Boris Johnson nie chciał tu siedzieć ani sekundy dłużej niż to absolutnie konieczne. Szef rządu zerwał się z ław Izby Gmin w tej samej chwili, gdy Sajid Javid, były już minister zdrowia, zakończył druzgocące przemówienie, w którym tłumaczył powody swojego odejścia.

– Między lojalnością i integralnością muszę wybrać to drugie. Zbyt wiele razy dałem się uwieść wątpliwościom. Ale zło pochodzi z samej góry. I to się nie zmieni – mówił chwilę wcześniej Javid, wymieniając długą listę kłamstw, jakich się dopuścił Johnson.

We wtorek wieczorem niemal w tej samej chwili (choć to zbieg okoliczności) urząd złożył drugi co do znaczenia członek rządu – minister finansów Rishi Sunak. Zgodnie ze swoim porywczym charakterem Johnson nie dał wtedy za wygraną. Zaczął dzwonić do pozostałych członków swojego gabinetu i gdy przekonał się, że takie filary jego ekipy jak szefowa dyplomacji Liz Truss czy wicepremier Dominic Raab pozostają mu wierni, uzupełnił dwa wakaty. Dotychczasowy minister edukacji Nadhim Zahawi przejął schedę po Sunaku a szef gabinetu Johnsona Steve Barclay został nowym ministrem zdrowia.

Czytaj więcej

Minister zdrowia i kanclerz skarbu odchodzą z rządu Borisa Johnsona

Jeszcze w środę w południe, w trakcie cotygodniowych pytań w Izbie Gmin, Johnson nie tracił animuszu.

– Nie mogę się z nim bardziej nie zgadzać. Koncentrujemy się na obniżeniu podatków, na pomocy dla najbiedniejszych. To nie jest moment na zmianę rządu – odpowiedział na apel o dymisję konserwatywnego deputowanego Davida Davisa.

Jednak z każdą minutą sytuacja Johnsona stawała się coraz bardziej beznadziejna. Do wczesnego popołudnia liczba członków rządów, którzy uznali, że nie będą dłużej z nim współpracować, urosła do 18. I gdy Javid zaczął swoją oskarżycielską mowę, na twarzy premiera malowała się mieszanka rezygnacji i niedowierzania. Zdaniem BBC dymisja polityka, bez którego zapewne nie doszłoby do brexitu, może teraz nastąpić w każdej chwili.

Zawiedzeni brexitem

Bezpośrednim powodem kryzysu rządowego jest postać Chrisa Pinchera, którego Johnson niedawno mianował zastępcą szefa klubu konserwatystów w Izbie Gmin. Gdy kilka dni temu wyszło na jaw, że Pincher w stanie upojenia alkoholowego zaczął na jednej z imprez publicznych łapać za kroczę przynajmniej dwóch deputowanych, Johnson zapewniał, że promując go na ważne stanowisko w partii, nie wiedział, że w przeszłości dopuścił się on podobnych przestępstw na tle seksualnym. Jednak we wtorek okazało się, że w 2019 r. premier został poinformowany, iż Pincher, wówczas wysoki rangą dyplomata, napadał na kolegów. Tylko, jak twierdzi, „o tym zapomniał”.

Skandal wpisuje się w długą już serię podobnych przypadków mijania się z prawdą Johnsona. Zaledwie miesiąc temu w ramach tzw. komitetu 1922 40 proc. konserwatywnych deputowanych głosowało za jego odejściem, gdy okazało się, że wbrew wielokrotnym zapewnieniom uczestniczył w trakcie pandemii w zakrapianych imprezach w siedzibie rządu, gdy resztę kraju obowiązywały ścisłe reguły dystansu społecznego.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Ale nie tylko o integralność szefa rządu tu chodzi. Javid podkreślał, że stawką jest także to, jak będzie w przyszłości postrzegana Partia Konserwatywna. Notowania są dla niej fatalne: zdaniem YouGov oddałoby dziś na nią głos ledwie 32 proc. Brytyjczyków wobec 40 proc., którzy wybraliby Partię Pracy. Najważniejszym tego powodem jest ogromny zawód brexitem. Aż 62 proc. pytanych uważa, że rząd „źle zarządza procesem wyjścia kraju z Unii”, a jedynie 28 proc. jest przeciwnego zdania. Zamiast obiecywanego przez Johnsona powszechnego dobrobytu, poddani Elżbiety II muszą stawić czoła coraz głębszemu załamaniu gospodarki i powszechnej drożyźnie. Nie jest też pewne samo przetrwanie Zjednoczonego Królestwo, skoro tak w Szkocji, jak i w Irlandii Północnej poparcie dla secesjonistów nabiera na sile. Wyborcy nie zapomnieli ponadto, jak premier w kluczowych, pierwszych miesiącach pandemii lekceważył covid, co przekłada się na tysiące dodatkowych zgonów.

Odchodząc od tradycyjnej polityki konserwatystów utrzymania w zdrowiu finansów publicznych, Johnson postawił na uleczenie na krótką metę kondycji państwa. Choć dochody budżetowe załamują się, ogłosił dalsze ograniczenie podatków od dochodów osób fizycznych i odłożył planowane podniesienie podatku od zysku firm. W liście pożegnalnym Sunak zaznaczył, że nie mógł się zgodzić z taką polityką. Jego następca, mówią źródła na Downing Street, jest tu bardziej spolegliwy wobec Johnsona. Pytanie tylko, czy będzie miał czas, aby to wykazać.

Los Thatcher

Zgodnie z obecnymi regułami Komitetu 1922 głosowanie wewnątrz Partii Konserwatywnej nad wotum zaufania do premiera nie może być powtórzone przez rok. Jednak frustracja w szeregach torysów jest tak wielka, że planują oni zmienić te regulacje jeszcze przed początkiem letniej przerwy w pracach parlamentu za dwa tygodnie.

Sposób, w jaki Johnson wyprowadził królestwo z Unii, był oszustwem

Innym sposobem na wymuszenie dymisji Johnsona może być głosowanie w całej Izbie Gmin nad wotum zaufania dla rządu. W środę, występując z inicjatywą w tej sprawie, lider Partii Pracy Keir Starmer uzyskał nadspodziewanie dużo oklasków. – Statek tego rządu tonie. Nic go już nie uratuje – przekonywał.

Nie inaczej sprawy ujął lider Liberalnych Demokratów Ed Davey i stojąca na czele Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon.

Ledwie dwa i pół roku temu Johnson poprowadził torysów do spektakularnego zwycięstwa po części z powodu zmęczenia społeczeństwa brakiem jasnego scenariusza brexitu, a po części z powodu strachu, jaki wzbudzał u wielu wyborców ówczesny lider laburzystów, radykał Jeremy Corbyn. Dziś jednak oba te czynniki zniknęły. Nie tylko Partii Pracy przewodzi niepomiernie bardziej umiarkowany Starmer, ale też okazało się, że sposób, w jaki Johnson wyprowadził królestwo z Unii, w szczególności odnośnie do Irlandii Północnej, było oszustwem. Zdaniem brytyjskich mediów w błąd została tu wprowadzona sama królowa Elżbieta II. Co prawda następne wybory mogą zostać rozpisane dopiero w 2024 r., jednak wielu czołowych konserwatystów kalkuluje, że jeśli teraz nie opuszczą Johnsona, to wraz z nim zostaną zepchnięci wkrótce na polityczną emeryturę. – Brak reakcji na to, co się dzieje, pozostanie w rządzie, to też jest decyzja – mówił, kierując wzrok ku członkom rządu, którzy pozostali z premierem, Javid.

Do tej pory zakładano, że w razie odejścia Johnsona na jego czele stanie szefowa dyplomacji Liz Truss. Pozostając w rządzie, być może popełnia zasadniczy rząd. Tak przynajmniej zapewne kalkuluje Javid, który w przeszłości przegrał starcie o przywództwo partii z Johnsonem.

Los szefa rządu może jednak też przypieczętować tak ogromna presja jego partyjnych kolegów, że odejdzie z własnej inicjatywy. Tak stało się w 1990 r. z Margaret Thatcher. Z tamtej rozgrywki torysi tak naprawdę nie podnieśli się jednak przez kolejne kilkanaście lat.