W przeciwieństwie do tego, co głosił slogan ukuty po przeprowadzce stolicy Niemiec z Bonn, Berlin nie jest już sexy. Stał się symbolem chaosu, konfliktów mieszkaniowych, pogarszającej się komunikacji, nieudolności administracji i wysokiej przestępczości. Wyrazem wszystkich tych plag berlińskich była niedzielna powtórka wyborów do władz miasta będącego jednym z niemieckich landów.
Musiały zostać powtórzone, gdy okazało się, że w czasie głosowania w 2021 r. było za mało urn wyborczych, za mało personelu, wadliwe i nieaktualne karty do głosowania, a w mieście panował chaos komunikacyjny.
Czytaj więcej
Lider skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD) uczcił w poniedziałek 10. rocznicę założenia swojej partii, krytykując wsparcie rządu dla U...
Nie dziwi więc w tych warunkach zwycięstwo opozycyjnej CDU, która utraciła władzę w stolicy ponad dwie dekady temu. Niespodzianką jest jednak bezprecedensowa, 10-proc. przewaga chadeków nad SPD, która stała na czele koalicji rządowych w mieście. Siódmy rok rządzi Berlinem z ugrupowaniem Zielonych oraz z postkomunistami z Die Linke. Wszystko wskazuje na to, że rządzić będzie nadal mimo sromotnej porażki i najgorszego wyniku wyborczego od zjednoczenia miasta i kraju.
Taka jest wstępna decyzja obecnych koalicjantów, którzy zachowali przewagę w parlamencie Berlina.
Problem z demokracją
– To nie jest dobry znak dla demokracji w Niemczech. Mieszkańcy stolicy manifestowali swe niezadowolenie z obecnych władz w licznych sondażach, lecz okazać się może, że to przegrani są zwycięzcami – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Thomas Pogundtke, politolog z uniwersytetu w Düsseldorfie. Teoretycznie CDU z wynikiem 28,2 proc. głosów mogłaby utworzyć większościową koalicję rządową z SPD (18,4 proc.) – jak już bywało – lub z Zielonymi (18,39 proc.). Jednak żadna z tych partii nie bierze tego pod uwagę. Koalicja CDU z prawicowo-populistyczną Alternatywą dla Niemiec (AfD) nie wchodzi w grę. AfD, która obchodziła właśnie dziesiątą rocznicę istnienia, jest nadal pariasem na niemieckiej scenie politycznej. Pozostałe ugrupowania czy to na szczeblu landowym, czy federalnym wykluczają jakąkolwiek współpracę z partią, której radykalni politycy są dalecy od potępienia nazistowskiej przeszłości Niemiec. AfD zyskała w Berlinie 9,1 proc., poprawiając nieznacznie swój dotychczasowy wynik, i rośnie w siłę w całym kraju (już ma 15 proc. poparcia).
Wybory w niemieckich landach nie mają na ogół żadnego wpływu na stabilność rządu federalnego. Dotyczy to też koalicyjnego rządu Olafa Scholza. Pewien niepokój wzbudza jednak notowane od pewnego czasu osłabienie FDP, partnera w koalicji Scholza, który w Berlinie nie przekroczył nawet progu wyborczego.
Stolica po przejściach
Nowe, a w gruncie rzeczy dotychczasowe władze Berlina czeka ogrom zadań. Jak chociażby wyjaśnienie do końca przyczyn ataków na policję i straż pożarną na ulicach miasta w noc sylwestrową, sprowokowanych przez środowiska imigranckie. Berlin jest miastem o największej przestępczości w Niemczech.
Rosnące czynsze wywołują bunt mieszkańców, którzy w referendum zażądali wywłaszczenia największych firm dysponujących tysiącami mieszkań. Władze nie zamierzają tego respektować, zdając sobie sprawę, że pogorszyłoby to jedynie sytuację.
Berlińska biurokracja staje się legendarna. Siedem lat trwała budowa windy dla niepełnosprawnych na jednym z dworców – z powodu dublowania zezwoleń. Na meldunek w mieście czeka się tygodniami, a lata – na zezwolenie na budowę. W szkołach brakuje 20 tys. miejsc, w żłobkach 17 tys. Przy tym wszystkim Berlin jest niemal bankrutem z 66 mld euro długów. Wszystko to wywołuje zaniepokojenie i oburzenie w wielu regionach Niemiec. Berlin to w końcu stolica.