamieniami i koktajlami Mołotowa.
Na nagraniach, które pojawiają się w sieci widać jak policjant wyciąga pistolet i strzela z bliska w klatkę piersiową jednego z uczestników protestu. Ranny protestujący miał trafić do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Sky News informuje o zatrzymaniu przez policję 157 osób w związku z protestami.
Przedstawiciele policji z Hongkongu potwierdzają, że uczestnik protestów został postrzelony, po tym jak policjant otworzył do niego ogień z broni ręcznej podczas starć do jakich doszło na ulicach miasta.
Nagranie z momentu oddania strzału umieścił w sieci Miejski Związek Studentów Uniwersyteckich (City University Student Union).
W Hongkongu od tygodni trwają protesty, zainicjowane przez opór wobec projektu ustawy ws. ekstradycji, która pozwoliłaby na sądzenie obywateli Hongkongu przed podległymi Komunistycznej Partii Chin sądami w Chinach. Mieszkańcy Hongkongu uznali to za cios w swobody zagwarantowane im przez Chiny w związku z przekazaniem kontroli nad Hongkongiem Państwu Środka przez Wielką Brytanię w 1997 roku.
Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam zawiesiła sporne przepisy, ale protestujący zaczęli domagać się całkowitego wycofania się z nich (co ostatecznie nastąpiło na początku września), dymisji Lam i zwolnienia z aresztów zatrzymanych uczestników protestów, a także wycofania zarzutów przeciwko nim.
Hongkong funkcjonuje w ramach Chin zgodnie z zasadą "jedno państwo - dwa systemy". Oznacza to w praktyce znaczną autonomię miasta, którego mieszkańcy mają m.in. prawo do organizowania demonstracji, a sądy w Hongkongu pozostają niezależne.
5 sierpnia w Hongkongu doszło do strajku generalnego, który zakłócił m.in. funkcjonowanie międzynarodowego lotniska w byłej brytyjskiej prowincji. Szefowa administracji Hongkongu, Carrie Lam oświadczyła, że fala protestów jaka przetacza się przez byłą brytyjską kolonię sprawia, że miasto znajduje się na krawędzi "ekstremalnie groźnej sytuacji" i jest wyzwaniem dla suwerenności Chin nad Hongkongiem.
W sierpniu zaczęły pojawiać się obawy, że Chiny mogą użyć wojska do stłumienia protestów w Hongkongu. 30 sierpnia "China Daily", dzień po dokonaniu rotacji chińskiego garnizonu w Hongkongu w artykule wstępnym napisał, że "chińscy żołnierze stacjonujący w Hongkongu nie są tam jedynie z przyczyn symbolicznych i nie ma powodu, by siedzieli z założonymi rękoma, gdy sytuacja w mieście się pogorszy".