Viktor Orbán chce odcisnąć prorosyjski ślad w Unii Europejskiej

Węgry nie będą uczciwym rozjemcą w czasie swojej rozpoczętej właśnie prezydencji w UE. Liczą na wzmocnienie skrajnej prawicy w Unii i zwycięstwo Donalda Trumpa w USA.

Publikacja: 07.07.2024 15:24

Nawet najwięksi wrogowie Viktora Orbána (z lewej) przyznają, że to osoba o niezwykłej inteligencji i

Nawet najwięksi wrogowie Viktora Orbána (z lewej) przyznają, że to osoba o niezwykłej inteligencji i zmyśle politycznym. Nie wierzy więc raczej w powodzenie swojej misji i w możliwość przekonania Władimira Putina do zakończenia wojny.

Foto: REUTERS/Evgenia Novozhenina

Korespondencja z Budapesztu
Droga z lotniska do centrum Budapesztu upstrzona jest plakatami z żołnierzami. Napisy po węgiersku, więc nie sposób domyślić się przesłania. Włoski dziennikarz z grupy brukselskich korespondentów, która odwiedziła Budapeszt, pyta jednego z węgierskich ministrów, o co chodzi. W odpowiedzi słyszymy, że to akcja mobilizowania rezerwistów. Szczególnie w czasie letnich wakacji, gdy pracujący mają urlopy, a studenci przerwę w nauce, Ministerstwo Obrony chce przeszkolić nieokreśloną grupę mężczyzn.

– Rekrutujemy nowych żołnierzy. Tak się powinno zachowywać, jeśli chcemy pokoju. Musimy wtedy umieć pokazać siłę – mówi Zoltan Kovács, rzecznik rządu ds. międzynarodowych, czołowy propagandzista Viktora Orbána. A Ministerstwo Obrony z dumą pokazuje nam „wojskowe centrum rozrywki”, czyli dostępne dla publiczności pomieszczenie, gdzie można dotknąć wybranych elementów sprzętu wojskowego, powspinać się na ściankę, obejrzeć wojskowe filmy propagandowe i porozmawiać z żołnierzem rekruterem. 

Czytaj więcej

Viktor Orban. Znów gra na siebie wbrew Brukseli

– To jedyne takie miejsce w Unii Europejskiej – chwali się przedstawiciel węgierskiego MON. Ma budować dumę z bycia Węgrem i zachęcać do dołączenia do korpusu rezerwistów. Inicjatywa jest realizowana przez firmę zewnętrzną. Gdy nieoficjalnie pytamy, ile to kosztuje, w odpowiedzi słyszymy, że ok. miliona euro rocznie. Jeśli to prawda, to rzeczona firma robi na tym wielki interes.

Węgierska prezydencja budzi kontrowersje

Węgry, które od 1 lipca przejęły rotacyjne kierowanie Unią Europejską, pełne są sprzeczności. Z jednej strony chwalą się swoją militarną inicjatywą i prężą wojskowe muskuły, jakby faktycznie coś im groziło.

Z drugiej przekonują, że Rosja nie ma żadnych złych zamiarów wobec UE czy NATO. A Ukraina, owszem, ma prawo się bronić, ale nie z naszą pomocą. Nie powinna dostawać żadnego sprzętu wojskowego, bo to tylko przedłuża rozlew krwi. Gdyby Ukraina nie miała broni i przestała odpierać rosyjskie ataki, można byłoby usiąść do negocjacji pokojowych. – Poparcie dla jednej strony i dostarczanie broni ciągnie ten bezsensowny przelew krwi – przekonuje Kovács. Jak ma się do tego twierdzenie, że Węgry muszą się zbroić i szkolić więcej żołnierzy, żeby utrzymać pokój dla siebie? Węgierski minister nie jest w stanie wyjaśnić tej sprzeczności.

Węgry w tym półroczu niewiele w Unii Europejskiej mogą zepsuć

Trwająca od 1 lipca do 31 grudnia 2024 roku prezydencja węgierska budziła wiele kontrowersji, jeszcze zanim się zaczęła. Wiele miesięcy temu Parlament Europejski przekonywał, że Budapesztowi powinno się odebrać prezydencję, czyli w praktyce przesunąć na nieokreśloną przyszłość. Zwyciężyło jednak przekonanie, że – po pierwsze – prawnie to bardzo trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe.

Po drugie, jeśli już Węgry mają tę prezydencję sprawować, to najlepiej właśnie teraz. Bo w tym półroczu niewiele w Unii mogą zepsuć. Do grudnia skończy się kadencja Komisji Europejskiej i stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, nie będzie więc w ciągu najbliższych miesięcy nowych propozycji legislacyjnych. Co się tylko dało, poprzednia prezydencja belgijska przyspieszyła zarówno rozpoczęte już procedury legislacyjne, jak i ważne decyzje polityczne. Do tej drugiej kategorii należą m.in. decyzje o otwarciu negocjacji akcesyjnych z Ukrainą czy o przeznaczeniu odsetek z unieruchomionych aktywów Banku Rosji na pomoc wojskową dla Ukrainy.

Victor Orbán rozmawia z Moskwą

Węgierscy dyplomaci przekonują: „Będziemy profesjonalną prezydencją, bezstronnym rozjemcą”. Bezstronny rozjemca (ang. honest broker) to słowo klucz do koncepcji rotacyjnej prezydencji. Ona może oczywiście wybrać sobie priorytety – jedne kraje skupiają się na konkurencyjności gospodarczej, inne próbują przyspieszać negocjacje z Bałkanami Zachodnimi, a inne kładą nacisk ma kwestię południowego sąsiedztwa UE. Ale podstawowa zasada to bezstronność w prowadzeniu negocjacji.

Na okres sześciu miesięcy kraj prezydencji rezygnuje ze swojego stanowiska i stara się budować większość. Jak miałyby tego dokonać eurosceptyczne Węgry, które kontestują większość ważnych polityk UE?

Janos Boka, minister ds. europejskich, prezentuje tę spokojną, technokratyczną twarz prezydencji. – Będziemy bardzo pilnie oceniani, więc chcemy być uczciwym rozjemcą – mówi Boka.

Ale Zoltan Kovacs nie kryje, że na spokój nie ma co liczyć. – Chcemy odcisnąć swój ślad – mówi rzecznik.

Czytaj więcej

Eurosceptyczne Węgry na czele UE. Ukraina pod specjalną ochroną

Ostatnie wydarzenia potwierdzają, że Viktor Orbán nie przepuści okazji, żeby zamanifestować swój sprzeciw wobec uzgodnionych przez większość unijnych polityk. Gdy drugiego dnia prezydencji poleciał do Kijowa, po raz pierwszy od agresji rosyjskiej, wydawało się, że słucha dobrych rad. Bo nieoficjalnie wiadomo, że do tej wizyty zachęcał go Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

Ale już trzy dni później nieoczekiwanie okazało się, że wybiera się też do Moskwy z „misją pokojową”, co wywołało szok i wzburzenie w unijnych stolicach. I potwierdziło najgorsze oczekiwania. Węgierski premier przyznał, że nie ma mandatu do negocjacji. Ale nie zaprzeczał, że jedzie tam jako szef rządu sprawującego prezydencję w UE. Przekonywał, że ktoś musi rozmawiać, żeby zbadać, jakie są możliwości zakończenia tej wojny. 

Węgry czekają na zwycięstwo Donalda Trumpa

Orbán to najbardziej doświadczony polityk w UE i nawet jego najwięksi wrogowie przyznają, że to osoba o niezwykłej inteligencji i zmyśle politycznym. Nie wierzy więc raczej w powodzenie swojej misji i w możliwość przekonania Putina do zakończenia wojny. Ale widzi, że zmienia się sytuacja polityczna w UE. Jego ministrowie zresztą tego nie ukrywają.

– Trzeba odpowiedzieć na wynik wyborów europejskich. Wyborcy wyrazili jasne pragnienie zmiany niektórych aspektów funkcjonowania UE – mówi Janos Boka. Orbán ma nadzieję, że jego wyrażany od początku wojny sprzeciw wobec bezwarunkowego wspierania Ukrainy trafi na podatny grunt.

Oficjalnie jego wizytę w Moskwie pochwalił tylko premier Słowacji Robert Fico. Ale Orbán liczy na ewolucję nastrojów i rosnące wpływy skrajnej prorosyjskiej i antyukraińskiej prawicy. 

W Holandii w koalicji rządzącej jest ugrupowanie Geerta Wildersa, w Belgii premierem może zostać flamandzki nacjonalista Bart De Wever, w Austrii do władzy w zaplanowanych na jesień wyborach dojdzie prawdopodobnie skrajna Partia Wolnościowa, a we Francji w siłę rosną i skrajna prawica, i skrajna lewica. Do tego w Radzie Europejskiej jest już Giorgia Meloni, premier Włoch. I choć na razie zrezygnowała z prorosyjskiej retoryki, to nie wiadomo, jak zareaguje, gdy europejskie wahadło wyraźniej wychyli się w prawo. 

Czytaj więcej

Niebezpieczna misja Viktora Orbána

Wreszcie Orbán nie ukrywa, że patrzy za ocean i liczy na zwycięstwo Donalda Trumpa jesienią w USA. – To nie UE zdecyduje (o przyszłości Ukrainy – red.), tylko USA i Rosja – mówi jego rzecznik Zoltan Kovacs. Węgierski premier chce pokazać, że inna polityka wobec Rosji i Ukrainy jest możliwa. On jako jedyny mówi o tym głośno. Liczy, że ośmieli innych.

Korespondencja z Budapesztu
Droga z lotniska do centrum Budapesztu upstrzona jest plakatami z żołnierzami. Napisy po węgiersku, więc nie sposób domyślić się przesłania. Włoski dziennikarz z grupy brukselskich korespondentów, która odwiedziła Budapeszt, pyta jednego z węgierskich ministrów, o co chodzi. W odpowiedzi słyszymy, że to akcja mobilizowania rezerwistów. Szczególnie w czasie letnich wakacji, gdy pracujący mają urlopy, a studenci przerwę w nauce, Ministerstwo Obrony chce przeszkolić nieokreśloną grupę mężczyzn.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Michał Kolanko: Europarlament cmentarzyskiem karier? Niekoniecznie
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Polityka
Łukaszenko porzuci Putina? Białoruski dyktator podpadł propagandystom Kremla
Polityka
Przyspieszył proces Evana Gershkovicha. Czy weżmie udział w wymianie więźniów?
Polityka
Wiadomość przed strzałami na wiecu Donalda Trumpa. „13 lipca będzie moja premiera”
Polityka
Komentarze po wyborze Ursuli von der Leyen. „Pani miejsce jest w więzieniu”