Już tylko sąd może zatrzymać Donalda Trumpa

W walce o republikańską nominację miliarder jest nie do pokonania przy urnach. Ale surowy wyrok za łamanie prawa może go zmusić do porzucenia starań o Biały Dom. Stąd tak zaciekła walka o to, kto zajmie w tym starciu drugie miejsce.

Publikacja: 11.01.2024 22:00

Już tylko sąd może zatrzymać Donalda Trumpa

Foto: AFP

Epokowa kampania wyborcza w Ameryce rozpocznie się formalnie w ten poniedziałek, kiedy Iowa jako pierwszy stan wskaże, kto powinien reprezentować barwy republikanów. W 2016 roku Donald Trump nie wygrał tu rozgrywki, ale teraz robi wszystko, aby nie powtórzyć tej porażki.

Powodem nie jest kalendarz wyborczy, ale sądowy. Miliarder w środę pojawił się w Iowa na spotkaniu z wyborcami transmitowanym przez telewizję Fox. Dzień wcześniej był jednak przesłuchiwany w sądzie w Waszyngtonie, a w czwartek to samo będzie musiał zrobić w Nowym Jorku, gdzie w procesie cywilnym może zostać skazany na 370 mln dolarów kary i zakaz prowadzenia biznesu w tym stanie. Do Iowa wróci w sobotę.

Czytaj więcej

Prawybory w USA: Donald Trump po raz piąty nie wziął udziału w debacie

Najważniejszy proces, jaki czeka Trumpa, rozpocznie się jednak 4 marca. Chodzi w nim o zarzuty na poziomie federalnym o próbę zamachu 6 stycznia 2021 r. To może mieć poważny wpływ na przebieg dzień później superwtorku, kiedy swojego faworyta wskaże jednocześnie aż 12 stanów, w tym tak ważnych jak Kalifornia czy Teksas. Trump ma nadzieje, że to tego czasu uda mu się jednak już zdobyć tyle stanów, że wynik będzie przesądzony.

Na razie wygląda na to, że jest to realne. W Iowa ma przetłaczająca przewagę. Ryzykowna strategia, zgodnie z którą w środę po raz piąty nie wziął udziału w debacie republikańskich kandydatów, okazuje się strzałem w dziesiątkę. Podczas gdy jego rywale w coraz bardziej niewybredny sposób niszczą się nawzajem, Trump przybiera postawę kandydata z innej ligi.

Agregator sondaży fivethirtyeight.com podaje, że na nominację do walki o reelekcję 45. prezydenta jest gotowych oddać głos 61,3 proc. wyborców republikańskich. Gubernator Florydy Ron DeSantis może liczyć jedynie na 12,5 proc. głosów, była ambasador przy ONZ Nikki Haley 11,5 proc., a przedsiębiorca pochodzenie indyjskiego Vivek Ramaswamy 4,5 proc. Jeszcze ciekawsza jest jednak dynamika zmiany preferencji. Bo też rok temu Trump mógł liczyć na 45 proc. poparcia (od tego czasu zyskał 20 pkt proc.), podczas gdy DeSantis dwuipółkrotnie zmniejszył liczbę swoich zwolenników.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Biden walczy także o naszą przyszłość. Pomóżmy mu

Gdyby jednak Trump wycofał się z kampanii, pole walki układa się całkiem inaczej. Wówczas to nie stosunek do byłego prezydenta byłby najważniejszym czynnikiem decydującym o ocenie przez wyborców danego kandydata, ale to, co martwi dziś najbardziej Amerykanów: drożyzna, wysokie stopy procentowe, obawa przed deklasacją społeczną czy strach przed nadmierną imigracją. Tu najlepiej wypada DeSantis: może liczyć na 41 proc. głosów. Haley (18 proc.) i Ramaswamy (16 proc.) mają ich o wiele mniej.

W środę tuż przed debatą organizowaną w Des Moines w stanie Iowa przez CNN rezygnację z ubiegania się o najwyższą funkcję ogłosił były gubernator New Jersey Chris Christie. W starciu wzięła więc udział tylko Haley i DeSantis. Ta pierwsza przypuściła atak na swojego rywala, wskazując, że „nie wiadomo na co” wydał już 150 mln dol. w swojej kampanii. DeSantis odpowiedział, zarzucając Haley, że jest „globalistką”, która uważa, że potencjał Ameryki jest „nieograniczony”. Chodziło mu o stanowisko byłej ambasador w sprawie wsparcia Ukrainy. Oboje starannie unikali natomiast odniesień do Trumpa. Nie chcieli narażać się szeregowym wyborcom republikańskim, wśród których miliarder pozostaje bardzo popularny.

Czytaj więcej

Donald Trump znów dzieli Amerykę

Swoją nieobecność z powodu kalendarza sądowego Trump sprytnie kompensuje, ściągając do Iowa popularnych polityków, jak gubernator sąsiedniej Dakoty Południowej Kristi Noem czy gubernatora Arkansas Mike’a Huckabee. Inni kandydaci, którzy nie mają tak szerokich kontaktów jak były prezydent, muszą najczęściej osobiście występować na wiecach.

W obozie demokratów kandydat jest przesądzony. Mimo wątpliwości w sprawie stanu 81-letniego przywódcy będzie to Joe Biden. Prezydent, który zainicjował w zeszłym tygodniu kampanię wyborczą frontalnym atakiem na Trumpa, teraz koncentruje się na stanie Południowa Karolina, w którym ogromna część wyborców to Afroamerykanie. Odegrali oni cztery lata temu kluczową rolę w wypromowaniu kandydatury Bidena najpierw w walce o to, kto będzie reprezentował barwy demokratów, a potem w ostatecznym pojedynku o Biały Dom. Teraz jednak co piąty Afroamerykanin deklaruje, że nie odda głosu na Joe Bidena. To bardzo poważna groźba dla powodzenia planów Białego Domu.

Polityka
Kreml znów kłamie w sprawie Katynia
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Polityka
Rosja dodała reżyserkę i dramatopisarkę na listę „terrorystów i ekstremistów”
Polityka
Irak chce karać homoseksualistów śmiercią. Zachód ostrzega przed konsekwencjami
Polityka
Donald Trump jednak stanie przed sądem
Polityka
W razie wojny z Iranem Izrael zostanie sam. Zaskakujące deklaracje USA i Europy