Demonstranci zebrali się w centrum miasta, a następnie głośno przemaszerowali ulicami, wymachując izraelskimi flagami i trzymając transparenty przeciwko Netanjahu.

"Razem z tysiącami niesamowitych demonstrantów wyszliśmy, aby zaprotestować i krzyknąć donośnie: Nasz kraj nie może zostać zniszczony! Będziemy nadal walczyć o naszą demokrację" - napisała na Twitterze Merav Michaeli, liderka izraelskiej Partii Pracy.

Nowy, religijnie konserwatywny gabinet Netanjahu został zaprzysiężony w zeszłym tygodniu, a kilka stanowisk ministerialnych powierzono ultranacjonalistom.

Rząd planuje szeroko zakrojone reformy, od ekspansji osadniczej na okupowanym Zachodnim Brzegu po osłabienie władzy sądowniczej.

Reformy sądowe nowego ministra sprawiedliwości Yariva Levina były głównym zmartwieniem wśród protestujących. Levin chce umożliwić większości w parlamencie uchylanie decyzji Sądu Najwyższego. Levin chce też zmienić skład ciała, które mianuje sędziów.

- Jeśli nie wyjdziemy na ulice, stracimy naszą demokrację - powiedziała agencji dpa Hewi Boem, która brała udział w demonstracji w Tel Awiwie. Powiedziała, że nowy rząd jest przestępczy i skorumpowany. 

Inny uczestnik powiedział, że to dobrze, że tak wielu wyszło na ulice, "ale wciąż jest ich za mało, by zatrzymać ten przestępczy rząd".

Specjalnie zmieniono prawo dla lidera ultraortodoksyjnej partii Szas, Aryeh Deri, aby mógł zostać ministrem spraw wewnętrznych pomimo skazania za przestępstwa podatkowe.

Netanjahu tymczasem jest najdłużej urzędującym przywódcą Izraela. Jest uwikłany w trwające od lat śledztwa dotyczące oszustw, naruszenia zaufania i korupcji.