Donald Trump oskarżony o zamach stanu

Prezydent wiedział, że Joe Biden uczciwie zdobył Biały Dom, ale chciał obalić demokrację – uważa prokurator Jack Smith. I chce skazania miliardera przed nadchodzącymi wyborami.

Publikacja: 03.08.2023 03:00

Donald Trump uważa, że zarzuty postawiono dopiero teraz, aby zakłócić jego kampanię wyborczą

Donald Trump uważa, że zarzuty postawiono dopiero teraz, aby zakłócić jego kampanię wyborczą

Foto: CHANDAN KHANNA/AFP

Od wielu miesięcy Donald Trump jest stałym bywalcem sal sądowych, więc postawione mu w środę zarzuty mogą wydawać się tylko kolejnym punktem na długiej liście oskarżeń o łamanie prawa. Jednak Peter Baker, główny korespondent w Białym Domu „New York Timesa”, wskazuje, że to sprawa zupełnie innego kalibru niż te wcześniejsze. Na miliarderze ciążyło już ukrywanie zapłaty 130 tys. dol. aktorce porno za milczenie w sprawie romansu z republikańskim politykiem oraz wyprowadzenie tajnych dokumentów do letniej rezydencji w Mar-a-Lago na Florydzie.

Ale tym razem zespół 23 losowo wybranych obywateli zatwierdził cztery z zestawu zarzutów przygotowanych przez specjalnego prokuratora Jacka Smitha, które zakładają, że Trump chciał przerwać – trwającą od 236 lat za sprawą Jerzego Waszyngtona i 43 jego następców – procedurę dobrowolnego i zgodnego z konstytucją przekazania władzy.

Grupa przestępcza

Te cztery zarzuty to spisek przeciwko Ameryce m.in. poprzez przekazywanie fałszywych informacji o rzekomych nieprawidłowościach w procesie liczenia głosów czy próbie wymuszenia, by wiceprezydent Mike Pence wstrzymał procedurę nominacji Joe Bidena; spisek w celu pozbawienia Amerykanów prawa do głosowania; spisek w celu wstrzymania procedury wyborczej oraz spisek przeciwko instytucjom państwa.

Czytaj więcej

Trumpowi nie szkodzą problemy prawne. Prowadzi w sondażu o nominację republikańską

Za tymi ogólnymi sformułowaniami kryją się zarzuty najcięższego kalibru, jak próba podstawienia fałszywych wielkich elektorów w siedmiu stanach, które głosowały w większości na Bidena, w tym Georgii i Pensylwanii (Amerykanie nie głosują bezpośrednio na prezydenta, lecz poprzez specjalnie wyznaczone przez każdy stan osoby).

Sprawa obejmuje okres od wyborów 3 listopada 2020 r. do oficjalnego uznania Bidena za nowego prezydenta 20 stycznia 2021 r., ze szczególnym uwzględnieniem 6 stycznia, gdy tłum zwolenników Trumpa zajął Kongres.

Podstawą zawartego na 45 stronach oskarżenia jest raport specjalnej komisji amerykańskiego parlamentu w tej sprawie. Jednak w dokumencie przygotowanym przez Smitha znajduje się też szereg nowych elementów. W szczególności udowadnia on, że Trump od początku doskonale wiedział, że wybory zostały przeprowadzone uczciwie. Mówili mu o tym niemal wszyscy współpracownicy na różnych szczeblach władzy, tacy jak zastępca głównego doradcy prezydenta Pat Philbin.

Ludzie nie chcą się przyznać, że zrobili błąd, głosując na hochsztaplera, więc nadal go popierają

Były szef FBI James Comey

Wyjątkiem było sześć osób, które zostały oskarżone o utworzenie z 45. prezydentem grupy przestępczej w celu nielegalnego utrzymania władzy. Choć Smith nie wymienia ich z nazwiska, amerykańskie media łatwo ustaliły ich tożsamość. Jednym z nich jest były burmistrz Nowego Jorku i osobisty adwokat Trumpa Rudy Giuliani, który jeszcze w wieczór 6 stycznia 2021 r. dzwonił do poszczególnych senatorów, starając się wymusić na nich odmowę uznania przejęcia władzy przez Bidena.

W czwartek Trumpowi mają zostać formalnie przedstawione zarzuty. Może on w tym celu stawić się w Waszyngtonie, ale może też skorzystać z wideołączy. Od tego momentu zacznie się swoisty wyścig z czasem między Smithem a grupą adwokatów byłego prezydenta. Prokurator zapowiedział, że doprowadzi do wydania wyroku przez sąd „tak szybko, jak to możliwe”. W domyśle chodzi o to, aby zapadł on przed wyborami w listopadzie przyszłego roku.

Ekipa prezydenta będzie jednak wskazywać, że z tego powodu nie ma wystarczająco czasu na przygotowanie obrony. Ostateczną decyzję podejmie zespół losowo wybranych mieszkańców Waszyngtonu. To zła wiadomość dla Trumpa: w 2020 roku ledwie 5 proc. wyborców z Dystryktu Federalnego oddało na niego głos. Oskarżony przeznaczył już ponad 40 mln dolarów z funduszu wyborczego na adwokatów.

Jeśli jednak wyrok zapadnie po wyborach, to nie tylko nie będzie to miało wpływu na ich wynik, ale jak liczy Trump, będzie on mógł sam wobec siebie skorzystać z prawa łaski. Faktem pozostaje jednak, że republikanin będzie teraz musiał w coraz większym stopniu dzielić swój czas między udziałem w wiecach wyborczych a obroną na sali sądowej.

Logika przedwyborczych sondaży

Jednak w tej sprawie jest i inna dynamika: polityczna. A ta sprzyja miliarderowi. W styczniu, kiedy nie ciążyły na nim żadne formalne oskarżenia, jego przewaga nad najgroźniejszym rywalem do republikańskiej nominacji, gubernatorem Florydy Ronem DeSantisem, wynosiła ledwie 2 pkt proc. (41 do 39 proc.). Teraz jednak pogłębiła się do 37 pkt proc. (53 do 16 proc.). Dzieje się tak, bo przytłaczająca większość wyborców republikańskich uważa, iż oskarżenia przeciw Trumpowi są motywowane politycznie: nie chodzi w nich o oddanie sprawiedliwości, ale o wykluczenie republikanina z wyścigu o Biały Dom.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Stany Zjednoczone mogą się rozpaść

Były szef FBI (zwolniony przez Trumpa) James Comey uważa jednak, że w ten sposób 45. prezydent jedynie konsoliduje twardy elektorat, ale nie zyskuje nowych zwolenników. Jego zdaniem działa tu prosty mechanizm: ludzie nie chcą się przyznać, że głosując na Trumpa, popierali hochsztaplera. Wolą więc iść w zaparte, trzymając się dotychczasowych przekonań. Zdaniem YouGov w ostatecznej batalii o Biały Dom Joe Biden może liczyć na 44 proc. poparcia, a Donald Trump na 40 proc. To jednak różnica w granicach błędu statystycznego.

W obozie republikańskim można jednak odnotować pewne pęknięcia, gdy idzie o obronę Trumpa. W szczególności Mike Pence, któremu, jak wynika z oskarżenia prokuratora Smitha Trump, zarzucił 6 stycznia 2021 r., że jest „zbyt uczciwy”, bo odmawia uznania wyborów za sfałszowane, oświadczył, że próba łamania konstytucji musi dyskwalifikować każdego kandydata do najwyższego urzędu w państwa. DeSantis zapowiedział zaś, że skończy z „wykorzystywaniem prawa dla forsowania celów partyjnych”.

Od wielu miesięcy Donald Trump jest stałym bywalcem sal sądowych, więc postawione mu w środę zarzuty mogą wydawać się tylko kolejnym punktem na długiej liście oskarżeń o łamanie prawa. Jednak Peter Baker, główny korespondent w Białym Domu „New York Timesa”, wskazuje, że to sprawa zupełnie innego kalibru niż te wcześniejsze. Na miliarderze ciążyło już ukrywanie zapłaty 130 tys. dol. aktorce porno za milczenie w sprawie romansu z republikańskim politykiem oraz wyprowadzenie tajnych dokumentów do letniej rezydencji w Mar-a-Lago na Florydzie.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Niemiecka prasa po słowach Macrona: Kanclerz jak zwykle się waha
Polityka
Elon Musk w Białym Domu? Zaskakująca propozycja Donalda Trumpa
Polityka
Śledztwo po katastrofie helikoptera prezydenta Iranu. Czy był możliwy sabotaż?
Polityka
Dr Małgorzata Bonikowska: Pięć lat pełnych niespodziewanych wyzwań dla KE
Polityka
Sondaż z Wielkiej Brytanii zapowiada klęskę Partii Konserwatywnej
Polityka
Rosja chce wciągnąć Białoruś w wojnę z Ukrainą. Łukaszenko manewruje