Zwykle elokwentny francuski prezydent tym razem woli milczeć. Niewdzięczne zadanie odrzucenia idei budowy połączenia gazowego przez Pireneje zrzucił na minister ds. transformacji energetycznej Agnes Pannier-Runacher. Ta zaś stwierdziła, że dokończenie projektu 200-kilometrowego konektora MidCat, który połączyłby Hostalric na północ od Barcelony z Barbaira we francuskiej Oksytanii, nie ma sensu, bo inwestycja byłaby nad wyraz droga, a jej dokończenie zajęłoby wiele lat.

– Z tego powodu rzecz jasna MidCat nie może być odpowiedzią na kryzys energetyczny, jaki dotyka Unię po inwazji na Rosję – uznała Francuzka.

Czytaj więcej

Niemcy o zatrzymaniu Nord Stream 1: To bezpodstawne i niezrozumiałe

Jej zdaniem nowy gazociąg jest też sprzeczny z programem Brukseli uwolnienia Unii od kopalnych źródeł energii do 2050 r. W zamian Paryż sugeruje rozbudowę przez Niemcy terminali LNG (gaz skroplony), którymi cenny surowiec byłby dostarczany z Kataru i Ameryki.

Tyle że te argumenty Madryt odrzuca. Zdaniem wicepremier Teresy Ribery dokończenie gazociągu, którego budowa była prowadzona w latach 2013–2019, ale została wstrzymana przez obie strony, zajęłoby osiem–dziewięć miesięcy. Hiszpanie wskazują także, że gdy epoka gazu przejdzie do historii, tą samą rurą będzie można tłoczyć wodór, surowiec jak najbardziej ekologiczny. Gdy zaś idzie o koszty, to zamykają się one kwotą 450 mln euro wobec 11 mld euro, jakie wpompowano w gazociąg Nord Stream 2 o porównywalnej mocy przesyłowej.

Scholz popiera Sáncheza

Bo też nikt w królestwie nie ma złudzeń, jaka jest prawdziwa motywacja Macrona. Jeszcze z inicjatywy generała de Gaulle’a Francja postawiła na energetykę jądrową. Dostarcza ona nie tylko zdecydowaną większość energii elektrycznej w kraju, ale jest też cennym produktem eksportowym. Jednak pod warunkiem, że nie pojawi się konkurencyjna oferta, jak gaz z Półwyspu Iberyjskiego.

Berlin podjął budowę trzech terminali LNG, jednak importowany tędy gaz będzie relatywnie drogi

W ten sposób Hiszpania i Portugalia przez dziesięciolecia musiały się zadowolić statusem „energetycznej wyspy” zasadniczo odciętej od reszty zjednoczonej Europy. W szczególności królestwo mogłoby od razu przesyłać przez Pireneje 60 mld metrów sześciennych gazu rocznie, a więc więcej niż przepustowość Nord Stream 1 (55 mld), do którego całkowitego zamknięcia właśnie się szykuje Putin. Cóż z tego, jeśli VIP Pireneas, jedyny gazociąg łączący dziś Hiszpanię z Francją, jest w stanie przesłać marne 7 mld metrów sześciennych surowca rocznie.

Macronowi blokować Hiszpanów jest jednak coraz trudniej, bo pomysł Sáncheza poparł Olaf Scholz. – Poświęcam teraz wiele czasu temu projektowi. Jego realizacja miałaby kapitalne znaczenie dla rozwiązania naszych problemów – oświadczył w tych dniach kanclerz.

Niemiecka gospodarka, największa w Europie, musi pilnie znaleźć alternatywne do rosyjskich źródła gazu. Owszem, Berlin podjął budowę trzech terminali LNG, jednak importowany tędy gaz będzie relatywnie drogi. Utrzymanie konkurencyjności gospodarki Republiki Federalnej ma też kapitalne znaczenie dla Polski, jednego z głównych poddostawców niemieckiej maszyny eksportowej. W październiku w madryckim pałacu Moncloa Scholz spotka się z Sánchezem na pierwszych konsultacjach międzyrządowych od siedmiu lat. Poza interesami łączą ich też wspólne zapatrywania polityczne: są socjalistami.

Hiszpania zbudowała niezwykły potencjał przesyłu gazu. Królestwo łączy bezpośredni gazociąg (MedGaz) z Algierią. Inna rura, GRE, mogłaby też dostarczać algierski gaz przez Maroko, gdyby nie konflikt dyplomatyczny dzielący oba kraje Maghrebu. Bilbao, Mugardos, Huelva, Kartagena, Sagunto i Barcelona: Hiszpanie zbudowali też sześć terminali LNG, rekord w Unii. Są one w stanie przyjąć jedną trzecią gazu skroplonego Unii.

Hub energetyczny

Do tego dochodzi oferta Portugalii. Co prawda ma ona tylko jeden terminal LNG, jednak Amerykanie widzą w atlantyckim porcie Sines bramę dla amerykańskiego gazu skroplonego. Antonio Costa, również socjalistyczny portugalski premier, gorąco wspiera więc współpracę Sáncheza i Scholza. Liczy także, że Półwysep Iberyjski w przyszłości przekształci się w hub energetyczny dla Europy, odbierając tę intratną rolę Niemcom, ale także Francji. Projekt znalazł też poparcie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Hiszpanie chcą, aby został uznany za inwestycję o znaczeniu unijnym i był sfinansowany przez brukselską centralę. To jednak, co nie jest zaskakujące, nie podoba się Francuzom. Bruksela, która w pierwszych miesiącach wojny w Ukrainie potrafiła działać błyskawicznie, w tej sprawie ociąga się jednak z decyzją.

Determinacja Niemców, Hiszpanów i Portugalczyków jest jednak tak duża, że tym razem opór Francuzów nie do końca będzie skuteczny. A to dlatego, że jest tu plan „B”: budowę znacznie droższego i dłuższego (700 km) gazociągu na dnie Morza Śródziemnego, który połączyłby Barcelonę z włoskim Livorno. Z Włoch gaz mógłby zaś być tłoczony na północ, do Niemiec i szerzej Europy Środkowej. W ten sposób udałoby się ominąć Francję.