Z naszych licznych rozmów w PiS wynika, że decyzja o zmianie kandydata na premiera już zapadła. Nie jest tylko jasne, na którego z dwóch polityków postawi Jarosław Kaczyński: na Zbigniewa Boguckiego czy Tobiasza Bocheńskiego. Ale wymiana Przemysława Czarnka ma być tylko kwestią czasu. – Projekt Czarnek jest skończony, wkrótce zostanie wygaszony – mówi „Rzeczpospolitej” ważny polityk PiS.
– Przemek nie dowiózł, jest fatalnie oceniany. Panele fotowoltaiczne ośmieszyły go i pokazały jego niewiarygodność. Przecenialiśmy go – słyszymy od polityka, który wcześniej otwarcie opowiadał się za tym, by partia postawiła na radykalnego kandydata na premiera.
Nasze źródła wskazują głównie na Boguckiego, szefa kancelarii Karola Nawrockiego. I to prezydent – jak słyszymy – musiałby na taką opcję wyrazić zgodę. Bocheński jest w partii oceniany dużo gorzej, wielu naszych rozmówców narzeka, że młody europarlamentarzysta jest mało wyrazisty.
Zamiast premiera Przemysława Czarnka wspólny rząd z Mateuszem Morawieckim?
– Jarosław Kaczyński czasem się myli, ale jeśli znajdzie porozumienie z Morawieckim i Konfederacją, to może być pewny, że nawet przy spadku poparcia w sondażach prezydent powierzy mu jako pierwszemu misję stworzenia rządu – słyszymy od innego polityka. Dlatego też Kaczyński wcale nie chce iść na otwartą wojnę z Morawieckim i jego ludźmi.
Czytaj więcej
Zbigniew Bogucki dla Karola Nawrockiego miał cechy, których brakowało Przemysławowi Czarnkowi. Merytoryczny, umiejący dyskutować z każdym i nie gra...
– Pragmatyzm, pragmatyzm, pragmatyzm – tak opisuje sytuację w prawicowym obozie parlamentarzysta PiS, mający dobre relacje zarazem ze stowarzyszeniem Rozwój Plus, jak i obiema Konfederacjami. Mimo ambicji byłego premiera, nerwów Jarosława Kaczyńskiego, za którymi idą mocne wpisy w mediach społecznościowych i czasem jeszcze mocniejsze wypowiedzi niektórych polityków PiS, spór na prawicy generalnie udaje się utrzymywać w ryzach. – Żadne mosty nie zostały spalone – słyszymy. Chyba że jedna z frakcji w partii przejmie kontrolę nad dostępem do ucha prezesa.
„Jakizacja” PiS. Patryk Jaki chciałby ostro rozprawić się z Mateuszem Morawieckim
Piotr Müller, były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego i jego stronnik, ukuł powiedzenie, że następuje „suwpolizacja” (od Suwerennej Polski) PiS. Jeden z naszych rozmówców przekonuje, że lepszym określeniem byłaby „jakizacja”. – I to jest realne zagrożenie. Patryk Jaki gra o swoją przyszłość na prawicy, na której nie widzi miejsca dla Mateusza Morawieckiego, dlatego próbuje zakulisowo zniszczyć Rozwój Plus. Poza Patrykiem i kilkoma jego ludźmi w PiS nie ma tak złej krwi wobec Morawieckiego, jak się uważa – przekonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. I dodaje, że „jakizacja” PiS może być przeszkodą w budowaniu przyszłego sojuszu po wyborach, a nawet przed nimi.
Inny polityk z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego: – Patrzymy na sondaże. Jesienią będziemy widzieć więcej, ile warta jest inicjatywa Mateusza. Jeśli wskoczy na sondażową falę, która go poniesie dzięki przejęciu wyborców po Trzeciej Drodze, częściowo KO i Konfederacji, a także pociągnie za sobą część niezdecydowanych i tych, którzy nie chcą chodzić na wybory, będziemy zachwyceni. Jeśli będzie żerował na naszych wyborcach i elektoracie Konfederacji, to kanibalizacja własnego elektoratu nam nie pomoże. Będzie trzeba usiąść do rozmów. Dlatego lepiej nie palić mostów, jak to chce zrobić Jaki – słyszymy.
Coraz częściej politycy PiS deklarują chęć współpracy z Rozwojem Plus. – Proszę sobie wyobrazić, jaką premię dostalibyśmy od wyborców za pojednanie – wybiega w przyszłość posłanka PiS.
Czy Morawiecki wróci więc do partii, jak wrócił Zbigniew Ziobro z Suwerenną Polską? Oficjalnie nawet jeszcze jej nie opuścił. Jego przeciwnicy tłumaczą to procedurami partyjnymi, ale prawda jest taka, że żadna ze stron nie chce wykonać decydującego ruchu. Każda ma też swoje oczekiwania.
– Jeśli ta inicjatywa się nie uda, a przypuszczam, że raczej tak będzie, czeka ją rozpaczliwa walka o próg wyborczy. Wtedy jeszcze możemy wrócić do rozmów na temat zjednoczenia i wspólnych list – przekonywał Jarosław Sellin, poseł PiS, w programie „Gość Radia ZET”.
Administracja Donalda Trumpa i MAGA stawiają na zmianę rządu w Polsce. Ale Amerykanie nie chcą, by PiS rządził z Grzegorzem Braunem
O tym, że PiS nie chce, aby rozstanie z Morawieckim przekształciło się w otwarty konflikt, świadczy coś jeszcze, co potwierdził Dominik Tarczyński w rozmowie z youtuberem Żurnalistą. Europoseł opowiadał, że do Jarosława Kaczyńskiego nie zawsze dociera cała prawda o sytuacji w partii. Przyznał, że w otoczeniu prezesa znajduje się „toksyczna konkurencja”. – Jest wąska grupa osób, która, mówiąc delikatnie, nie przekazuje pełnego obrazu – stwierdził. Nie wymienił z nazwiska Patryka Jakiego. Słyszymy, że mogło mu chodzić też o Jacka Sasina, który jest w sporze z Morawieckim.
Później Tarczyński powiedział coś jeszcze ważniejszego. Podkreślił, że jest lojalnym członkiem partii i „nigdy nie pozwoli sobie na to, żeby powiedzieć cokolwiek złego o Mateuszu Morawieckim”. Wiadomo, że europoseł PiS ma dobre relacje z administracją Donalda Trumpa i z tzw. ruchem MAGA. Jego deklaracja – jak słyszymy – nie była więc przypadkowa.
Tajemnicą poliszynela jest, że administracja Donalda Trumpa oraz wspierający go ruch MAGA chcą zmiany rządu w Polsce. Donald Tusk jest postrzegany przez otoczenie Trumpa jako przedstawiciel najtwardszego jądra Unii Europejskiej. Amerykańska administracja miała bardzo dobre relacje z rządem Viktora Orbána. Po zmianie władzy na Węgrzech potrzebuje w Europie rządu, który reprezentowałby jej interesy w UE. Wspólny rząd PiS i Rozwoju Plus nadawałby się do tego idealnie. Ale bez ugrupowania antysemity Grzegorza Brauna, bo dla Trumpa relacje z Izraelem mają szczególny wymiar.
Czytaj więcej
Rok po zaprzysiężeniu na prezydenta Karol Nawrocki ma ambicje zjednoczenia prawicy na wybory parlamentarne, w ramach paktu senackiego i odsunięcia...
Dlatego Jarosław Kaczyński pragnie za wszelką cenę uniknąć konieczności układania się z Braunem. Zresztą tę czerwoną linię – jak wynika z naszych informacji w źródłach dyplomatycznych – miał wyrysować mu na spotkaniu w cztery oczy sam ambasador USA Thomas Rose, ortodoksyjny Żyd i zagorzały syjonista. Kaczyński długo liczył na to, że uda mu się przekonać do współpracy PSL. Nad realizacją tego planu pracowali wspólnie jego bliski doradca Adam Bielan oraz będący dziś u ludowców Michał Kamiński. Gdy prace te zakończyły się fiaskiem, Kaczyński zmienił taktykę i kandydatem na premiera ogłosił skrajnie prawicowego Czarnka, by ten odzyskał prawicowych wyborców, patrzących coraz przychylniej na Brauna. – Rozmowy z PSL skończyły się fiaskiem, ale projekt Czarnek okazał się jeszcze większą porażką – słyszymy dziś od jednego z posłów PiS. Pora więc znowu zmienić taktykę.