Wybory za rządów PiS nie były uczciwe ani równe. Pisaliśmy o tym często. Partia Jarosława Kaczyńskiego wykorzystywała przewagę finansową nad konkurentami nielegalnie i świadomie. Ujawniony list szefa PiS do Zbigniewa Ziobry jest na to dowodem. Ale niejedynym. Jednak korespondencja Kaczyńskiego może pogrążyć partię i jego samego.
Nikt w PiS nie podważa autentyczności listu Kaczyńskiego do Ziobry
Jarosław Kaczyński w 2019 roku napisał list do Zbigniewa Ziobry, w którym zwrócił się o „natychmiastowe zakazanie kandydatom Solidarnej Polski korzystania z Funduszu Sprawiedliwości w trakcie kampanii wyborczej" – informuje „Gazeta Wyborcza", która dotarła do treści listu. Prezes PiS ostrzegał koalicjanta, że przypadki nieprawidłowości „mogą przynieść fatalne skutki z punktu widzenia przebiegu kampanii”. Kaczyński wiedział, że kandydaci Suwerennej Polski stosują finansowe nielegalne dopalacze w kampanii wyborczej. Fundusz Sprawiedliwości miał pomagać ofiarom przestępstw, a nie politykom w wyborach. Media przez lata podnosiły temat, który był ignorowany, gdyż na czele prokuratury stał najbardziej zainteresowany zamieceniem afery pod dywan, czyli Zbigniew Ziobro.
Czytaj więcej
- Premier Jarosław Kaczyński nie stwierdził, że pan Zbigniew Ziobro łamie prawo czy nagina prawo - w ten sposób europoseł PiS, Tobiasz Bocheński, w...
W 2021 roku również Najwyższa Izba Kontroli oceniła negatywnie działania dysponenta Funduszu w zakresie zapewnienia właściwych uwarunkowań prawnych i organizacyjnych funkcjonowania FS. – Działania ministra sprawiedliwości (dysponenta Funduszu) oraz znacznej części beneficjentów umów dotacji skutkowały niegospodarnym i niecelowym wydatkowaniem środków publicznych, a także sprzyjały powstawaniu mechanizmów korupcjogennych – mogliśmy przeczytać w raporcie.
Prezes wiedział, że koalicjanci używają środków niezgodnie z przeznaczeniem i bezprawnie.
Sprawie przyjrzał się również następca Ziobry w Ministerstwie Sprawiedliwości Adam Bodnar, który zastał 121 umów na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, z których aż 40 proc. wzbudziło wątpliwości resortu. 23 z nich, w porozumieniu z Prokuratorią Generalną, zostało objęte sankcją nieważności z powodu sprzeczności z ustawą. Teraz poznaliśmy potwierdzenie, list świadczący o wiedzy Jarosława Kaczyńskiego na temat przestępczego procederu kolegów z Suwerennej Polski.
Prezes wiedział, że jego koalicjant łamie prawo, i nie zgłosił podejrzenia przestępstwa
Prezes wiedział, że koalicjanci używają środków niezgodnie z przeznaczeniem i bezprawnie. Ostrzegał i zakazywał tego procederu. I nic więcej z tym nie zrobił. Liczne publikacje, które powstały już po napisaniu listu, dowodzą, że Ziobro zignorował zakaz, a jego partia dalej nielegalnie wyborczo korzystała ze środków. Problem w tym, że sprawa nie dotyczy tylko Suwerennej Polski, ale również PiS. Politycy partii Ziobry tworzyli z PiS wspólny komitet wyborczy. Winy Suwerennej Polski są winami PiS. Subwencję po wyborach dostawała partia Kaczyńskiego, gdyż partie startowały pod jednym wspólnym szyldem ugrupowania prezesa.
Czytaj więcej
- Ta polska droga, którą zaproponowałem 15 października, wspólnie z koalicjantami, to ma być droga umiaru, zdrowego rozsądku, praktycznego podejści...
Partia Kaczyńskiego teraz może ponieść gigantyczne konsekwencje. Odebranie subwencji to byłby początek końca PiS. Politycy partii są bogaci, przez osiem lat zdobili majątki i są przygotowani na czarną godzinę, podobnie jak partia, która dysponuję majątkiem, ale pozbawienie partii subwencji i udowodnienie przestępstwa mogą otworzyć drogę do jej delegalizacji. Nie da się z PiS zrobić ofiary, skoro sam Kaczyński ostrzegał Ziobrę przed procederem i nakazywał mu zaprzestanie dalszych praktyk. Niezgłoszenie przestępstwa, mimo posiadanej wiedzy, też jest przestępstwem. Dowody są twarde. I to z wielu stron.
Delegalizacja PiS jest coraz prawdopodobniejsza
Partia straci też wizerunkowo. „Kradli, ale dzielili się tak, żeby im się opłacało najbardziej”– może teraz pomyśleć wyborca. A przecież wykorzystywanie publicznych pieniędzy dla partyjnych celów wyborczych było za rządów PiS nagminne. Organizowanie „pikników patriotycznych”, „pikników rodzinnych”, „kampanie informacyjne w sprawie 800+” to wszystko było podporządkowane utrzymaniu się PiS przy władzy. Obóz Zjednoczonej Prawicy wykorzystywał nawet służby do tego, żeby inwigilować konkurencję i mieć nad nią wyborczą przewagę, czego dowodem był Pegasus. – Wybory w 2019 roku, choć nie były sfałszowane, nie były uczciwe – ocenił przed senacką komisją ds. inwigilacji b. przewodniczący PKW i sędzia TK w stanie spoczynku Wojciech Hermeliński.
Czytaj więcej
Na 1 lipca przed komisję śledczą badającą sprawę wykorzystania przez rząd PiS oprogramowania Pegasus, wezwany został były minister sprawiedliwości,...
Czy partia, która wygrywała wybory nieuczciwie, powinna dalej istnieć? Odpowiedź w demokratycznym państwie prawa jest jednoznaczna.