„Jeżeli pies zaatakował człowieka albo zwierzę domowe lub gospodarskie, powodując uszkodzenie ciała, uszczerbek na zdrowiu, rozstrój zdrowia albo śmierć, a jednocześnie zachodzi uzasadnione ryzyko ponownego ataku, prokurator może wydać postanowienie o odebraniu psa właścicielowi lub opiekunowi” – brzmi kluczowe zdanie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, którą złożyli w Sejmie posłowie PiS.

Czytaj więcej

Agresywne psy terroryzują Mazowsze. Właściciel dostał mandat, owczarki atakują dalej

Autorzy projektu tłumaczą, że ma on wypełnić lukę prawną polegającą na tym, że obecnie nie ma możliwości odebrania właścicielowi agresywnego psa. To właśnie dla tego projektu Jarosław Kaczyński zrobił wyjątek od swojej politycznej reguły.

Prezes PiS niemal nigdy nie podpisuje się pod projektami poselskimi, a nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt jest pierwszą, którą w ten sposób poparł w tej kadencji.

Jarosław Kaczyński w kadencji 2015-2019 podpisał się pod projektem ustawy tylko raz

Jak wiele znaczy podpis prezesa PiS pokazuje sytuacja z pierwszej kadencji rządów PiS w latach 2015–2019. Choć Kaczyński był wówczas formalnie zwykłym posłem i nie pełnił żadnej funkcji rządowej, podpisał się tylko pod jednym projektem poselskim – również nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. Przewidywała ona, że zapobieganie bezdomności zwierząt stanie się zadaniem własnym gmin.

Czytaj więcej

Kaczyński podpisał się pod bublem prawnym

Brak podpisu prezesa PiS pod projektami był wówczas szeroko komentowany. Już w 2016 r. „Super Express” zauważył, że Kaczyński nie firmuje swoim nazwiskiem kontrowersyjnych ustaw dotyczących sądownictwa. – To proste. Dzięki temu uniknie w przyszłości odpowiedzialności. A mógłby mu grozić na przykład Trybunał Stanu – mówili gazecie posłowie PO.

W kolejnej kadencji, w latach 2019–2023, podpisów Kaczyńskiego było już nieco więcej, choć wciąż daleko mu było do posłów rekordzistów, składających setki projektów ustaw. Najgłośniejszy z podpisów Kaczyńskiego w tamtej kadencji to podpis pod tzw. piątką dla zwierząt, szeroką nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt, która wywołała kryzys w PiS i ostatecznie nie została uchwalona. Kaczyński poparł też projekt umożliwiający pracodawcom żądanie od pracowników wyników testów na COVID, który również trafił do kosza. W tamtej kadencji podpisał się także pod trzema innymi projektami: nowelizacją kodeksu pracy zmieniającą definicję mobbingu, projektem jednorazowego świadczenia dla działaczy opozycji antykomunistycznej oraz przepisami zobowiązującymi samorządy do tworzenia rad seniorów.

6

tyle projektów poselskich podpisał prezes PiS Jarosław Kaczyński w czsaie ośmioletnich rządów PiS

Po 2015 r. Kaczyński kilkakrotnie podpisywał się również pod projektami zmian Konstytucji, ale te wymagają poparcia co najmniej 92 posłów, więc w praktyce podpis prezesa jest tam niemal automatyczny. Natomiast w przypadku zwykłych projektów, wymagających 15 podpisów, w obecnej kadencji Kaczyński złożył dotąd tylko jeden – właśnie pod nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. Tym razem jednak projekt nie wzmacnia praw zwierząt, lecz umożliwia ich odbieranie właścicielom.

Prezesa PiS nie trzeba było długo namawiać do podpisania projektu ws. agresywnych psów

Poseł PiS Kacper Płażyński mówi „Rzeczpospolitej”, że zdecydował się przygotować projekt wspólnie z Justyną Oleś-Bernacką z inicjatywy społecznej „Stop Agresji Psów” po głośnym wydarzeniu z października 2025 r., gdy trzy psy zagryzły kierowcę ciężarówki w Zielonej Górze. 46-latek zatrzymał się na parkingu na przepisową 24-godzinną przerwę, którą postanowił wykorzystać na zbieranie grzybów w pobliskim lesie. Tam został zaatakowany przez trzy psy, doznając co najmniej 53 ran szarpanych i gryzionych.

Czytaj więcej

Nietykalny policjant, którego psy zagryzły człowieka. Czy ktoś trzymał nad nim parasol ochronny?

– Pacjent trafił do nas z rozwijającą się niewydolnością wielonarządową, w głębokiej hipotermii, z zaburzeniami świadomości – relacjonował dr n. med. Bartosz Kudliński ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Mężczyzny nie udało się uratować, choć lekarze amputowali mu wszystkie cztery kończyny.

Jak informowały media, psy należały do prowadzącego pobliską strzelnicę Piotra M., byłego policjanta, i już wcześniej atakowały ludzi. Po jednym z takich przypadków ofierze trzeba było amputować uszy. – Przykład z Zielonej Góry był wyjątkowo drastyczny, ale w zasadzie nie ma tygodnia, by gdzieś w Polsce psy nie zaatakowały ludzi. Jeśli nie kończy się to śmiercią ofiary, zwykle informują o tym tylko lokalne media – mówi nam poseł Płażyński.

Posłowie PiS wyliczają w uzasadnieniu, że w 2024 r. w Polsce doszło do niemal 27 tys. pogryzień ludzi przez psy. Np. w styczniu 2024 r. w Zgorzelcu pies zaatakował siedmiotygodniowe niemowlę, które zmarło mimo udzielonej pomocy. Sześć miesięcy później pod Barczewem zginęła siedmioletnia dziewczynka. „Również w 2024 r. w Ojsławicach w gminie Radków pies, który wydostał się z nienależycie zabezpieczonej posesji, zaatakował mężczyznę wracającego polną drogą. Pokrzywdzony doznał licznych obrażeń i zmarł na miejscu” – czytamy w uzasadnieniu.

– Obecnie w prawie jest luka. Psy można odebrać właścicielowi, gdy został on skazany za znęcanie się nad zwierzętami. Nie ma natomiast możliwości ingerowania w prawa właścicielskie, gdy pies jest agresywny i niebezpieczny, atakuje inne zwierzęta lub ludzi – wyjaśnia Kacper Płażyński. Dlatego posłowie PiS chcą, by po ataku psa na człowieka lub zwierzę, skutkującym śmiercią lub poważnymi obrażeniami, czworonóg mógł być odebrany właścicielowi decyzją prokuratora. Postanowienie miałoby być poprzedzone opinią biegłego behawiorysty lub powiatowego lekarza weterynarii, a właściciel mógłby złożyć zażalenie do sądu.

Jak udało się przekonać Jarosława Kaczyńskiego? Zdaniem Kacpra Płażyńskiego – bez większych trudności. – Po prostu wyjaśniłem panu prezesowi, jakimi kierujemy się motywami, dlaczego to rozwiązanie jest potrzebne i ważne. I prezes zdecydował się na podpis – mówi poseł Płażyński.

Projekt, popierany przez Jarosława Kaczyńskiego, budzi mieszane uczucia u prokuratorów

Czy podpis Kaczyńskiego pomoże w przeprowadzeniu projektu przez Sejm? Historia pokazuje, że nie jest to pewne. W latach 2015–2023 z sześciu projektów podpisanych przez prezesa ostatecznie uchwalono tylko połowę – i to w czasach rządów PiS.

Czytaj więcej

Prawnicy krytykują projekt PiS o pogryzieniach. Grozi nam fala bezdomnych psów

Tym razem również niewiele wskazuje, że podpis okaże się decydujący. Prace w Sejmie jeszcze nie ruszyły, ale zastępca prokuratora generalnego Dariusz Korneluk już wydał negatywną opinię. Jego zdaniem państwo ma obowiązek chronić ludzi przed zagrożeniem, a sprawa agresywnych psów wymaga uregulowania, jednak decyzje o odbieraniu zwierząt nie powinny należeć do prokuratorów. Korneluk skrytykował konstrukcję przepisów, zakładających dożywotni pobyt agresywnych psów w schronisku, i dodał, że – wbrew narracji autorów projektu – już dziś istnieje możliwość czasowego odebrania zwierzęcia przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta, a następnie orzeczenia jego przepadku przez sąd.