Sondaż: Wyborcy chcą debaty, a PiS nie chce rozmawiać

Debata jest podobno jednym z warunków przejrzystości życia publicznego i zrozumienia zasad demokracji. Może dlatego jest w Polsce nieobecna?

Aktualizacja: 17.07.2023 06:03 Publikacja: 16.07.2023 21:00

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk

Foto: PAP/Paweł Topolski, PAP/Marcin Bielecki

Antoni Słonimski szczerze, choć ironicznie, scharakteryzował kiedyś obiektywną trudność, jaką mają niektórzy z debatą publiczną: „Nie lubię wymiany poglądów. Zawsze na tym tracę”. Choć nieświadomie, wielu polskich polityków wzięło sobie tę złośliwość do serca. Liderzy obozu władzy, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, przemawiają głównie we własnym gronie, a jakakolwiek wymiana poglądów nie jest (pewnie z obawy przed stratą) przewidziana.

Wyborcy, także Prawa i Sprawiedliwości, tego nie rozumieją. Jak pokazuje sondaż IBRiS, zgodnie domagają się debaty przed wyborami. Wynika to zapewne z wiary we własnych przywódców. „Już on im powie, jak ich spotka” – myślą naiwnie i niecierpliwie czekają, aż Jarosław Kaczyński zmiecie z powierzchni ziemi Donalda Tuska.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy chcą debaty liderów partii przed wyborami

Debata przełamuje medialny monopol PiS w mediach narodowych

Nic takiego jednak nie nastąpi. Od kilku lat PiS nie rozmawia z przeciwnikami, a jeśli już dochodzi do jakichś konsultacji, to wstydliwie, po cichu i za zamkniętymi drzwiami. Przekonała się o tym kiedyś Lewica, przekonali się ostatnio ludowcy, gdy udali się na rozmowy z premierem w KPRM. PiS nie chce bowiem mącić w głowie swoim wyborcom i pozwolić, by w ich umysłach zasiane zostało ziarno wątpliwości. Bo gdyby jakieś rozmowy czy debaty zaczęły być prowadzone, to mogłoby znaczyć, że rozmówca nie jest agentem Berlina i Moskwy, tylko zwyczajnym przeciwnikiem politycznym. A skoro tak, to ma zdolność honorową i może coś na wymianie poglądów ugrać. Lepiej się więc nie narażać, uznać, że Tusk to zdrajca i udać się na Jasną Górę w towarzystwie ojca Rydzyka. Tu nie istnieje ryzyko straty, bo i do wymiany poglądów nie dochodzi.

Poza tym każda wspólna dyskusja czy debata przełamuje medialny monopol, który PiS z takim trudem i przy nakładzie tak wielkich środków stworzyło sobie w mediach narodowych. Nie po to starannie wygumkowano wszystkich nieprawomyślnych, a resztę na wszelki wypadek poobrażano, żeby teraz nagłaśniać konkurentów poprzez zaszczyt bezpośredniej rozmowy z prezesem. W dodatku zupełnie nie wiadomo, co mogliby powiedzieć i jakie pytanie zadać, więc z punktu widzenia pragmatyki politycznej byłoby to marnowanie cennego czasu antenowego. Teraz jest porządek: Tusk mówi w TVP tylko po niemiecku, i tak ma pozostać.

Czytaj więcej

Niemal 40 proc. Polaków uważa, że wybory w Polsce mogą zostać sfałszowane

Czy opozycja chce debaty?

A opozycja? Tu liczba zwolenników debaty i wymiany rośnie wprost proporcjonalnie do zmniejszania się poparcia w sondażach. Najmniej chętna jest więc Platforma, bo jest liderem i nie ma zamiaru wykłócać się z Hołownią czy Czarzastym o imponderabilia. Dla opozycji byłoby to zresztą fatalne wizerunkowo, a to, co do tej pory się wydarzyło w sprawie wspólnej listy, wystarczy, by sobie wyobrazić, do czego jeszcze mogłoby dojść. Wystarczają więc zastępy internetowych wojsk w mediach społecznościowych i obecny na posterunku Roman Giertych, wspierany przez Tomasza Lisa.

Wygląda na to, że o spełnienie marzenia elektoratu będzie w tej kampanii wyjątkowo trudno. Ale może to dobrze? Fraszka Kazimierza Słomińskiego, odnosząca się do wymiany poglądów, podważa raczej sens debat:

„Czy to jest wada, czy też zaleta, że po wymianie już jakość nie ta?” – pytał rodaków satyryk.

Antoni Słonimski szczerze, choć ironicznie, scharakteryzował kiedyś obiektywną trudność, jaką mają niektórzy z debatą publiczną: „Nie lubię wymiany poglądów. Zawsze na tym tracę”. Choć nieświadomie, wielu polskich polityków wzięło sobie tę złośliwość do serca. Liderzy obozu władzy, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, przemawiają głównie we własnym gronie, a jakakolwiek wymiana poglądów nie jest (pewnie z obawy przed stratą) przewidziana.

Wyborcy, także Prawa i Sprawiedliwości, tego nie rozumieją. Jak pokazuje sondaż IBRiS, zgodnie domagają się debaty przed wyborami. Wynika to zapewne z wiary we własnych przywódców. „Już on im powie, jak ich spotka” – myślą naiwnie i niecierpliwie czekają, aż Jarosław Kaczyński zmiecie z powierzchni ziemi Donalda Tuska.

Pozostało 80% artykułu
Polityka
Łatwiej o asysty honorowe na pogrzeby generałów. PiS oburzone
Polityka
Kto zmobilizuje eurowyborców. Kampania pod znakiem Zielonego Ładu
Polityka
Wybory do PE. Janusz Lewandowski: Kogo ucieszy wygrana eurosceptyków?
Polityka
Taśmy ludzi Zbigniewa Ziobry w prokuraturze. "Z tego już się nie wywiną"
Polityka
Donald Tusk podjął decyzję ws. startu w wyborach prezydenckich. "Może liczyć na moje poparcie"