PiS zorganizował w weekend kongres programowy w Katowicach, z kolei Koalicja Obywatelska zorganizowała kongres zjednoczeniowy, na którym doszło do połączenia Platformy Obywatelskiej, Inicjatywy Polskiej i Nowoczesnej. Miller był pytany, kto – jego zdaniem – wygrał polityczny „superweekend”.
Leszek Miller o konwencji KO i kongresie PiS: Bez zaskoczeń
– Mnie się wydaje, że jest remis. Bez wskazania. Tym bardziej, że nic nas nie zaskoczyło. Te dwie konwencje to kontynuacja POPiS-owskiego duopolu. Bez przełomu i bez pojawienia się jakichś nowych sił. Dla nas wszystkich to sygnał, że kampania przed wyborami w 2027 roku już ruszyła. Na razie bez głębszej debaty o takich wyzwaniach, które dzisiaj są na pierwszym miejscu, tzn. demografii, energii. Akurat o tym nie mówiono zbyt wiele – mówił Miller.
Czytaj więcej
Dawno PiS nie dostarczył takiego prezentu drugiej stronie. Ta sprawa idealnie wpisuje się w kreślony stereotyp partii Jarosława Kaczyńskiego, która...
Mówiąc o konwencji PiS Miller stwierdził, że zapamiętamy po nim, iż „tematów było dużo”. – Konwencja zresztą była tak nakierowana, że chodziło o wyraźną sygnalizację. Jesteśmy gotowi do następnej rundy wyborczej. Ale nic nas nie zaskoczyło. To, co się powtarza przy tego rodzaju okazjach w PiS-ie, to to, że słyszymy te same hasła. Chociaż PiS powinien pamiętać, że jeżeli się występuje z jakimś nowym pomysłem, to się opłaca, bo takim pomysłem było niewątpliwie 500+ i w dużym stopniu ta idea przysporzyła PiS-owi nowych wyborców i zagwarantowała zwycięstwo wyborcze – stwierdził.
Leszek Miller: Biedne społeczeństwa to społeczeństwa zasiłków
W kontekście postulatów, przedstawionych na kongresie PiS, dotyczących np. corocznej waloryzacji 800+, czy wypłacania wszystkim Polakom gwarantowanego dochodu podstawowego w wysokości 500 zł oraz przyznawanie wartego 100 tys. zł bonu mieszkaniowego rodzicom, którym urodzi się trzecie dziecko, Miller odparł, że „to brzmi humorystycznie”. – Z jednej strony PiS batoży Platformę Obywatelską za ciągle rosnący dług, a z drugiej domaga się kolejnych decyzji o powiększeniu wydatków socjalnych. To nie jest specjalnie spójne i logiczne – stwierdził. Miller mówił też, że Polski na takie wydatki nie stać. – Ja głęboko boleję nad tym, że aktywność programowa PiS-u, ale także i Platformy, jest wyraźnie przechylona w kierunku tego, co tu jeszcze dać, zamiast jak możemy na to zarobić. Sfera społeczno-socjalna jest o wiele bardziej rozbudowana niż sfera sprawnej, wydajnej gospodarki – przekonywał.
Czytaj więcej
Na półmetku kadencji parlamentu to premier Donald Tusk wygląda na polityka w ofensywie. Jarosław Kaczyński ma problemy na flankach. Obraz sytuacji...
– Różnica między bogatym a biednym społeczeństwem polega na tym, że biedne społeczeństwa to są społeczeństwa zasiłków, a bogate społeczeństwa to są społeczeństwa pracy – mówił też były premier.
Miller podkreślił, że „poważni politycy, którzy czują się odpowiedzialni za kraj muszą sobie zadać pytanie, co będzie za 10 albo za 15 lat”. Ubolewał też, że dziś dziennikarze nie pytają już skąd partie wezmą pieniądze na realizację swoich obietnic.
Leszek Miller: Konfederacja naturalnym koalicjantem PiS-u
W kontekście sytuacji politycznej, z jaką będziemy się mierzyć po kolejnych wyborach, Miller mówił, że ani KO, ani PiS nie uzyskają samodzielnej większości. – Natomiast naturalnym koalicjantem PiS-u jest oczywiście Konfederacja. I niech nikogo nie zmyli to, że dzisiaj te ugrupowania wyrażają się o sobie dość kąśliwie. Poetyka kampanii wyborczej jest taka, że przed wyborami mówi się różne rzeczy, a po wyborach dotychczasowi przeciwnicy padają sobie w objęcia i wyznają miłość. I tworzą koalicję większościową. Wiadomo, że w Sejmie decyduje arytmetyka i ten, kto ma większość, ma władzę – stwierdził.
Zdaniem byłego premiera eksponowane obecnie przez polityków obu partii różnice między PiS a Konfederacją „być może są nawet oparte na autentycznych przekonaniach”. – Tylko że to wszystko zostanie wyrzucone do kosza po wyborach. Gdyby PiS miał tylko jedną możliwość tworzenia koalicji większościowej, mianowicie z Konfederacją, wtedy zobaczymy przypływ uczuć i eksplozję radości i miłości – ironizował Miller.
A czy możliwe jest, że Konfederacja otrzyma w takim rządzie fotel premiera? – Jeżeli Kaczyński doszedłby do wniosku, że taką cenę trzeba zapłacić, to ta cena zostanie zapłacona. Paryż wart będzie mszy – ocenił były premier.