Czytaj więcej
15 października w Polsce odbyły się wybory do Sejmu i Senatu połączone z ogólnokrajowym referendum. Oficjalne wyniki: PiS - 35,38 proc., KO - 30,7...
Politycy wszystkich sił miesiącami przygotowywali się do parlamentarnej kampanii wyborczej w 2023 roku. Jej nowym elementem – który zmusił, zwłaszcza opozycję, do modyfikacji swojej strategii – było referendum. Po raz pierwszy odbyło się równolegle z wyborami do Sejmu i do Senatu.
Pomysł po raz pierwszy pojawił się dopiero w czerwcu tego roku, w chwili, gdy kampania PiS znajdowała się w kryzysie. Pierwotnie referendum miało dotyczyć tylko jednej kwestii – migracji. – Ta kwestia musi być przedmiotem referendum i my to referendum zorganizujemy – powiedział 15 czerwca w Sejmie prezes PiS Jarosław Kaczyński. To był ruch, który zaskoczył wtedy większość polityków opozycji.
Czytaj więcej
Badania exit poll zrealizowane przez Ipsos: Wybory parlamentarne wygrał PiS z wynikiem 36,8 proc. (200 mandatów), drugie miejsce zajęła Koalicja Ob...
Od tego czasu jednak koncepcja referendum znacznie się zmieniła. Nie zmieniło się jedno – referendum miało być metodą PiS na zbudowanie szkieletu kampanii, mobilizację wyborców, ale też próbą przyciągnięcia części niezdecydowanych.
W trakcie kampanii wyborczej pojawiły się również wątpliwości co do np. tajności głosowania, jeśli wyborca odmówi przyjęcia karty do głosowania w referendum. W wyborczą niedzielę pojawił się jednak nowy poważny problem.
Czytaj więcej
Wyborca ma prawo odmówić przyjęcia którejś z kart do głosowania, natomiast komisja obwodowa nie może pytać, które karty wydać - głosi komunikat Pań...
Politycy PiS w mediach społecznościowych alarmowali, że wyborcy sygnalizują, że członkowie komisji wyborczych pytają, czy wyborca chce przyjąć kartę do głosowania w referendum lub czy chce przyjąć wszystkie karty. W tej sprawie wypowiedziała się PKW. Jej szef Sylwester Marciniak stwierdził w niedzielę, że takie zadawanie pytania wyborcom jest „niewłaściwe”, bo wyborca sam powinien powiedzieć, że nie chce brać udziału w którejś części głosowania.
Po pierwsze, majątek
Dopiero 11 sierpnia – po serii wewnętrznych badań – PiS w mediach społecznościowych zaczęło prezentację czterech pytań referendalnych. Pierwsze dotyczyło poparcia lub nie dla „wyprzedaży majątku państwowego podmiotom zagranicznym”.
Politycy PiS w trakcie kampanii wielokrotnie oskarżali polityków PO o chęć „prywatyzacji wszystkiego, co się rusza”. Przy okazji najczęściej wskazywali, że Platforma będzie chciała po wyborach wrócić do prywatyzacji majątku narodowego na zlecenie „zewnętrznych mocodawców”, wskazując najczęściej Berlin.
PiS często w kontekście tego pytania wracało do „liberalizmu” jako straszaka i do rzeczywistości lat 90.
Jaka była odpowiedź opozycji? Po pierwsze, zaprzeczała samej idei kryjącej się w pytaniu, czyli dążenia do wyprzedaży majątku narodowego, po drugie, przypominała, że to za rządów PiS doszło do sprzedaży Saudi Aramco części Rafinerii Gdańskiej.
Po drugie, wiek emerytalny
Politycy PiS zakładali, że jednym z najważniejszych motywatorów w kampanii referendalnej – w kampanii do Sejmu i do Senatu również –będzie kwestia wieku emerytalnego. Temu miało służyć drugie pytanie referendalne, czyli właśnie o jego podwyższenie. Zgodnie z samą ideą referendum i zgodnie z wizją PiS odpowiedź na wszystkie pytania ma brzmieć: „nie”. Do głosowania „4 x nie” nawoływali od chwili przedstawienia pytań do ostatnich godzin kampanii politycy PiS, w tym prezes Jarosław Kaczyński.
Politycy opozycji – zwłaszcza Koalicji Obywatelskiej – przypominali, że nikt nie planuje podniesienia wieku emerytalnego. Donald Tusk jeszcze przed rozpoczęciem właściwej fazy kampanii wyborczej, już po powrocie do polskiej polityki, deklarował, że wyciągnął wnioski z błędnej decyzji o podwyższeniu wieku emerytalnego.
Politycy opozycji zresztą przez cały czas kampanii referendalnej podkreślali, że wszystkie pytania referendalne są obok realnej polityki i emocji społecznych, bo żadna poważna siła polityczna nie planuje realizacji tego, o czym PiS pytało w referendum.
Po trzecie, granica
Trzecie pytanie w referendum dotyczyło tego, czy zapora na granicy z Białorusią ma być rozebrana.
Zapora była w tym roku miejscem niezliczonych konferencji prasowych polityków PiS, z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Wielokrotnie wspominany był też film Agnieszki Holland „Zielona granica”, który zdaniem liderów PiS, np. premiera Mateusza Morawieckiego, miał na celu rozpoczęcie operacji mającej zmierzać – po ewentualnych wygranych przez opozycję wyborach – właśnie do rozebrania zapory na granicy.
Jak na to reagowali politycy PO? Donald Tusk wielokrotnie odpowiadał, używając m.in. argumentu afery wizowej. I zarzucając PiS, że doprowadziło do wpuszczenia do Europy setek tysięcy nielegalnych imigrantów, a bariera na granicy w praktyce jest fikcyjna.
Po czwarte, przymus
„Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?” – tak brzmiało czwarte pytanie. Pierwotnie miało to być jedyne pytanie referendalne, ale sztab PiS zdecydował o poszerzeniu zakresu całego plebiscytu, tak by mieć maksymalnie dużo „mobilizatorów” dla własnego elektoratu. Były też obawy, że koncentracja tylko na temacie migracji ułatwi prowadzenie kampanii Konfederacji na nutach antyukraińskich.
Politycy PiS w kampanii wyborczej wykorzystywali także działania i sygnały ze strony Unii Europejskiej. Dominowała opowieść, że PiS nigdy nie zgodzi się na jakiekolwiek decyzje w sprawie migracji płynące z Brukseli i Berlina.
Co na to opozycja? Podobnie jak w przypadku zapory na granicy polsko-białoruskiej w kontrze do tematu migracji politycy opozycji wykorzystywali najczęściej aferę wizową jako symbol hipokryzji i fałszu w staraniach PiS, by pokazać się jako obrońca granic.