Politolog o Funduszu Sprawiedliwości: Nie wiem czy Suwerenna Polska się z tego pozbiera

- Jeśli sprawa Funduszu Sprawiedliwości zdominuje finał europejskiego wyścigu, to tym samym kampanii PiS na jej finiszu odbierze ona sterowność i kreatywność - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" prof. Sławomir Sowiński, politolog z UKSW.

Publikacja: 24.05.2024 15:29

Jacek Ozdoba, Patryk Jaki i Sebastian Kaleta

Jacek Ozdoba, Patryk Jaki i Sebastian Kaleta

Foto: PAP, Radek Pietruszka

„Rzeczpospolita”: Jakie polityczne konsekwencje może mieć afera związana z Funduszem Sprawiedliwości?

Prof. Sławomir Sowiński: Sprawa na pewno wygląda poważnie. I w wymiarze szerszym, politycznym i w sensie bezpośrednio kampanijnym, dotyczącym jej rezonowania na finiszu kampanii do Parlamentu Europejskiego.

Jeśli chodzi o ciężar polityczny, to warto zwrócić uwagę, że mamy nie jedno, ale trzy różne źródła, które wskazują, że coś złego mogło dziać się wokół Funduszu Sprawiedliwości. To nie tylko zeznania, czy wyznania skruszonego urzędnika (Tomasza Mraza – red.), ale przypomnę także, że mieliśmy dwa lata temu raport NIK w tej sprawie. Co więcej, pośrednio zdaje się te zarzuty potwierdzać Stanisław Tyszka, mówiąc o tym, że był w jakiś sposób kuszony środkami z Funduszu Sprawiedliwości.

I jest to wszystko, rzecz jasna, bardzo istotne także z punktu widzenia finiszu kampanii europejskiej, a tak naprawdę finiszu trzeciej edycji, wielkiej nieprzerwanej kampanii wyborczej, która trwa w Polsce od kilkunastu miesięcy.

Problem PiS-u polega przede wszystkim na tym, że jeśli sprawa Funduszu Sprawiedliwości zdominuje finał europejskiego wyścigu, to tym samym kampanii PiS na jej finiszu odbierze ona sterowność i kreatywność. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie będzie miała przestrzeni, by formułować swój przekaz: o podwyżkach cen, o inflacji, o wzroście cen energii za rządów obecnej koalicji. Prawdopodobnie przez kilka kolejnych dni PiS będzie musiało bowiem się bronić, tłumaczyć, jakoś do tej niewygodnej sprawy odnosić. To może być najbardziej bezpośrednia ich strata.

Natomiast czy będzie miało to jakieś głębsze konsekwencje, trudno w tej chwili ocenić. Chociaż wydaje się, że jest to potężny wiraż dla samego środowiska Suwerennej Polski. Prawdę mówiąc nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, jak środowisko to z tego kryzysu się pozbiera, i czy w ogóle może się z tego pozbierać. Być może pojawią się w nim głębokie zmiany dotyczące kształtu, charakteru, czy nawet kolejny raz samej ich nazwy.

Czytaj więcej

Patryk Jaki odpiera zarzuty. "Konkursem w Funduszu Sprawiedliwości był wiceminister"

Wydaje się, że w całej sytuacji PiS zostawia trochę Suwerenną Polskę samej sobie, dystansuje się do sprawy.

W tego typu sytuacji są możliwe dwie strategie: jedna, w której twardo utrzymujemy, że wszystko jest fałszywym oskarżeniem, od początku do końca wymyśloną polityczną blagą, spiskiem wewnętrznych i zewnętrznych agentów, mówiąc krótko idziemy w zaparte. Wydaje się, że jeszcze wczoraj taki trochę ton wybrzmiewał w słowach Jarosława Kaczyńskiego, gdy mówił on (o Tomaszu Mrazie), że to agent i że PiS będzie głosował przeciwko wnioskom o uchylenie immunitetów politykom Suwerennej Polski. Ale dzisiaj PiS zmienia już chyba ten ton i zaczyna przyjmować pozycję stojącego z boku obserwatora, a kto wie, czy za chwilę nie przyłączy się do oburzenia wielu wyborców i nie będzie wołało, że sprawę tę trzeba jak najszybciej wyjaśnić.

Gdyby PiS stracił środowisko Suwerennej Polski, wtedy będzie to wzmacniać Konfederację. To ostatnie środowisko przejmować może część elektoratu mocno eurosceptycznego, który nie boi się hasła polexit

Partia Jarosława Kaczyńskiego jest tu w niewygodnej sytuacji, ale nie sądzę, by to diametralnie uderzyło w jej poparcie, sprawiło, że wierni wyborcy PiS-u od tej partii się odwrócą. I chyba nawet nie bardzo zaciąży to na frekwencji w wyborach do PE. Tak czy inaczej będzie ona bowiem dość niska, a głosować pójdą zapewne wyborcy głównie mocno zmobilizowani. Myślę też, że tych wyborców PiS nie straci.

Na tej sprawie coś ugrać może Konfederacja, bo część wyborców mocno konserwatywnych zawaha się, być może, czy głosować na Suwerenną Polskę, zostać w domu, czy pójść głosować na Konfederację.

A czy PiS może wykorzystać sprawę, aby pozbyć się Suwerennej Polski, albo ją osłabić?

Problem nie tyle dotyczy PiS i Suwerennej Polski, co środowiska Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Ziobry. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego, czy całego PiS-u, posiadanie takiej twardej prawej flanki, jaką była Suwerenna Polska, ostatecznie było opłacalne. PiS miał szeroką ofertę polityczną: od pozycji mocno na prawo, czyli właśnie Suwerennej Polski, po prawicowe centrum, w kierunku którego zerkał Mateusz Morawiecki. Gdyby PiS stracił środowisko Suwerennej Polski, wtedy będzie to wzmacniać Konfederację. To ostatnie środowisko przejmować może część elektoratu mocno eurosceptycznego, który nie boi się hasła polexit. Entuzjazmu z powodu kłopotów Suwerennej Polsce w PiS-ie zatem raczej nie będzie.

Czytaj więcej

Zeznania Mraza. Siemoniak: Przyszłość Suwerennej Polski pod znakiem zapytania

Afera wokół Funduszu Sprawiedliwości jest też chyba, paradoksalnie, złą wiadomością dla mniejszych koalicjantów KO, bo znów umacnia się polaryzacja, uwaga skupia się na dwóch największych partiach.

To na pewno nie jest komfortowa sytuacja dla Trzeciej Drogi. Ale przypomnę, że w kampanii parlamentarnej w 2023 roku było dość podobnie. PIS robiło wszystko, by skoncentrować się na ataku na Platformę, Platforma robiła wszystko, żeby w polaryzacyjny sposób atakować PiS. Obie te partie odbierały tlen politycznemu centrum i wielu wydawało się, że Trzecia Droga, ale też Konfederacja czy Lewica nie znajdą dla siebie przestrzeni w tych zaciskających się kleszczach duopolu. A jednak, mimo to, wynik Trzeciej Drogi był największą niespodzianką tamtych wyborów. Nie chcę powiedzieć, że to powtórzy się w czerwcu, ale myślę, że i Szymon Hołownia, i Władysław Kosiniak-Kamysz, zdobyli na tyle poparcie pewnej części wyborców, że tegoroczne wybory europejskie, mimo że dla nich trudne, nie skończą się wielką katastrofą. Choć o powtórzenie zaskakującego wyniku i sukcesu z października będzie ciężko. Sądzę też, że politycy, ci z Trzeciej Drogi i wszyscy inni, myślami wybiegają już w przyszłość, ku kampanii prezydenckiej i z ulgą dojadą do napisu „koniec wyborów europejskich”.

Czytaj więcej

Politolog o wiecu 4 czerwca w Warszawie: Polaków trzeba na nowo uczyć Europy. Tusk chce ich obudzić

Czy Trzeciej Drodze nie grozi demobilizacja elektoratu? Jej wyborcy odrzucali politykę konfliktową, spolaryzowaną, a dziś tak właśnie wygląda scena polityczna.

Ale pamiętajmy, że niezbyt może wielki, ale dość wierny elektorat Szymona Hołowni przeszedł ze swym liderem twardą próbę czterech lat drogi do władzy. PSL też ma swoje struktury i wierny elektorat lokalny. Przy niewysokiej frekwencji, która może być na poziomie trzydziestu kilku procent, nawet mniejsza liczba wiernych wyborców Trzeciej Drogi wystarczy, by uniknąć jakiejś wielkiej katastrofy.

„Rzeczpospolita”: Jakie polityczne konsekwencje może mieć afera związana z Funduszem Sprawiedliwości?

Prof. Sławomir Sowiński: Sprawa na pewno wygląda poważnie. I w wymiarze szerszym, politycznym i w sensie bezpośrednio kampanijnym, dotyczącym jej rezonowania na finiszu kampanii do Parlamentu Europejskiego.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Waldemar Buda z PiS o Marine Le Pen: W nacjonalistycznej narracji jest racjonalna
Polityka
Był wypadek, jest wniosek o uchylenie immunitetu posłowi Adamowi Szłapce
Polityka
Zmiana warty w Pałacu. Prezydent Andrzej Duda ma plan na ostatni rok kadencji
Polityka
Lewica chce ukręcić łeb kredytowi 0 proc. Biejat: Nie podniesiemy ręki za tym projektem
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Polityka
Drukowanie plakatów wyborczych PiS w garażu. Roman Giertych pokazał nagranie
Polityka
Mastalerek: Tusk boi się wystartować w wyborach, a chce mieć prerogatywy prezydenta