Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto stoi za nową partią polityczną i dlaczego aktywizm przestał być dla jej liderek wystarczający.
- Jakie kontrowersje towarzyszą organizacji, z której wywodzą się założycielki ugrupowania.
- Jak analitycy oceniają szanse projektu w starciu z obecnym układem sił na scenie politycznej.
– Nie jest to forma happeningu, a naszą inicjatywę traktujemy zupełnie poważnie. Podobne partie istnieją w innych europejskich krajach. Uważamy, że przestrzeń dla niej jest również na polskiej scenie politycznej – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Joanna Marcinkowska, artystka, profesorka Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu i współzałożycielka jednego z najnowszych ugrupowań w Polsce – Partii dla Zwierząt.
Czytaj więcej
Myśląc o systemie prawnym III Rzeszy, mamy przed oczami obrazy pełne przemocy i cierpienia milionów ludzi. Jednak nawet w tym nieludzkim systemie z...
Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował ją 9 października 2026 r. i tym samym Partia dla Zwierząt dołączyła do około stu legalnie działających ugrupowań. Poza partiami znanymi, mającymi reprezentację w Sejmie, na liście dużą grupę stanowią formacje kanapowe. Jest wśród nich już jedna partia skupiająca się na prawach zwierząt, zarejestrowana w 2022 r. – Polska Partia Ochrony Zwierząt z siedzibą w Polanicy-Zdroju.
Chcą przenieść swój aktywizm na wyższy poziom polityczny
Tę wcześniejszą partię trudno jednak uznać za działającą energicznie. Jej nazwa niewiele mówi działaczom prozwierzęcym, z którymi rozmawialiśmy. Inaczej jest w przypadku nowej Partii dla Zwierząt. Stoją za nią osoby dobrze znane w środowisku. Do rejestru oprócz Joanny Marcinkowskiej zgłosiły ją Krystyna Pietruszka, wiceprezeska Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, oraz psycholożka i psychoterapeutka Anna Prokop. Wszystkie znane są z organizowania i udziału w demonstracjach, np. w sprawie koni na trasie do Morskiego Oka czy zakazu trzymania psów na łańcuchach. Pojawiały się też w Sejmie przy okazji prac nad ustawami prozwierzęcymi, a prof. Marcinkowska była kuratorką wystawy fotograficznej ukazującej los zwierząt trzymanych na uwięzi, którą pod koniec ubiegłego roku zaprezentowano w gmachu przy ul. Wiejskiej.
– Osoby związane z partią od lat uczestniczyły w pracach w Sejmie, czy to podczas posiedzeń komisji, czy też składając petycje z propozycjami dotyczącymi praw zwierząt. Zarejestrowanie partii jest konsekwencją naszego zaangażowania, po prostu chcemy mieć większą sprawczość – mówi prof. Marcinkowska. Dodaje, że choć obecne w Sejmie partie wychodzą czasami z propozycjami prozwierzęcymi, często brakuje im zaangażowania i konsekwencji.
– W obecnej kadencji udało się przyjąć ustawę, zakazującą trzymania psów na łańcuchach. Jednak to nacisk organizacji prozwierzęcych spowodował, że po wecie prezydenta skutecznie uchwalono jeszcze jeden projekt. Organizowaliśmy protesty, marsze, wydarzenia pod Sejmem i zbieraliśmy podpisy. Osobiście byłam organizatorką kilku takich wydarzeń – dodaje prof. Marcinkowska.
Nowa partia ma przenieść walkę o prawa zwierząt na wyższy poziom polityczny. Jednak już na wstępie wiążą się z nią kontrowersje. Wynikają z emocji, jakie towarzyszą Dolnośląskiemu Inspektoratowi Ochrony Zwierząt. Ten ostatni, wbrew nazwie sugerującej, że mamy do czynienia z instytucją państwową, jest prywatnym stowarzyszeniem z siedzibą we Wrocławiu. Z inspektoratem powiązane są wszystkie trzy założycielki Partii dla Zwierząt, szczególnie Krystyna Pietruszka, wiceprezeska DIOZ.
DIOZ budzi kontrowersje od lat. Ma też oddane grono swoich zwolenników
Po raz ostatni o tej organizacji było głośno przy okazji afery wokół prywatnego zoo w Łącznej na Dolnym Śląsku. 13 października na teren ośrodka wkroczyła prokuratura w asyście policji, zatrzymując pięć osób i wywożąc 33 zwierzęta, w tym część za granicę. Zdaniem śledczych w prywatnym zoo zaniedbywano pół tysiąca zwierząt, z czym nie zgadza się część mieszkańców miejscowości, którzy próbowali zablokować transport.
Czytaj więcej
Prokuratura postawiła pięciu osobom zarzuty znęcania się nad zwierzętami w prywatnym Zoo Łączna w Mieroszowie. Z placówki wywieziono już kilkadzies...
Akcja służb w placówce mogła sprawiać wrażenie dosyć chaotycznej. Zresztą kilka dni temu prokuratura zmieniła zdanie, decydując, że setki zwierząt jednak pozostaną pod opieką pracowników zoo, a nie trafią do innych miejsc. W ogniu krytyki znalazła się jednak nie tylko prokuratura, ale też organizacje prozwierzęce, którym wielu internautów zarzuca zbyt pochopne ocenianie warunków zwierząt w zoo, ingerowanie w prywatną własność i brak pomysłu na to, co zrobić z odebranymi czworonogami. Wśród atakowanych organizacji był DIOZ.
Ten ostatni odpowiedział w specjalnym oświadczeniu, że był tylko podmiotem zawiadamiającym, a w ciągu trzech lat otrzymał kilkadziesiąt zgłoszeń od lekarzy weterynarii, pracowników, opiekunów i odwiedzających ZOO Łączna. Informował też o fali hejtu, obelg i gróźb, która po akcji służb w Łącznej wylała się na jego pracowników w mediach społecznościowych. Zapowiedział 13 tys. pozwów.
Krytycy DIOZ zarzucają organizacji, że z ratowania zwierząt zrobiła dochodowy biznes, prowadzi zbiórki w nieetyczny sposób i narusza prawo podczas interwencji
Nie był to jednak pierwszy raz, gdy z działalnością DIOZ wiązały się kontrowersje. Na początku 2025 r. Centralne Biuro Śledcze Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Świdnicy wszczęło śledztwo w sprawie działalności Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, ukierunkowane na możliwość popełnienia przestępstw kradzieży, naruszenia nietykalności cielesnej podczas interwencji oraz oszustwa przy zbiórkach pieniędzy. W tym samym roku sąd uznał prezesa DIOZ Konrada Kuźmińskiego oraz pracownika organizacji winnymi kradzieży psa podczas jednej z interwencji.
Zdaniem prof. Marcinkowskiej, DIOZ nie jest organizacją kontrowersyjną. – Wręcz przeciwnie, jest najskuteczniej działającą, najbardziej prężną, największą organizacją ratującą zwierzęta w Polsce. Prowadzi dwa absolutnie wyjątkowe w skali europejskiej ośrodki dla zwierząt w Pietrzykowie i Wojtyszkach. Jest jedyną organizacją, która nie boi się nazywać zła złem, pokazując twarze oprawców i działać radykalnie tam, gdzie wymagają tego okoliczności. W efekcie ma wielu sympatyków, ale niestety również też wrogów – dodaje.
Ekspert nie wróży partii sukcesów. Jej założycielki są innego zdania
Jakie szanse ma partia założona przez osoby powiązane z DIOZ? Analityk polityczny Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, twierdzi, że znikome. – Przy obecnej temperaturze sporu politycznego w Polsce, który w dużej mierze ma charakter dwubiegunowy, trudno wyobrazić sobie wejście do Sejmu partii o tak wąskich zainteresowaniach – komentuje. – Mieliśmy już partie kobiet, przedsiębiorców czy samorządowców i żadna z nich nie odniosła sukcesu. Tym bardziej trudno wróżyć powodzenie ugrupowaniu o potencjalnie jeszcze węższym elektoracie – tłumaczy.
trudno wyobrazić sobie wejście do Sejmu partii o tak wąskich zainteresowaniach
Jego zdaniem zarejestrowanie partii, do czego trzeba było zebrać co najmniej tysiąc podpisów, ma raczej wymiar wizerunkowy niż stricte polityczny.
Nie zgadzają się z tym jednak twórcy Partii dla Zwierząt. Prof. Joanna Marcinkowska zwraca uwagę, że partie polityczne reprezentujące interesy zwierząt działają już w wielu krajach Europy. Najsilniejszą reprezentację ma holenderska Partia dla Zwierząt, założona w 2002 r., która posiada pięć mandatów w obu izbach parlamentu krajowego oraz europosłankę. W Portugalii swoją posłankę w parlamencie krajowym ma partia Ludzie-Zwierzęta-Przyroda, a podobne ugrupowania funkcjonują m.in. w Niemczech, Hiszpanii, Francji, Belgii, Finlandii i Włoszech. – To pokazuje, że polityczna reprezentacja interesów zwierząt jest w Europie realna. Wierzymy, że podobnie może być również w Polsce – podsumowuje.