Na niedawnym posiedzeniu sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska odniosła się do projektu budżetu kancelarii na przyszły rok. Cytowana przez portal TVN24 powiedziała, że w planie są wydatki w wysokości niemal 714 mln zł, o "23,8 proc. więcej w stosunku do planu bieżącego".

Kaczmarska podała, że na wzrost złożą się wydatki związane ze zmianą kadencji Sejmu (42,5 mln zł) oraz wzrostem wynagrodzeń dla pracowników nieobjętych mnożnikowym systemem wynagrodzeń i wzrostem kwot bazowych dla osób objętych systemem mnożnikowym (wzrost ten ma wynieść 7,8 proc.). Szefowa Kancelarii Sejmu przekazała, że wzrost płac dla urzędników oraz uposażeń i diet dla posłów będzie kosztował 27,6 mln zł. Kaczmarska zaznaczyła, że kancelaria otrzymała z resortu finansów pismo ze wskaźnikami, z których wynika, że składając budżet powinna zaplanować 7,8 proc. podwyżek.

Od kwoty bazowej zależą uposażenia najważniejszych osób w państwie. "Fakt" wyliczył, że jeśli kwota bazowa wzrośnie z 1789,42 zł o 7,8 proc., do 1928,99 zł, to prezydent Andrzej Duda otrzymywałby dodatkowe 2 tys. zł brutto, zaś marszałkowie Sejmu i Senatu, Elżbieta Witek (PiS) i Tomasz Grodzki (KO) otrzymywaliby o 1600 zł brutto więcej. Pensje ministrów wzrosłyby o 1,4 tys. zł (do 19,1 tys.), a wiceministrów - o 1,25 tys. Posłowie i senatorowie otrzymywaliby o tysiąc złotych więcej (13,8 tys. zł).

Czytaj więcej

Dziambor: Wystarczyły 3 lata rządów PiS-u i węgla nie ma

"Finalne rozwiązania dotyczące wynagrodzeń osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe mają zostać przyjęte w najbliższym czasie, w ramach prac nad projektem ustawy budżetowej na 2023 rok" - przekazało "Faktowi" Ministerstwo Finansów. Przed rokiem prezydent Andrzej Duda podpisał rozporządzenie w sprawie podniesienia wynagrodzeń podsekretarzy stanu, na czym skorzystali też parlamentarzyści, wysokość pensji których jest uzależniona od wysokości zarobków wiceministrów.

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki powiedział w TVN24, że formalnie nie otrzymał żadnej informacji w sprawie planowanej podwyżki. - Plotki sejmowe chodzą, ale to jest trochę poza parlamentem, bo to się odbywa na zasadzie regulacji kwot bazowych - zaznaczył. - Mówiąc poważnie, w Senacie - ja osobiście - prezentujemy cały czas stały pogląd: trzeba dać najpierw pieniądze ludziom, a później politykom - zadeklarował Grodzki.

- Jeżeli proponowaliśmy 20 procent podwyżki dla nauczycieli, którzy naprawdę zarabiają fatalne pieniądze, to nazywano nas, że jesteśmy wilkami w owczej skórze, że w ogóle to nieodpowiedzialne i tak dalej. Najpierw dla ludzi, potem dla polityków - mówił marszałek Senatu.

Czytaj więcej

Müller: Są radykałowie w Polsce i Europie, którym zależy na konflikcie ws. KPO

Poseł klubu PiS Tadeusz Cymański (Solidarna Polska) przekonywał w rozmowie z Interią, że chodzi nie o podwyżkę, a o waloryzację. - W tej chwili, niestety, wzrost wynagrodzeń jest niższy niż wzrost cen. Mamy do czynienia z kryzysem i ciężkimi czasami - powiedział. - Sejm nie jest potraktowany ani lepiej, ani gorzej, bo podwyżki będą w całej sferze budżetowej. To nie jest tak, że siebie traktujemy lepiej niż innych. Nie ma tu niczego, co dawałoby podstawy do twierdzeń o szczegółowym, uprzywilejowanym traktowaniu - zaznaczył.

Krytycznie do planowanej podwyżki odniósł się w rozmowie z Wirtualną Polską poseł Lewicy Tomasz Trela. - Jeżeli taka propozycja będzie, cała Lewica będzie głosować przeciwko temu. Dlatego, że kryzys, drożyzna, ludzie nie mogą związać końca z końcem, zastanawiają się, czy kupić lekarstwo, czy jedzenie, czy ubranie. A parlamentarzyści, ministrowie mają dostać podwyżki? Nie. My mówimy stanowcze nie, zdecydowane nie. I będziemy głosować przeciw - oświadczył.