Demonstrację przeciwko nowelizacji prawa oświatowego, czyli tzw. ustawie lex Czarnek 2.0., zorganizowała przed Pałacem Prezydenckim inicjatywa Wolna Szkoła. Ustawa uchwalona przez Sejm czeka na decyzję prezydenta. Do sprawy odniósł się minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. To prezydent podejmie decyzję, ja mogę mieć tylko nadzieję. Ta ustawa różni się od tej, która została zawetowana w marcu. I okoliczności się różnią. To nie jest ustawa ministra Czarnka, a ustawa poselska. Posłowie PiS przepracowali kilka miesięcy z urzędnikami z kancelarii prezydenta tę ustawę, aby nie budziła wątpliwości - powiedział. Nie mówię, że nie mamy z tym projektem nic wspólnego, ale posłowie z komisji edukacji nauki i młodzieży przepracowali ten projekt z kancelarią prezydenta. Stąd mam powody, aby mieć nadzieję, że pan rezydent tę ustawę podpisze. Jestem blisko pewności, ale pewności nie mam, bo to prezydent podejmuje decyzje - dodał. 

Czytaj więcej

Sejm odrzucił uchwałę Senatu i przewagą jednego głosu przyjął Lex Czarnek 2.0

Czarnek mówił także o rozmowach, które od ponad miesiąca toczą się między ministerstwem, a Związkiem Nauczycielstwa Polskiego. - Cieszę się, że po tym miasteczku, które zorganizowało ZNP we wrześniu-październiku, postulaty, które zostały tam sformułowane, zostały przyniesione przez pana Sławomira Broniarza do Ministerstwa Edukacji i Nauki. Odbyło się spotkanie, w wyniku którego uzgodniliśmy spotkanie ze wszystkimi związkami na 30 listopada. To było spotkanie w atmosferze merytorycznych i konkretnych rozmów - zapewnił polityk. - Zostało jeszcze jedno spotkanie, więc te prace idą do przodu. Cieszę się, że zauważa to też pan prezes, pan przewodniczący Proksa z Solidarności czy też związki zawodowe. Jest bardzo dobra i życzliwa atmosfera - dodał minister i podkreślił, że „myśli, że ona jest spowodowana również tym, że zrobiono wielkie rzeczy, jeśli chodzi o finansowanie oświaty w tych trudnych warunkach budżetowych”.  - Podnieśliśmy o 11 miliardów złotych, to jest więcej niż przez osiem lat rządów PO-PSL. To gigantyczna zwyżka, żeby te wynagrodzenia poszły w górę - zaznaczył. 

Minister edukacji i nauki zapytany został również o to, czy nauczycielom przyznany zostanie dodatek inflacyjny. - Ja rozumiem, że związkowcy się tego domagają, bo taka jest ich rola, żeby dbać o wynagrodzenia nauczycieli. Szkoda, że nie dbali od 2012 to 2015. Przez cztery lata z rzędu było zero procent podwyżek, a nie było wojny ani COVID - stwierdził. - Teraz podnieśliśmy wynagrodzenia rok do roku dla najmniej zarabiających o 35 proc. To, że związki domagają się jeszcze jednorazowego dodatku inflacyjnego, to jest ich praca. Będziemy te postulaty rozpatrywać w miarę możliwości w przyszłym roku. Musimy być ostrożni, bo jesteśmy na wojnie, ta wojna jest militarnie na Ukrainie, ale gospodarczo i ekonomicznie przede wszystkim w Polsce - podkreślił. 

Czytaj więcej

Ogromna premia dla piłkarzy? Rzecznik rządu: Premier proponował specjalny fundusz

Polityk odniósł się także do informacji na temat tego, że piłkarze z reprezentacji Polski mieli otrzymać 30 mln zł nagrody za wyjście z grupy na Mistrzostwach Świata w Katarze. - Jeśli chodzi o premię dla reprezentantów Polski w wysokości 30 milionów złotych, to byłbym ogromnie zdziwiony. To jest ogrom pieniędzy, który powinien zostać przeznaczony na rozwój młodzieżowych klubów - powiedział Czarnek. - W moim przekonaniu polscy reprezentanci zasłużyli na pochwały i jesteśmy z nich dumni, ale 30 milionów złotych za wyjście z grupy, to byłby skandal - dodał. - Nie byłem przy rozmowie, cieszę się, że wyjaśnienia są takie, że zwiększymy finansowanie na piłkarskie kluby dziecięce i młodzieżowe. To robimy już, bo ministerstwo edukacji uruchomiło w tym roku program „Poznaj Polskę na sportowo” za 10 milionów złotych. Dzięki temu młodzież uczestniczy w rozmaitych wydarzeniach sportowych. 11 tys. z nich uczestniczyło między innymi w meczu Polska-Chile. To buduje poczucie dumy - zaznaczył minister i wyraził nadzieję, że „te 30 milionów złotych to będzie zwiększenie wysiłków, które już są podejmowane”. - Zwycięstwa zawsze budują większe zainteresowanie konkretną dyscypliną. Gdyby dołożyć 30 milionów złotych, to na pewno rozwój tej dyscypliny byłby szybszy - stwierdził Przemysław Czarnek.