Zamach Europarlamentu na władzę w Unii Europejskiej

Parlament Europejski opowiedział się niewielką większością głosów za zmianami unijnych traktatów. Ale wśród państw członkowskich próżno szukać entuzjazmu do takich zmian.

Publikacja: 22.11.2023 17:31

Roberta Metsola podczas debaty w PE

Roberta Metsola podczas debaty w PE

Foto: AFP

Korespondencja z Brukseli

Zaledwie 17 głosów zdecydowało o przyjęciu przez Parlament Europejski sprawozdania apelującego o zmiany traktatów w UE. To porażka federalistów, bo tradycyjnie eurodeputowani opowiadają się za ściślejszą integracją UE.

Ilu europosłów poparło dokument o reformie UE?

Przyjęty dokument nie ma co prawda wartości prawnej, bo o reformie UE będą decydować, i to jednomyślnie, rządy państw członkowskich. Ale w Polsce wywołuje on dużo emocji, po tym, jak PiS ogłosił, że Unia chce pozbawić Polskę suwerenności a sprzyjać ma temu opozycja. Donald Tusk odrzucił te zarzuty twierdząc, że Koalicja Obywatelska jest przeciwna zniesieniu weta.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Superpaństwo? Unii bardziej grozi dezintegracja

Eurodeputowani przegłosowali w środę sprawozdanie apelujące o zmiany w unijnych traktatach prowadzące do większej federalizacji UE, głównie poprzez zniesienia prawa weta. Obecnie obowiązuje ono w polityce zagranicznej i podatkowej. W przyjętym sprawozdaniu PE apeluje też o zmniejszenie liczby komisarzy w Komisji Europejskiej do 15, o zwiększenie władzy samego Parlamentu, a także danie mu prawa mianowania szefa Komisji Europejskiej.

Większość za sprawozdaniem nie była bardzo przekonująca, bo za opowiedziało się 291 osób, przeciw było 274, a wstrzymało się od głosu 44. I choć ten dokument nie ma żadnej wartości prawnej, bo to nie PE decyduje o takich sprawach, to w Polsce stał się on symbolem zamachu na suwerenność naszego kraju.

Zmiany traktatów nie chce ani PiS, ani PO...

– To kradzież Europy – mówił w debacie Jacek Saryusz-Wolski z PiS, choć przyznał jednocześnie, że większość za raportem była minimalna. PiS oskarża opozycję o udział w tym zamachu, a wywołany do tablicy Donald Tusk przekonuje, że nie jest zwolennikiem zmian traktatowych. I na dowód zobowiązał eurodeputowanych Koalicji Obywatelskiej do głosowania przeciw sprawozdaniu, które wcześniej sygnowały wszystkie grupy polityczne poza Europejskimi Konserwatystami i Reformatorami (do nich należy PiS) oraz gromadzącą partie nacjonalistyczne grupą Tożsamość i Demokracja. Sprawozdanie miało też poparcie Europejskiej Partii Ludowej, do której należą zarówno PO, jak i PSL.

Choć aż czterech z pięciu autorów sprawozdania jest Niemcami (piąty to znany belgijski federalista Guy Verhofstadt), to trudno uznać je za niemiecką propozycję. Rządowi Olafa Scholza bliżej do raportu przygotowanego na zlecenie Niemiec i Francji przez grupę ekspertów unijnych think-tanków. Tam pojawiają się różne opcje reformy UE, w tym również najbardziej radykalna przewidująca zmianę traktatów. Ale punktem odniesienie jest raczej opcja środkowa, która mówi, że reforma UE jest potrzebna, ale bez konieczności dokonywania zmian traktatów.

... ani żaden kraj Unii

Tego nie chce właściwie żaden rząd, bo w nieodległej przeszłości UE była blokowana takimi próbami. Projekt unijnej Konstytucji przepadł w referendach w Holandii i Francji, wiele lat debatowano też nad Traktatem Lizbońskim, który jest mniej ambitną wersją zapomnianego Traktatu Konstytucyjnego. Żeby uniknąć konieczności kolejnych zmian traktatów w obecnie obowiązującym Traktacie Lizbońskim są zawarte ścieżki reform instytucjonalnych, które można wykorzystać bez konieczności zabiegania o ratyfikację w 27 państwach, w tym w niektórych być może też konieczności zorganizowania referendów. Takie ścieżki zmiany dotyczą np. głosowania większościowego. Prawo weta można znieść bez zmiany traktatu, ale z poparciem 27 państw i dotyczy to m.in. niektórych dziedzin polityki zagranicznej.

Czytaj więcej

Eugeniusz Smolar: Polska-Niemcy. Będzie lepiej, też dla UE, ale…

Debata o reformie UE musi się zacząć, bo UE za kilka lub kilkanaście lat może rozszerzyć się o kolejne państwa, w tym Ukrainę. Równolegle musi też odbyć się dyskusja co dalej z unijnym budżetem, polityką spójności, czy dotacjami dla rolników. W sytuacji wejścia do UE znacznie biedniejszej Ukrainy, z wielkim sektorem rolnym, Polska będzie raczej zainteresowana poważnymi zmianami w tej dziedzinie.

Kto chce znieść zasadę jednomyślności w UE

Zwolennicy głosowania większościowego wskazują przede wszystkim na konieczność zniesienia weta w głosowaniach nad sankcjami. To nauczka wyniesiona z trwających już półtora roku bojów o sankcje wobec Rosji, które najczęściej blokują Węgry. I choć w końcu ustępują, to UE musi iść na ustępstwa. W dodatku stanowisko Budapesztu ulega radykalizacji, bo Viktor Orbán jest coraz bardziej zdenerwowany brakiem unijnych funduszy wstrzymanych z powodu korupcji i nadużyć przy ich wykorzystaniu.

Podobnie z Komisją Europejską, która w tej chwili liczy 27 członków, zgodnie z zasadą jednego komisarza na każde państwo członkowskie. Traktat Lizboński tak naprawdę przewiduje, że liczba ta powinna co do zasady wynosić 2/3 liczby państw członkowskich, czyli w obecnej sytuacji 18. Jednak ten sam Traktat mówi, że liczba ta może być inna, jeśli państwa członkowskie jednomyślnie zdecydują inaczej. Czyli w praktyce przyszła Komisja może składać się z dowolnej liczby komisarzy, pod warunkiem, że zgodzą się na to wszystkie państwa członkowskie. I żadna zmiana traktatu nie jest tu potrzebna.

Europarlament chce dla siebie więcej władzy

Przywódcom państw członkowskich na pewno też nie spodoba się zamach Parlamentu na ich suwerenne prawo mianowania przewodniczącego Komisji Europejskiej – najważniejszej unijnej instytucji. Od lat PE próbuje wpływać na tę decyzję poprzez proces tzw. spitzenkandidaten, czyli kandydatów wiodących. PE uważa, że lider listy partii, która dostała najwięcej głosów w wyborach europejskich powinien zostać przewodniczącym KE. Tak było w 2014 roku, gdy szefem KE został lider listy chadeckiej Jean-Claude Juncker. Ale nie doszło do powtórki w 2019 roku, gdy liderem najpopularniejszej listy chadeckiej był Manfred Weber, a ostatecznie przewodniczącą KE został Ursula von der Leyen, która nawet nie startowała w wyborach do PE. Teraz Parlament chce wyłącznego prawa mianowania szefa unijnej egzekutywy i nawet zmiany jej nazwy na „Egzekutywę Europejską”. Jest więcej niż pewne, że rządy państw UE nigdy się na to nie zgodzą.

Korespondencja z Brukseli

Zaledwie 17 głosów zdecydowało o przyjęciu przez Parlament Europejski sprawozdania apelującego o zmiany traktatów w UE. To porażka federalistów, bo tradycyjnie eurodeputowani opowiadają się za ściślejszą integracją UE.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Kryzys polityczny w Hiszpanii. Premier odejdzie przez kłopoty żony?
Polityka
Mija pół wieku od rewolucji goździków. Wojskowi stali się demokratami
Polityka
Łukaszenko oskarża Zachód o próbę wciągnięcia Białorusi w wojnę
Polityka
Związki z Pekinem, Moskwą, nazistowskie hasła. Mnożą się problemy AfD
Polityka
Fińska prawica zmienia zdanie ws. UE. "Nie wychodzić, mieć plan na wypadek rozpadu"