Gujana boi się inwazji Wenezueli

95 procent Wenezuelczyków poparło w referendum aneksję większości terytorium wschodniego sąsiada.

Publikacja: 04.12.2023 23:00

Gujana boi się inwazji Wenezueli

Foto: AFP

Nie ma kraju na świecie, który od czterech lat rozwijałby się w takim tempie jak Gujana: jedyny kraj Ameryki Południowej, w którym mówi się po angielsku. To wynik nowych koncesji na wydobycie ropy i gazu, jakie władze w Georgetown zawarły z międzynarodowymi koncernami naftowymi jak amerykański Exxon czy francuski Total.

Jednak reżim Nicolasa Maduro uważa to za prowokację. Jego zdaniem bonanza odbywa się na terytorium, które powinno należeć do Wenezueli. Chodzi o region zwany Essequibo o powierzchni 160 tys. km kw., co stanowi 2/3 terytorium Gujany.

Nacjonalistyczna gorączka

Rzeka o tej samej nazwie wyznaczała wschodnią granicę Wenezueli, gdy była ona częścią hiszpańskiego imperium kolonialnego. W 1841 roku, a więc już po uzyskaniu niepodległości przez Caracas, terytorium przejęli Brytyjczycy i uzyskali potwierdzenie takiego podziału przez sąd arbitrażowy w 1899 roku. Takie też granice zachowała Gujana w chwili ogłoszenia niepodległości w 1966 roku.

Wenezuela nigdy nie pogodziła się z tym, ale do minionej niedzieli władze nie podejmowały żadnych kroków, które miałyby naprawić to, co postrzegały jako „krzywdę”. Pierwszym z nich było dopiero referendum, w którym jedno z pięciu pytań dotyczyło aneksji spornego terytorium.

Gujana jest tym mocno zaniepokojona. Już w piątek zwróciła się do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (ICJ) o potwierdzenie wyroku z 1899 roku. – W nadchodzących godzinach, dniach i miesiącach możemy być zupełnie spokojni. Nic się nie zmieni – zapewnił swoich rodaków prezydent Mohamed Irfaan Ali.

Czytaj więcej

Referendum w Wenezueli: 95 proc. poparło roszczenia terytorialne wobec Gujany

Nie wszyscy są jednak tego pewni. Amerykanie wysłali wojskową misję rozpoznawczą do Georgetown. Brazylia, która graniczy od południa z oboma krajami, także wzmocniła w tym rejonie obecność wojskową. – Ameryka Łacińska nie potrzebuje nowych wstrząsów – ostrzegł prezydent Ignacio Lula da Silva.

Wiele wskazuje na to, że referendum jest częścią planu autorytarnego prezydenta Nicolasa Maduro wzmożenia nacjonalistycznej gorączki przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Co prawda te w 2018 roku zostały przez radykalny, lewicowy reżim sfałszowane, jednak teraz władze w Caracas obiecały administracji prezydenta Joe Bidena w miarę uczciwe głosowanie w zamian za poluzowanie przez Amerykanów sankcji nałożonych na Wenezuelę. Chodzi o kraj, który ma największe udowodnione rezerwy ropy na świecie. W sytuacji, gdy Rosja została objęta sankcjami, Stany chcą wprowadzić do obiegu wenezuelski surowiec, aby nieco ograniczyć wzrost międzynarodowych cen energii.

Czytaj więcej

Paczka dla Wenezueli. Tysiące uchodźców otrzymają pomoc

Zdaniem instytutu Datanalisis realne poparcie dla Maduro nie przekracza 20 proc. Chodzi głównie o wojsko i inne służby stanowiące filar reżimu. Jednak utworzony przez poprzednika obecnego prezydenta, Hugo Chaveza, reżim doprowadził do dramatycznej pauperyzacji kraju, z którego wyjechało około 1/3 mieszkańców.

Plany Kremla

Zdaniem agencji AFP prawdziwa frekwencja w niedzielnym referendum była słaba. To pozostaje w drastycznym kontraście do masowego udziału w prawyborach kandydata opozycji w przyszłorocznych wyborach: wzięło w nich udział niemal 2,5 mln osób. Z tej próby zwycięsko wyszła Marina Corina Manchado, radykalna przeciwniczka reżimu Maduro, która zaangażowała się już kilkanaście lat temu w niezależną działalność polityczną. Łamiąc dane Bidenowi słowo, prezydent na razie wprowadził zakaz kandydowania przez nią w wyborach, ale wiele wskazuje na to, że będzie musiał to zmienić.

Innym sygnałem rosnącego napięcia w Wenezueli jest odsunięcie przez reżim dotychczasowego przywódcy Komunistycznej Partii Wenezueli Oscara Figuera. Chodzi o formację, która niedawno była jednym z filarów Maduro. Teraz uznała jednak, że pauperyzacja kraju poszła zbyt daleko, i przeszła do opozycji.

Caracas od dawna pozostaje sojusznikiem Moskwy. Wenezuela zawarła z Rosjanami umowy na dostawy broni. Nie da się wykluczyć, że Kreml chce wojny w Ameryce Łacińskiej, aby odciągnąć uwagę USA od Ukrainy.

Nie ma kraju na świecie, który od czterech lat rozwijałby się w takim tempie jak Gujana: jedyny kraj Ameryki Południowej, w którym mówi się po angielsku. To wynik nowych koncesji na wydobycie ropy i gazu, jakie władze w Georgetown zawarły z międzynarodowymi koncernami naftowymi jak amerykański Exxon czy francuski Total.

Jednak reżim Nicolasa Maduro uważa to za prowokację. Jego zdaniem bonanza odbywa się na terytorium, które powinno należeć do Wenezueli. Chodzi o region zwany Essequibo o powierzchni 160 tys. km kw., co stanowi 2/3 terytorium Gujany.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Kup teraz
Polityka
Prasa o podsłuchanych przez Rosję rozmowach: blamaż Niemiec
Polityka
Dzieci też pracują dla armii Putina. W ramach "dobrowolnej" pomocy ojczyźnie
Polityka
Sondaż: Polacy obawiają się wygranej Donalda Trumpa w wyborach w USA
Polityka
Tłumy na pogrzebie Aleksieja Nawalnego. Dziesiątki tysięcy ludzi przeciw Putinowi i wojnie
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2024 - trendy i wyzwania
Polityka
Legia Honorowa: Władimir Putin ją dostał, Andrzej Duda - nigdy
Polityka
Scholz chce konta rządu na TikToku. Obawa przed AfD większa niż przed Chinami?