Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, w którym komentatorzy nie analizują frekwencji wyborczej, lecz permanentnie apelują o jej podwyższenie oraz zawstydzają obywateli tym, że nie spełniają ich wysokich wymagań. O ile w państwach zachodnich naukowcy i publicyści skupiają się na wytłumaczeniu wysokiego lub niskiego udziału poszczególnych grup elektoratu w akcie wyborczym, o tyle u nas młotkują biednych ludzi za zbyt małą aktywność i ubolewają nad nią. W moim przekonaniu jest to objaw klasizmu – elity intelektualne i statusowe wyrażają w ten sposób swoją pogardę i okazują wyższość wobec tych, których muszą edukować i mówić im, co należy robić. Najgorsze chyba jest to, że nasz komentariat nie zdaje sobie z tego sprawy i jest przekonany, iż jedynie walczy o wzmocnienie społeczeństwa obywatelskiego oraz podwyższenie standardów życia społecznego.