Jak pan odebrał wymierzoną w Iran zapowiedź Donalda Trumpa o możliwej „zagładzie całej cywilizacji”?
Niektórzy eksperci całkiem poważnie dopuszczali, że amerykańskie bombowce, które w środę wystartowały z bazy w Wielkiej Brytanii, miały na pokładzie taktyczną broń atomową. Nie wiemy, czy tak było, ale najgorszego scenariusza udało się uniknąć. To dobrze, że Donald Trump zatrzymał się o krok od wielkiej tragedii.
A gdyby postąpił inaczej? Jakie to mogłoby mieć skutki dla Ukrainy i całego naszego regionu?
Dla naszego regionu byłaby to zapowiedź katastrofy. To czerwona linia, do której Rosja kilkakrotnie się zbliżała. W rosyjskiej przestrzeni publicznej nawet zaczęto uzasadniać atak atomowy USA na Hiroszimę i Nagasaki. Służyłem w armii radzieckiej i doskonale pamiętam, że nigdy nie próbowano tego uzasadniać w ZSRR, lecz zawsze to potępiano. Po raz pierwszy z legitymizacją tych działań spotkałem się podczas studiów w Stanach Zjednoczonych. Wtedy też usłyszałem, że użycie broni atomowej uratowało setki tysięcy amerykańskich i japońskich żołnierzy.
Czytaj więcej
Dzięki negocjacjom amerykańsko-irańskim sytuacja na Bliskim Wschodzie może się zmienić diametralnie. Ale czy zmieni się Islamska Republika Iranu?
Dzisiaj w Rosji nastawienie do użycia takiej broni się zmieniło i od kilku lat słyszymy docierające z Moskwy głosy osób opowiadających się za tym, by „zetrzeć z oblicza ziemi Kijów czy Lwów”. Gdyby Trump w wojnie z Iranem sięgnął po taktyczną broń atomową, to ostatnia czerwona linia, która powstrzymuje Kreml, przestałaby obowiązywać. Zwłaszcza że pod koniec 2022 r., po rosyjskich porażkach pod Charkowem i w Chersoniu, ryzyko użycia takiej broni wobec Ukrainy było bardzo wysokie. Wtedy dyrektor CIA i szef rosyjskiego wywiadu spotkali się w Stambule i Moskwa nie zdecydowała się na to pod presją Waszyngtonu, ale też Pekinu. Gdyby USA użyły taktycznej broni atomowej na Bliskim Wschodzie, już nic nie powstrzymywałoby Rosji.
Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni. Prezydent Ukrainy również zaproponował ostatnio Rosji „rozejm energetyczny”. Czy Moskwa się na to zdecyduje?
Ukraina aktywnie przygotowuje grunt pod ten rozejm. Ataki ukraińskich dronów na obiekty infrastruktury przemysłu naftowego w Rosji sparaliżowały ponad 40 proc. rosyjskich możliwości eksportowych. Szacuje się, że Rosja straciła przez to połowę zysków, których się spodziewała z eksportu ropy w związku z wywołanym wojną USA i Izraela z Iranem wzrostem cen surowca. Ale to nie wszystko. Na celowniku ukraińskich dronów znalazło się też kilka strategicznych zakładów rosyjskiej zbrojeniówki oraz przemysłu chemicznego i Rosja już niebawem może mieć kłopoty z produkcją chociażby rakiet balistycznych. W marcu rosyjska armia też nie posunęła się w istotny sposób do przodu, a ukraińskie siły odniosły z kolei sukces w obwodach zaporoskim i dniepropietrowskim. Być może ktoś wreszcie poinformuje też Putina, że rosyjskich żołnierzy wypędzono z Kupiańska (obwód charkowski – red.). Gdy w Moskwie zdecydują się na przynajmniej dwutygodniowe zawieszenie broni, będą miały czym się zająć.
Czytaj więcej
Rosyjscy politycy odcinają rodaków od „wrogiego Zachodu”, ale same nie spieszą się by rezygnować ze swoich willi i apartamentów w Europie.
Sugeruje pan, że Ukraina przejęła inicjatywę i siłą chce zmusić Putina do pokoju?
Nie powiem, że inicjatywa całkiem jest po naszej stronie, ale Ukraina dzisiaj rzeczywiście demonstruje Trumpowi, jak należy dążyć do pokoju poprzez siłę. Putin coraz rzadziej mówi, że wszystko idzie zgodnie z planem. Przecież stawiał ultimatum i mówił, że w ciągu dwóch miesięcy zajmie cały Donbas. W konsekwencji w marcu rosyjskie wojska posuwały się zaledwie kilkaset metrów dziennie. Widzimy też, że rosyjscy prowojenni blogerzy alarmują i już wprost publicznie zaczynają krytykować Putina. To dobry moment, by naciskać na Rosję w sprawie zawieszenia broni. Oby to zostało wykorzystane we właściwy sposób.
W Kijowie liczą na to, że Donald Trump po zawieszeniu broni na Bliskim Wschodzie powróci do tematu wojny w Ukrainie?
Być może prezydent USA czy jego otoczenie będą mieli pomysł na połączenie tych dwóch bardzo podobnych do siebie procesów pokojowych. Rosnące zapotrzebowanie na nasze doświadczenie w walce z irańskimi dronami otworzyło dla Ukrainy okno możliwości. Zwłaszcza w trakcie niedawnej wizyty Zełenskiego w krajach Zatoki Perskiej. Państwa te przyglądały się, ale nie wyciągnęły odpowiednich wniosków z wojny w Ukrainie, bo przez niespełna dwa tygodnie wykorzystały swoje zapasy kosztownych rakiet do walki z tanimi dronami. Rozwiały się też dotychczasowe iluzje co do szczelności izraelskiej „Żelaznej Kopuły”, która nie jest już tak odporna na kombinowane ataki rakiet balistycznych w połączeniu z dronami. Władze ukraińskie podjęły ryzykowne, ale właściwe decyzje, wysyłając swoich specjalistów na Bliski Wschód. Tym samym Ukraina w czasie wojny w Iranie, używając terminologii Trumpa, znacząco wzmocniła swoje karty.
Czytaj więcej
W piątym roku wojny z Ukrainą rosyjskiego dyktatora zaczynają krytykować środowiska dotychczas wiernie służące reżimowi. To jeszcze nie rewolucja,...
Jaki był cel wizyty Zełenskiego w Syrii poza demonstracją zmiany układu geopolitycznego w regionie?
Według mnie najciekawsze jest to, że Zełenski udał się tam na pokładzie samolotu należącego do prezydenta Turcji i doszło do tego tuż po spotkaniu z Erdoganem. Nie wykluczam, że wizyta prezydenta Ukrainy w Syrii była pomysłem tureckiego przywódcy. Ukraina ma wiele tematów do omówienia ze stroną syryjską: zaczynając od bezpieczeństwa żywnościowego, kończąc na bezpieczeństwie energetycznym. Nie bez znaczenia dla Kijowa jest też to, że taka wizyta jest bardzo bolesnym ciosem uderzającym w reputację Kremla.