Nazwisko następcy François Bayrou, którego gabinet upadł w poniedziałek w wyniku nieuzyskania wotum zaufania, Francuzi poznali tego samego dnia, gdy Bayrou złożył dymisję na ręce prezydenta Macrona.
Prezydent Emmanuel Macron na początek powierzył Lecornu zadanie „konsultowania się” ze stronami w celu „wypracowania porozumień niezbędnych do podjęcia decyzji w nadchodzących miesiącach”, przed utworzeniem nowego rządu, poinformowała francuska prezydencja.
Ostrzeżenia Bayrou: Macie siłę obalić rząd, ale nie macie siły zmienić rzeczywistości
François Bayrou został zmuszony do ustąpienia po zaledwie dziewięciu miesiącach urzędowania, pokonany niespełnieniem kluczowej obietnicy: przeforsowaniem niepopularnego planu ograniczenia rosnącego deficytu budżetowego Francji.
Sednem starcia były kruche finanse publiczne Francji. Deficyt w ubiegłym roku wyniósł 5,8 proc. PKB, prawie dwukrotnie przekraczając unijny pułap 3 proc., a dług publiczny wynosi obecnie ponad 3,3 biliona euro, co stanowi około 114 proc. produkcji gospodarczej.
Przed głosowaniem w sprawie wotum zaufania Bayrou ostrzegł parlamentarzystów, że jego dymisja nie rozwiąże problemów kraju. - Macie siłę obalić rząd, ale nie macie siły zmienić rzeczywistości – powiedział. - Rzeczywistość pozostanie nieubłagana: wydatki będą nadal rosły, a ciężar długu, już nie do udźwignięcia, będzie się nasilał i będzie coraz bardziej kosztowny- mówił.
W poniedziałkowym głosowaniu trzystu sześćdziesięciu czterech parlamentarzystów zagłosowało za odsunięciem Bayrou od władzy, a 194 go poparło.
Czytaj więcej
Wakacje we Francji skończyły się z hukiem - porażką premiera Françoisa Bayrou i upadkiem rządu. To wyraz nie tylko głębokich podziałów, ale i kryzy...
Rząd Bayrou upadł w krytycznym momencie dla Europy, która potrzebuje jedności wobec wyzwań takich jak wojna Rosji przeciwko Ukrainie, rosnąca dominacja Chin oraz napięcia handlowe z USA. Francja boryka się z poważnym zadłużeniem publicznym, które sięga 113,9 proc. PKB, a deficyt budżetowy jest niemal dwukrotnie wyższy niż limit 3 proc. ustalony przez Unię Europejską.
Sebastien Lecornu twarzą w twarz z protestującą Francją
Przyszły premier Sebastien Lecornu stoi teraz przed podwójnym wyzwaniem: wyprowadzić Francję z finansowego dołu, a jednocześnie przewodzić rządowi przygotowującemu się na masowe protesty.
W środę zaplanowano ogólnokrajowe demonstracje i blokady autostrad, a następnie 18 września odbędzie się szeroki strajk związkowy.
Iskrą, która wyzwoliła protesty, okazał się projekt budżetu na przyszły rok przedstawiony w środku lata przez premiera François Bayrou. Zakłada on aż 44 mld euro oszczędności, czy to w formie wyższych podatków, czy ograniczenia wydatków.
Za szczególnie prowokacyjny wielu uważa pomysł likwidacji dwóch spośród jedenastu dni wolnych od pracy: poniedziałku Wielkanocnego i rocznicy zakończenia II wojny światowej 8 maja. Ale wiele kontrowersji wywołuje też pomysł zamrożenia wartych 1,7 biliona euro wydatków socjalnych, co przekłada się na ich realne obniżenie o wielkość inflacji. Lewica uważa, że ciężar uzdrowienia państwa nie jest rozłożony sprawiedliwie. Wskazuje w szczególności na brak przywrócenia podatku od wielkich fortun. Macron skasował go już lata temu, aby przyciągnąć nad Sekwanę wielkie inwestycje.