Spór o Trybunał Konstytucyjny znów się zaognił. Jedynie troje z ośmiorga sędziów TK wybranych przez Sejm obecnej kadencji zostało zaproszonych do złożenia ślubowania w Pałacu Prezydenckim. Pozostali w reakcji na bierność Karola Nawrockiego wygłosili rotę ślubowania „wobec” prezydenta – ale nie w jego obecności – w Sejmie. Prezydent, a w ślad za nim prezes TK Bogdan Święczkowski, nie uznają takiego ślubowania za legalne, w związku z czym sędziowie ci nie są dopuszczeni do orzekania. To m.in. powoduje paraliż tej instytucji, w której nie tylko nie można zebrać pełnego składu do rozpoznania niektórych wniosków, ale też do zwołania zgromadzenia ogólnego niezbędnego do podjęcia uchwały w sprawie budżetu. A to z kolei oznacza brak finansowania tej instytucji.
Sondaż IBRiS: kto ma rację w sporze o TK
Choć premier Donald Tusk obiecywał, że na gwiazdkę sąd konstytucyjny będzie działał normalnie, póki co klincz trwa. Zapytaliśmy Polaków, kto według nich ma rację w tym sporze. Z sondażu przeprowadzonego 16–17 października przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że największa grupa Polaków uważa, iż racji nie ma ani prezydent, ani premier.
Nieco więcej respondentów jest zdania, że rację ma prezydent Karol Nawrocki (32 proc.), natomiast premier Donald Tusk przekonuje 27,8 proc. badanych.
Elektorat koalicji jest bardziej zwarty niż elektorat opozycji
Wśród zwolenników koalicji rządzącej 73 proc. przyznaje rację Tuskowi, a niemal nikt (0,2 proc.) Nawrockiemu. Wśród zwolenników opozycji 60 proc. stoi po stronie Nawrockiego, ale aż 34 proc. wybiera odpowiedź „ani jeden, ani drugi”.
Jeśli chodzi o osoby, które w ostatnich wyborach oddały głos na PiS, to 2 proc. jest skłonnych przyznać rację premierowi, natomiast wśród wyborców KO 6 proc. uważa, że w tym przypadku rację ma prezydent.
Aż 19 proc. widzów telewizji Republika uważa, że rację ma jednak Donald Tusk.
Interesująco opinie rozkładają się wśród wyborców, którzy głosowali na Trzecią Drogę, czyli PL2050 i PSL. 26 proc. uważa, że rację ma Donald Tusk, 20 proc. wskazuje na Karola Nawrockiego, a 47 proc. jest zdania, że w sporze racji nie ma ani szef rządu, ani głowa państwa.
Takich rozbieżności nie ma ani wśród wyborców Lewicy i Konfederacji. W przypadku tych pierwszych 68 proc. przyznaje rację Donaldowi Tuskowi, a 28 proc. jest zdania, że ani jeden, ani drugi. Nie odnotowano natomiast wskazań na prezydenta. Wśród wyborców Konfederacji jest odwrotnie. Co prawda 3 proc. Polaków, którzy głosowali na tę partię, uważa, że rację ma Donald Tusk, ale większość – 54 proc. – przyznaje rację prezydentowi.
Czytaj więcej
Choć kryzys praworządności w Polsce rozpoczął się od „przejęcia” Trybunału Konstytucyjnego, jego ewentualne „odbicie” wcale go nie zakończy. Po rea...
Choć to przedstawiciele tego ugrupowania najczęściej ostatnio mówią o resecie konstytucyjnym, to wśród wyborców Konfederacji mniej jest osób, które uważają, że w błędzie są obie strony sporu (42 proc.), niż wśród wspomnianej Trzeciej Drogi (47 proc.).
Młodzi wyborcy a reset TK
– Uderzyło mnie wyraźne wskazanie „na rację Nawrockiego” w grupach najmłodszych i młodych (do 49. roku życia). To nawet dwukrotnie więcej wskazań niż „rację ma Tusk”. Przewaga Nawrockiego oznaczałaby przyzwolenie na jakąś formę zapowiadanego przez niego resetu TK. Najmłodsze grupy są wyraźnie niechętne powrotowi ancien régime’u. To zapewne wynika z innego doświadczenia pokoleniowego. To, co „ustawia” starszych, a więc pamięć budowy państwa po upadku systemu komunistycznego, jest dla młodszych nieznane – mówi prof. Ireneusz C. Kamiński, prawnik i socjolog z Polskiej Akademii Nauk.
Zmęczenie konfliktem
– W polskim społeczeństwie jest znacząca grupa ludzi, których nie przekonuje ani narracja o przywracaniu praworządności, ani narracja „obrończa”. Najwięcej takich osób jest wśród niezdecydowanych i niegłosujących (48 proc.), następnie wśród zwolenników opozycji (34 proc.), a na końcu wśród zwolenników obecnego obozu rządzącego (20 proc.) – mówi prof. Małgorzata Stefaniuk, socjolog prawa z Katedry Teorii i Filozofii Prawa na Wydziale Prawa i Administracji UMCS.
– Wyniki mogą być dowodem na to, że w polskiej przestrzeni publicznej jest miejsce, by do głównego nurtu polskiej polityki weszło jakieś nowe ugrupowanie, które przełamałoby dotychczasowy duopol. Zwłaszcza, że dotychczasowe próby poszukiwania trzeciej drogi nie przyniosły oczekiwanych efektów. Z różnych przyczyn, obiektywnych, ale też osobowościowych, związanych z ich przywódcami – dodaje ekspertka.
Zdaniem Przemysława Rosatiego, prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, wyniki są wyraźnym sygnałem zmęczenia konfliktem, który nie przynosi rozwiązania problemu fundamentalnego dla bezpieczeństwa prawnego obywateli.
– Jednocześnie silny związek odpowiedzi z preferencjami politycznymi pokazuje, jak bardzo ocena sporu konstytucyjnego zależy dziś od partyjnych sympatii. Trzeba jednak wyraźnie oddzielić ocenę społeczną, w dużej mierze determinowaną sympatiami politycznymi, od oceny prawnej. Odpowiedź „ani jeden, ani drugi” nie oznacza, że odpowiedzialność obu stron jest jednakowa. Tę należy oceniać na podstawie konkretnych działań i obowiązków wynikających z konstytucji. Sondaż mierzy opinie i emocje, ale nie rozstrzyga o zgodności postępowania organów państwa z prawem. Żaden polityk nie uzyskuje też usprawiedliwienia dla naruszania konstytucji dlatego, że popierają go jego wyborcy – wskazuje prezes NRA.
Czytaj więcej
Rezygnacja z właściwych form nadzoru jest działaniem samobójczym dla prokuratury. Jeśli prokurator chce być niezależny, w znaczeniu niezawisły, to...
W podobnym tonie wypowiada się prof. Małgorzata Stefaniuk. Jak zauważa, tzw. zwykły obywatel, z reguły niemający pogłębionej wiedzy na temat zawiłości prawnych związanych z konfliktem wokół TK, może czuć się w tej przestrzeni mocno zagubiony.
– Stąd gotów jest przyznawać rację tej stronie sporu politycznego, która odpowiada jego orientacji światopoglądowej i sympatiom politycznym. Po czyjej stronie jest prawo, może być istotne dla bardziej wyrafinowanego, zainteresowanego niuansami prawnymi obywatela. Dla większości społeczeństwa to kwestie skomplikowane i niemające decydującego znaczenia dla przyznania racji określonym podmiotom – mówi prof. Stefaniuk. Dodaje, że większość społeczeństwa nie ma świadomości, iż nawet uznając, że obie strony popełniły pewne grzechy wobec Trybunału Konstytucyjnego, nie mają one jednakowej wagi. – Czym innym jest jednak nieprzyjmowanie ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów, gdyż to w sposób jawny łamie konstytucję, a czym innym zwłoka w obsadzaniu wolnych stanowisk sędziowskich – zauważa ekspertka.
Także prof. Mateusz Stępień, socjolog prawa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, uważa, że wyniki sondażu mogą wskazywać, iż wykształciła się już niemała grupa osób, która nie widzi sensu w dalszej polaryzacji stanowisk dotyczących TK. Wyraża zmęczenie konfliktem i oczekuje jego zakończenia. – Zapewne znajdują się w niej także zwolennicy różnego rodzaju resetu konstytucyjnego. Gdyby ta grupa rosła, byłby to istotny sygnał dla obu walczących ośrodków politycznych o konieczności przyjęcia innej strategii niż dalsze forsowanie własnej racji – wskazuje prof. Stępień.
Zastrzega przy tym, że możliwa jest też inna interpretacja. – W tej grupie mogą znajdować się również osoby, którym trudno dokonać jednoznacznej oceny wszystkiego, co dzieje się wokół TK. Mieszczą się tu przecież kwestie ustrojowe, prawne i polityczne. W takich sytuacjach wybierają odpowiedź, że „ani jeden, ani drugi” nie mają racji, choć faktycznie jest ona bliższa odpowiedzi „trudno powiedzieć”. W przypadku tak złożonej problematyki trudności w ocenie mogą właśnie przejawiać się wyborem odpowiedzi środkowej, czyli intuicyjnie bezpiecznej – zastrzega ekspert.
Konflikt coraz mniej zrozumiały
Jak podkreśla prof. Mateusz Stępień, materia konstytucyjna jest wyjątkowo trudna do zrozumienia i komunikowania.
– Przez lata nie uczyliśmy się, jako wspólnota polityczna, myśleć w kategoriach celów naszych podstawowych instytucji. Na przykład po co istnieje podział władzy albo dlaczego konstytucja ma charakter nadrzędny. Nie nauczyliśmy się również krytycznie, ale jednocześnie konstruktywnie, podchodzić do naszych instytucji i rozwiązań ustrojowych. Trudno się zatem dziwić, że debata na te tematy jest chaotyczna, przyczynkarska i w dużej mierze nastawiona na reprodukowanie politycznych sympatii. Tym bardziej że rozpoczęła się w kontekście ostrego sporu politycznego – wyjaśnia ekspert.
Czytaj więcej
Zamierzam wystąpić z powództwem o ochronę dóbr osobistych. Pan minister Waldemar Żurek przekroczył granice dopuszczalnej krytyki – mówi „Rzeczpospo...
– Nie chcę przez to powiedzieć, że obywatele nie są w stanie samodzielnie właściwie ocenić tego elementu sporu. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że to zadanie wymagające. W takich sytuacjach łatwiej polegać na sympatiach politycznych i przenosić oceny, czyli traktować oceny politycznego ośrodka jako własne – dodaje prof. Stępień. Zaznacza, że choć nie jest to zjawisko nieznane demokracjom, w skrajnej postaci prowadzi do jednomyślenia. Czyli sytuacji, w której partie polityczne rządzą swoimi zwolennikami, zamiast artykułować i walczyć o ich wartości oraz interesy.
Oceny się zmieniają
Warto przypomnieć, że w kwietniu IBRiS przeprowadził na zlecenie „Rz” badanie, w którym pytano o to, kto jest winien eskalacji konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wówczas obarczano winą w kolejności: prezydenta (34,4 proc.), wszystkich w równym stopniu (rząd, prezydenta, polityków – 25 proc.), rząd z powodu zwłoki w obsadzaniu wolnych stanowisk sędziowskich (23,3 proc.), prezesa TK (3,5 proc.) oraz nowych sędziów, którzy złożyli ślubowanie wobec prezydenta, ale bez jego obecności (2,8 proc.). Nie wiedziało, jak odpowiedzieć na to pytanie, 10,6 proc. badanych.
Od tego czasu Sejm wybrał dwóch kolejnych sędziów (przy czym od jednego prezydent przyjął ślubowanie, a od drugiego nie). Dodatkowo odbyły się manifestacje środowisk opozycyjnych w obronie Trybunału Konstytucyjnego, traktowanego jako jedna z niewielu już instytucji, których nie przejęła koalicja 15 października (czy, jak ją określają przeciwnicy, koalicja 13 grudnia).
– W porównaniu z sondażem z kwietnia, gdy to prezydent był obarczany winą za eskalację konfliktu, nastąpiła zmiana. Można więc stwierdzić, że na przestrzeni tych kilku miesięcy zmniejszyła się wina prezydenta.
Czy możemy spodziewać się dalszego pogłębiania kryzysu zaufania do TK?
Wyniki sondażu wskazują, że działania naprawcze podejmowane przez obecną większość sejmową nie zyskują aprobaty większości społeczeństwa. A to bardzo źle wróży z perspektywy przywrócenia autorytetu i zaufania do tej instytucji.
– Z perspektywy adwokatury najważniejszy jest obywatel, który potrzebuje niezależnego i prawidłowo obsadzonego Trybunału, zdolnego skutecznie chronić jego prawa i wolności. Każde przedłużanie kryzysu osłabia tę ochronę i pogłębia niepewność prawną. Nie przyczynia się także do odbudowywania zaufania i autorytetu tej instytucji. Od osób sprawujących władzę należy wymagać przedstawienia i przeprowadzenia zgodnego z konstytucją rozwiązania. Miarą sukcesu będzie odzyskanie przez obywateli zaufania, że państwo potrafi skutecznie chronić ich także przed nadużyciami samej władzy – mówi Przemysław Rosati, prezes NRA.
Zdaniem prof. Stefaniuk czeka nas raczej pogłębienie kryzysu.
– Jesteśmy świadkami podejmowanych przez oba ośrodki polityczne swoistych partyzanckich batalii o TK. Nie ma w nich miejsca na cofnięcie się choćby o centymetr. Dominuje logika jawnego konfliktu, forsowania własnych stanowisk i poszukiwania politycznych (i prawnych) forteli. Niestety wszystko to odbywa się ze szkodą dla stabilności i bezpieczeństwa Polski – mówi prof. Stefaniuk, dodając, że w takich warunkach trudno mówić o zaufaniu do TK, który stał się instytucją upadłą w sensie swojej legitymizacji.
– Nie jest moją rolą wskazywanie, kto ponosi za ten stan odpowiedzialność, ale fakty są takie, że TK rozpatruje niewiele spraw. Jego orzeczenia nie są publikowane, nie ma pełnego składu sędziów dopuszczonych do orzekania, a dodatkowo pojawiają się wątpliwości dotyczące jego finansowania w przyszłym roku. Łącznie daje to obraz instytucji znajdującej się w głębokim kryzysie. Nie dokonując rozliczenia zasług poszczególnych stron w doprowadzeniu do obecnego stanu rzeczy, stwierdzam jedynie, że w tej chwili Trybunał Konstytucyjny jest instytucją upadłą – pointuje ekspertka.