Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak protesty rolników na Syberii wywołują publiczne niezadowolenie w Rosji?
  • Kto spośród dotychczas lojalnych wobec reżimu zaczyna kwestionować jego autorytet?
  • Jakie symptomy wskazują na wewnętrzne rozchwianie systemu władzy w Rosji?
  • W jaki sposób ograniczenia w dostępie do internetu wpływają na społeczeństwo?
  • Jakie są przewidywania dotyczące przyszłego przywództwa w Rosji?
  • Jaka grupa społeczna ma największy potencjał do wywołania zmian w kraju?

– Od ponad 35 lat prowadzę gospodarstwo. Wczoraj przyjechali zniszczyć moje stado, oblałem się benzyną, technika zawróciła i odjechała. Dziś czekam na ich powrót. Jeśli zniszczą moje zwierzęta, zostanę bez środków do życia. Będę musiał się spalić – apelował ostatnio rozpaczliwie rosyjski rolnik Piotr Poleżajew z obwodu nowosybirskiego. Następnego dnia mundurowi wraz z pracownikami rosyjskiej służby weterynaryjnej zabrali mu wszystkie krowy. Mężczyzna, jak relacjonowały lokalne media, musiał się poddać „pod presją władz i krewnych”.

Służby rosyjskie od kilku tygodni na masową skalę odbierają mniejszym rolnikom Powołża i Syberii zwierzęta, nie tłumacząc specjalnie powodów. Przymusowy ubój dotknął już kilku tysięcy sztuk bydła. Władze regionalne nie podają żadnych konkretnych powodów i, odbierając bydło, nie zdradzają, z jaką chorobą walczą. Urzędnicy mówią jedynie o podejrzeniach, wspominają o wściekliźnie, pasterelozie, a nawet pryszczycy.

Syberyjscy rolnicy narzekają na mizerne odszkodowania i obawiają się, że rękoma urzędników są wykańczani przez potężniejszych graczy na rynku. Jedni apelowali do Władimira Putina o pomoc, drudzy, odważniejsi, zdecydowali się na blokadę dróg i starcia z policją, o czym nie zająknęły się reżimowe stacje telewizyjne. Gorąco zaś zrobiło się nie tylko w sieciach społecznościowych. Prowadzone na ubój syberyjskie krowy wywołały krytykę pod adresem władz. Mimo trwającej wojny i cenzury dostało się nawet Władimirowi Putinowi, i to ze strony, z której najmniej się spodziewał.

„System się rozchwiał”. Propagandyści zaczynają krytykować Putina

– Jakimś cudem 24 lutego 2022 r. władza jednak uznała, że naród jest „właściwy”. Że naprawdę można się na nim oprzeć. Powierzyć mu kraj. I nawet uwierzyliśmy w to hasło o „jednej łodzi”. Ale moment jedności minął. Tak, naród wciąż trzyma szyk, lecz coraz bardziej się dziwi, patrząc na nasze urzędnictwo i elity – zagrzmiał oburzony ubojem syberyjskich krów publicysta Dmitrij Popow na łamach prokremlowskiego dziennika „Moskiewski Komsomolec”. Nakład gazety tylko w Moskwie wynosi 700 tys. egzemplarzy, a jego właścicielem jest Paweł Gusiew, który zasiada w putinowskiej radzie ds. praw człowieka, ale też od lat stoi na czele rady społecznej przy rosyjskim resorcie obrony.

Istnieje jeszcze bardziej ponura wersja — system rozchwiał się do tego stopnia, że jedna jego część nie rozumie już, co robi druga.

Dmitrij Popow, publicysta prokremlowskiego Moskiewskiego Komsomolca

Popow zasugerował, że Kreml stracił kontakt z ludźmi „na ziemi”, i wyszedł daleko poza tematykę syberyjskich rolników. Oburzał się masowymi wyłączeniami internetu mobilnego, z którymi ostatnio mierzą się mieszkańcy wielu rosyjskich miast. – Liczba bezsensownych zakazów na jednego mieszkańca już dawno przekroczyła wszelkie granice. I znów brak jakichkolwiek sensownych wyjaśnień – pisze. Krytykuje też Kreml za to, że wciąż dąży do sprzedaży surowców energetycznych Europie, która „dostarcza Ukrainie broń”. Wieloletni publicysta (pracujący tam od 1992 r.) prokremlowskiego dziennika poszedł dalej i zasugerował, że Putin już nie panuje nad sytuacją w Rosji.

Czytaj więcej

Rosyjscy weterani wracają z frontu. Wzrost brutalnych przestępstw i zabójstw w Rosji

– Istnieje jeszcze bardziej ponura wersja – system rozchwiał się do tego stopnia, że jedna jego część nie rozumie już, co robi druga (a takich części jest wiele), dlatego nikt nie potrafi wyjaśnić, co się dzieje (albo boi się wziąć odpowiedzialność). I tu właśnie zaczynają się „raporty o rzeczywistości” – czytamy.

Kto zastąpi Putina? Rosyjski publicysta: już widzimy przyszłego przywódcę Rosji

W obozie prokremlowskim głos Popowa nie był osamotniony. W czasie buntu syberyjskich hodowców krów Kreml skrytykował też znany prorządowy i prowojenny aktywista Ilia Remesło. Przy okazji wygarnął Putinowi korupcję, przypomniał o jego pałacach i stwierdził, że wojna z Ukrainą znalazła się „w ślepym zaułku”. Bloger (kanał, który w Telegramie ma ponad 120 tys. subskrybentów) oburzał się z powodu ograniczenia dostępu do internetu i sieci społecznościowych.

– Sam Putin nie korzysta z internetu, co jest wstydliwe dla głowy państwa. Widzimy, że mobilny internet nie działa nawet w dużych miastach Rosji. […] System oszalał do tego stopnia, że dusi nawet Telegram, z którego korzystają uczestnicy Specjalnej Operacji Wojskowej (tak w Rosji określają oficjalnie agresję wobec Ukrainy – red.). Wniosek: Władimir Putin nie jest legalnym prezydentem. Władimir Putin powinien ustąpić ze stanowiska i zostać postawiony przed sądem jako zbrodniarz wojenny i złodziej – stwierdził Remesło.

Niedowierzający rosyjscy komentatorzy najpierw uznali, że ktoś włamał się na jego konto, a inni twierdzili, że uciekł za granicę i w ten sposób „próbuje otrzymać azyl”. Bloger zaś pojawił się publicznie, udzielił wywiadu w niezależnym medium i potwierdził, że zmienił zdanie na temat Putina. Następnie zapadł się pod ziemię i, jak wynika z doniesień niezależnych rosyjskich mediów, od kilku dni znajduje się w jednym z petersburskich szpitali psychiatrycznych.

Myślę, że już widzimy przyszłego przywódcę Rosji, ale nie znamy jeszcze jego nazwiska. Nie mam wątpliwości, że będzie nim osoba, która już znajduje się na najwyższych szczeblach władzy.

Witalij Dymarski, niezależny rosyjski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny czasopisma "Dyletant"

– Wojna trwa długo, niektórym puszczają nerwy i zaczynają przyjmować obcą narrację. Są to „poputcziki” (w czasach komunistycznych bolszewicy określali w ten sposób osoby popierające ich, ale nie do końca wobec nich lojalne – red.), którzy w pewnym momencie przyklejają się do władz i biorą w czymś udział, a później, gdy widzą, że coś nie wyszło albo myślą, że ich praca nie do końca została wynagrodzona przez władze, przechodzą do innego obozu. Tak było zawsze – komentował naczelny propagandysta Kremla Władimir Sołowiow, odnosząc się do sprawy Remesła.

Czytaj więcej

Rosyjski ekonomista: Putin znajdzie pieniądze na wojnę

– Władze zapewniają, że w kraju panuje „pokój i dobrobyt”, ale to nie oznacza, że wewnątrz systemu nie odbywają się pewne procesy. Widzimy, jak walczą między sobą tak zwane różne wieże Kremla, chociażby w kwestii internetu. Coś w Rosji dzieje się spontanicznie, a coś jest wynikiem nurtów zakulisowych – mówi „Rzeczpospolitej” Witalij Dymarski, uznawany przez władze rosyjskie za „agenta zagranicznego”, znany rosyjski dziennikarz i publicysta z Petersburga, redaktor historycznego czasopisma „Dyletant”.

– Wewnątrz elit jest posłuszeństwo i dyscyplina, ale już nie ma jednomyślności. To jednak nie wróży jeszcze jakichś radykalnych przemian w Rosji – dodaje. Zwraca uwagę na to, że dotychczas zmiany władzy w Rosji dokonywały osoby „na górze”.

– Myślę, że już widzimy przyszłego przywódcę Rosji, ale nie znamy jeszcze jego nazwiska. Nie mam wątpliwości, że będzie nim osoba, która już znajduje się na najwyższych szczeblach władzy – uważa Dymarski.

Rewolucja w Rosji? Tylko jedna siła jest do tego zdolna

Weteran wojenny Iwan Otrakowski i popularny prowojenny bloger udał się do syberyjskich miejscowości, by wesprzeć hodowców bydła. Został zatrzymany i ukarany mandatem.

– Naprawdę wstyd mi za to, co dzieje się w kraju. Nie spodziewałem się, że ja – człowiek, który walczył za nasz kraj, za nasz naród – będę przeżywał takie czasy […] Musicie zrozumieć, jaki to jest system, że trzeba go zmienić, bo inaczej znajdziemy się w miejscu bydła – komentował w sieci. Krytyka pod adresem Kremla z powodu sytuacji na Syberii posypała się jednocześnie ze strony kilku zaangażowanych w wojnę z Ukrainą i związanych z władzami Rosji kanałów w Telegramie.

– Rosja jest jak parujący kocioł z gotującą się wodą, z którego co jakiś czas lecą bryzgi – mówi „Rzeczpospolitej” Ilia Ponomariow, były deputowany Dumy, który jako jedyny w 2014 r. zagłosował przeciwko aneksji Krymu. Od wielu lat przebywa na emigracji, wspiera rosyjskich ochotników walczących po stronie Ukrainy i stoi na czele działającego w Warszawie opozycyjnego Zjazdu Deputowanych Ludowych.

Całkiem jednak dopuszczam, że wspólnota „Z” może zdecydować się na działania rewolucyjne wewnątrz Moskwy. 

Ilia Ponomariow, rosyjski opozycjonista, były deputowany Dumy

– Liberalna część elit rosyjskich jest już zmęczona obecną sytuacją, chce zakończenia wojny i poprawy relacji z Zachodem. Ale jest też wewnątrz Rosji tak zwana wspólnota „Z” (wykorzystywany przez Rosjan symbol wojny z Ukrainą – red.), która twierdzi, że nie dopuści do zdrady trwającego od lat „zrywu patriotycznego” – mówi Ponomariow.

Czytaj więcej

„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”

– Ci drudzy mają znacznie większy potencjał rewolucyjny. To ludzie, którzy mają broń i przeszli wojnę. Są w stanie ścierpieć wiele aż do momentu, w którym uznają, że zostali zdradzeni. Jakiekolwiek porozumienie Putina z Zachodem może być takim momentem – dodaje.

Jak twierdzi, Putin wyciągnął wnioski z buntu Jewgienija Prigożyna i obecnie na froncie wojny z Ukrainą nie ma już osoby, która dysponowałaby taką wojenną siłą jak zabity szef Grupy Wagnera.

– Całkiem jednak dopuszczam, że wspólnota „Z” może zdecydować się na działania rewolucyjne wewnątrz Moskwy. Wystarczy, że w odpowiednim momencie masowo powrócą tam z frontu ludzie z różnych formacji ochotniczych. Władze zdają sobie z tego sprawę i dlatego dopuszczają tych ludzi do różnych organów władzy państwowej – uważa.