Wenecja nie daje czasu na adaptację. Wielki Kanał płynie dokładnie naprzeciwko dworca. Przyjezdny schodzi po schodach i nieomal wpada w rwącą, lazurową toń. Zderzenie z zapachem, odblaskami słońca i hałasem. Tramwaj wodny wali burtą o przystań. Obok barka śmieciarska warczy jak traktor. Motorówka kuriera przeciska się między nimi, niemal ocierając. Z przeciwka pędzi ambulans, za nim wlecze się żółta łódź pocztowa, skrzynki chwieją się na krawędzi pokładu. Taksówka wodna próbuje wyprzedzić wszystkich. Canal Grande jest autostradą bez pasów.