W niedzielę przez Warszawę i wiele innych miast przeszedł marsz, do którego wzywał Donald Tusk, według organizatorów wzięło w nim udział - tylko w Warszawie - pół miliona ludzi.
Inne źródła, w tym media publiczne i policja, oceniają, że uczestników było 100-150 tys.
Czytaj więcej
Donald Tusk podporządkował sobie całą opozycję, zdominował ją, zwabił ją na marsz przy użyciu moralno-politycznego szantażu z wykorzystaniem części...
Andrzej Dera, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, przyznał, że marsz "zrobił wrażenie" ze względu na frekwencję, ale nie zauważył w jego organizacji nic szczególnego.
- Te marsze organizuje się w określony sposób. Struktury partyjne mają zadanie przywieźć określoną ilość osób, stąd wiele autokarów, wiele osób, klasyka demokracji - stwierdził.
Dodał, że jest to klasyka demokracji, bo takie marsze mają za zadanie mobilizację wyborców, ale w sensie politycznym, przekonania nieprzekonanych, nie mają wielkiego znaczenia. - Takimi marszami nastawienia społecznego się nie zmienia - uważa polityk.
Czytaj więcej
W 2015 roku szliśmy do władzy, ale po coś. Po co idzie dzisiaj opozycja? Jaki jest program gospodarczy PO? Jaki jest program prorodzinny? - pytał w...
Według Dery 7 lat rządów PO-PSL, czas, w którym "Tusk decydował o losach Polaków", były okresem fatalnym, w którym wszystko, co robił Tusk odbywało się kosztem "zwykłych Polaków", a mottem tego czasu było "pieniędzy nie ma i nie będzie".
Zdaniem Andrzeja Dery Donald Tusk nadal nie ma Polakom wiele do zaoferowania, jeśli chodzi o program, więc gra na emocjach, i to negatywnych.
- Jak się nie ma co pokazać pozytywnego, to trzeba gdzieś zintegrować środowisko opozycyjne, tym integratorem jest nienawiść i on tego nie ukrywa - mówił minister. Dodał, że to działanie w "stylu Donalda Tuska", który mówi o jednoczeniu wzbudzając jednocześnie nienawiść.