Dzisiejsze posiedzenie przed warszawskim sądem stanowiło kolejny etap w sporze prawnym między głową państwa a Onetem. Po raz pierwszy od rozpoczęcia batalii sądowej drzwi sali rozpraw zostały otwarte dla publiczności oraz przedstawicieli mediów. Choć sędzia nie wyraził zgody na transmisję na żywo, obecność obserwatorów pozwoliła im na bezpośrednie zapoznanie się z przebiegiem rozprawy oraz wysłuchanie relacji świadków.

Przedstawiciele strony pozwanej oceniają uchylenie tajności jako moment o dużym znaczeniu procesowym i wizerunkowym. W opinii reprezentującego redakcję adwokata Jakuba Kudły, jest to okazja, aby opinia publiczna mogła na bieżąco zapoznawać się z przebiegiem procesu.

– Jesteśmy z tej decyzji bardzo zadowoleni. Cieszymy się, że rozprawa jest w pełni jawna, bo zależało nam na tym, aby wszyscy obywatele mogli osobiście zapoznać się z dowodami i relacjami świadków prezentowanymi na sali sądowej – tłumaczy mecenas Kudła.

Czytaj więcej

Proces Nawrocki vs. Onet. Koleżanka z Hotelu Grand: to był dla mnie szok

Onet opublikował swój artykuł tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich. Nawrocki nie skorzystał z trybu wyborczego

Sprawa ma swój początek w okresie kampanii prezydenckiej z wiosny ubiegłego roku. Po pojawiających się jesienią 2024 r. doniesieniach, 26 maja 2025 r., na kilka dni przed drugą turą wyborów, portal Onet opublikował materiał zatytułowany „Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu”.

Autorzy publikacji – dziennikarze Andrzej Stankiewicz oraz Jacek Harłukowicz – opisali w nim swoją wersję wydarzeń z okresu pracy Karola Nawrockiego w sopockim Grand Hotelu w latach 2006–2007. Z przytoczonych przez nich  relacji dawnych współpracowników powoda wynikało, że obecny prezydent miał wiedzieć o procederze sprowadzania prostytutek dla gości obiektu lub w nim uczestniczyć. Powód kategorycznie zaprzeczył tym doniesieniom, nazywając tekst zbiorem kłamstw i atakiem politycznym.

Mimo publikacji w trakcie trwania kampanii, sztab kandydata zdecydował się nie korzystać z trybu wyborczego, który zakłada rozpatrzenie sprawy w ciągu 24 godzin. Zamiast tego wybrano tradycyjną ścieżkę sądową. Prawnicy Karola Nawrockiego argumentowali wówczas, że sąd mógłby nie uznać artykułu prasowego za klasyczny materiał wyborczy.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Rozmienianie RBN na drobne. Duży błąd Karola Nawrockiego

27 maja 2025 r. do warszawskiego sądu wpłynął pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych skierowany przeciwko spółce Ringier Axel Springer Polska, wydawcy Onetu. Równolegle Karol Nawrocki skierował przeciwko autorom tekstu prywatny akt oskarżenia o zniesławienie z artykułu 212 Kodeksu karnego. Strona pozwana oraz część komentujących sprawę dziennikarzy wyrażali opinię, że rezygnacja z trybu wyborczego mogła mieć na celu uniknięcie szybkiego zbadania dowodów przed ciszą wyborczą.

Ten aspekt sprawy jest podnoszony przez obrońcę pozwanych, adwokata Jakuba Kudłę. W jego subiektywnej ocenie, pominięcie szybkiej ścieżki wpłynęło na możliwość przedwyborczej weryfikacji zarzutów przez obywateli, co według niego nadało sporowi wymiar bardziej polityczny.

– Wolałbym mieć szybki wyrok sądu, by móc podjąć świadomą decyzję przy urnie. Nie wykorzystano właściwych instrumentów prawnych, które dałyby wyborcom twardą podstawę do oceny kandydata. Na tym etapie to proces o znaczeniu czysto politycznym, który nie ma już dla obywateli tej wartości, jaką miałby przed wyborami – ocenia mecenas.

W zeznaniach świadków pojawił się wątek obecności prostytutek w Grand Hotelu

Proces cywilny, mający rozstrzygnąć, czy doszło do naruszenia dóbr osobistych Karola Nawrockiego, rozpoczął się 15 września 2026 r. Początkowo sąd wyłączył jawność postępowania, w związku z czym pierwsze przesłuchania świadków – w tym tych powołanych przez stronę prezydenta – odbywały się za zamkniętymi drzwiami. Według pozwanych dziennikarzy, taka decyzja sądu uniemożliwiła im publiczną obronę i sprawiła, że w przestrzeni medialnej pojawiały się przekazy, które oni sami oceniają jako jednostronne.

Współautor tekstu Andrzej Stankiewicz twierdzi, że brak jawności we wrześniu stanowił dla redakcji problem. Jak wyjaśnia w rozmowie z Rz, zdaniem strony pozwanej dziennikarze musieli mierzyć się z nieprzychylnymi przeciekami z sali sądowej. Według Stankiewicza, część mediów promowała wówczas narrację podważającą istnienie informatorów Onetu.

– Przez ostatnie miesiące politycy prawicy i sprzyjające im media kierowali w naszą stronę bardzo konkretne zarzuty: twierdzili, że nie mamy świadków albo że ci świadkowie się wycofują. Mówił to zresztą sam Karol Nawrocki w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”. Dzisiejsza, jawna rozprawa ostatecznie udowadnia, że to było po prostu kłamstwo – podkreśla w rozmowie po procesie Andrzej Stankiewicz.

Czytaj więcej

Nawrocki przeciwko Onetowi. Za zamkniętymi drzwiami ruszył proces

Podczas dzisiejszego posiedzenia jawnie przesłuchano Nataszę Geldon, dawną współpracowniczkę Karola Nawrockiego z ochrony Grand Hotelu. Świadek wystąpiła pod pełnym nazwiskiem i złożyła pod rygorem odpowiedzialności karnej zeznania, w których podtrzymała relację przedstawioną wcześniej na łamach Onetu. Zeznała między innymi o nocnej zmianie, podczas której, według jej słów, powód miał przyprowadzić do hotelu kobietę i zaproponować recepcjonistce dodatkowe zarobki związane z doprowadzaniem kobiet dla gości.

Świadkowie postanowili zeznawać pod przysięgą

Andrzej Stankiewicz, komentując te wydarzenia, zaznacza, że nie chce recenzować samych zeznań, ale ocenia posiedzenie z perspektywy redakcji jako niezwykle istotne dla linii obrony.

– Dziś przed sądem stanął nasz drugi świadek i potwierdził swoją relację pod przysięgą. Czuję dużą wdzięczność wobec naszych świadków. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo to delikatna sprawa, a oni mimo to nie wycofali się ze swoich słów – mówi dziennikarz.

Zwraca przy tym uwagę na fakt – argumentując na rzecz wiarygodności źródeł redakcji – że świadkowie Onetu nie mieli ze sobą kontaktu od dwudziestu lat, a przesłuchiwana Natasza Geldon przez ten czas nie kontaktowała się ani z pierwszym świadkiem, ani z samym powodem.

Współautor artykułu przedstawia również stanowisko redakcji dotyczące procesu weryfikacji informacji przed publikacją z maja 2025 r. Jak deklaruje, pomimo dotarcia do szerszego grona osób potwierdzających tezy artykułu, redakcja zdecydowała się oprzeć tekst wyłącznie na rozmówcach gotowych zeznawać pod nazwiskiem przed sądem.

– Dopóki miałem tylko jedno źródło, wstrzymywałem publikację. Zdecydowaliśmy się na tekst dopiero wtedy, gdy mieliśmy dwie niezależne osoby, opisujące sytuacje, w których bezpośrednio uczestniczyły. Dołożyliśmy wszelkich starań, by prześwietlić sprawę sprzed 20 lat. Jeśli ktoś dzisiaj oczekuje, że jako dowód w takiej sprawie znajdę mu fakturę na te specyficzne usługi, to stawia nierealne żądania – argumentuje Stankiewicz.

Dodaje również, że z jego perspektywy jako dziennikarza, stawiennictwo świadków w sądzie stanowi realizację obowiązku zawodowego, niezależnie od oświadczeń i zaprzeczeń ze strony prezydenta.

W trakcie posiedzenia przesłuchano także świadka powołanego przez Karola Nawrockiego – jego dawnego znajomego ze studiów i pracy w ochronie. Świadek ten zeznał, że nie widział osobistego zaangażowania powoda w opisywany proceder. Jednocześnie przyznał, że sama obecność prostytutek w Grand Hotelu była w tamtym okresie zjawiskiem powszechnym. Ten fragment zeznań jest akcentowany przez autorów tekstu i ich pełnomocników jako argument wspierający ich narrację.

W ocenie adwokata Jakuba Kudły, zestawienie zeznań Nataszy Geldon z wypowiedziami świadka strony powodowej stanowi dla obrony kluczowy materiał dowodowy.

– Zeznania pani Nataszy Geldon są absolutnie rozstrzygające, ponieważ pod przysięgą wprost potwierdziła to, co opisaliśmy w artykule, podobnie jak poprzednio zeznający świadkowie. Co ciekawe, świadek powołany przez Karola Nawrockiego również przyznał, że opisywane przez nas sytuacje w hotelu były na porządku dziennym – co prawda był to świadek prezydenta, ale z pewnością utwierdzi to sąd we właściwym odbiorze sprawy – wskazuje pełnomocnik pozwanych.

Pełnomocnik Onetu wyraził również opinię, że ustalenia z procesu cywilnego wpłyną na przebieg równoległej sprawy karnej z artykułu 212 Kodeksu karnego. Jak wskazuje prawnik, w procesie karnym oskarżyciel musi wykazać celowy zamiar zniesławienia, co – według oceny obrońcy – po ostatnich zeznaniach świadków będzie dla strony powodowej znacznie trudniejsze do udowodnienia.

Czytaj więcej

Rzecznik o przeszłości prezydenta Nawrockiego: Niech Czarzasty poczyta artykuły

Gdzie kończy się interes publiczny, a zaczyna naruszenie dóbr osobistych?

Przedstawiając punkt widzenia obrony na kwestię granicy między interesem społecznym a ochroną dóbr osobistych, Jakub Kudła argumentuje, że w tego typu sprawach decydujące jest kryterium prawdy. Zdaniem pełnomocnika, publikacja po wcześniejszej weryfikacji ustaleń była obowiązkiem dziennikarskim redakcji.

Mecenas Kudła pozytywnie ocenia również sposób prowadzenia postępowania przez Sąd Okręgowy w Warszawie, wskazując na sprawność organizacyjną sądu. Jednocześnie strona pozwana oczekuje na decyzję dotyczącą formy przesłuchania samego powoda. Pełnomocnicy Karola Nawrockiego wnioskowali wcześniej o możliwość złożenia przez niego zeznań w formie pisemnej.

– Liczę też, że na kolejnej rozprawie prezydent Nawrocki stawi się osobiście. Jego pełnomocnicy wnioskowali o zeznania na piśmie, ale w takiej sprawie powinien pojawić się w sądzie i sam odpowiedzieć na pytania. Wniósł pozew, teraz powinien osobiście popierać go w sądzie – ocenia mecenas Jakub Kudła.

Z perspektywy redaktora naczelnego Onetu, Bartosza Węglarczyka, toczący się proces wykracza poza kwestię jednego artykułu i dotyczy szerszej kwestii wolności słowa oraz prawa mediów do prześwietlania przeszłości osób kandydujących na publiczne stanowiska.

– To jest kluczowy proces dla mediów, bo zdecyduje o tym, czy media mogą badać przeszłość kandydatów na publiczne stanowiska. Jestem dumny z dziennikarzy Onetu i pracy, jaką wykonują, i jestem przekonany, że z punktu widzenia interesu publicznego jest to praca kluczowa. Co do procesu – wszystko w rękach sądu – podsumowuje szef redakcji.

Adrian Salus, radca prawny reprezentujący prezydenta Karola Nawrockiego poinformował, że nie będzie komentował sprawy na obecnym etapie.