– W przypadku zajęcia stolicy Rosja będzie się starała jak najszybciej stworzyć własne władze Ukrainy, przede wszystkim po to, by one z kolei formowały kolaboracyjne oddziały – powiedział „Rzeczpospolitej" kijowski analityk wojskowy Konstantin Maszowec.

Ukraiński sztab generalny bowiem jest przekonany, że rosyjskiej armii nie starczy zasobów do okupacji całego kraju, dlatego Kreml będzie kładł nacisk na tworzenie takich formacji jak najszybciej.

Szukając zdrajcy

Tymczasem służby specjalne USA i Wielkiej Brytanii twierdzą, że już obecnie Rosjanie intensywnie próbują werbować wyższych urzędników ukraińskich oraz nawiązywać kontakty z politykami. Londyn wskazał wprost na byłego deputowanego Jewgienija Murajewa. Polityk należał wcześniej do otwarcie prorosyjskiej partii OPZŻ (Opozycyjna Platforma – Za Życie), na której czele stoi kum Putina Wiktor Medwedczuk. Trzy lata temu pokłócił się jednak z nim i założył własne ugrupowanie Nasi. Jednocześnie jest właścicielem kanału telewizyjnego Nasz. Mimo że w zeszłym roku ukraińskie władze zamknęły prorosyjskie telewizje, to jego kanału nie dotknęły represje.

Czytaj więcej

Kreml chce zainstalować w Kijowie prorosyjskiego przywódcę

Za to znalazł się na rosyjskiej liście sanacyjnej, jak sam tłumaczy, z powodu kłótni z Medwedczukiem. Bliski Putinowi polityk załatwił na Kremlu zamrożenie rosyjskich aktywów Murajewa.

– On jest młody, pełen ambicji. Ale obecnie nie ma sensu zastanawiać się, kto będzie ukraińskim Quislingiem. To może być ktokolwiek. Na Krymie, w Donbasie czy Ługańsku rosyjska interwencja wyniosła do władzy ludzi zupełnie nieznanych – przestrzegł w rozmowie z „Rzeczpospolitą" ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko.

Podobnie było w Polsce, gdzie z nadania moskiewskich komunistów władzę w 1944 roku objął „no name" Bolesław Bierut. W Symferopolu władzę zaś w 2014 roku dostał pochodzący z Mołdawii Siergiej Aksionow. Miejscowi Tatarzy twierdzą, że wcześniej zarabiał wymuszaniem haraczu od właścicieli przenośnych toalet na krymskich plażach. Niewiele różnią się od niego „bohaterowie Donbasu" (m.in. Arsen Pawłow „Motorola" czy Michaił Tołstych „Giwi"), którzy przed 2014 rokiem byli drobnymi bandytami.

– Miejscowe elity w rosyjskojęzycznych częściach Ukrainy doskonale wiedzą, że rozpoczęcie wojny będzie dla nich oznaczało duże problemy. Widzieli przecież, co się stało z elitami ukraińskiego Donbasu: wszyscy musieli uciekać, większość na Ukrainę, inni do Rosji. Na miejscu nikt nie został – tłumaczy Fesenko.

Sam Murajew pochodzi z Charkowa, największego na Ukrainie rosyjskojęzycznego miasta, w dodatku leżącego 34 km od rosyjskiej granicy. Metropolia była zresztą stolicą radzieckiej Ukrainy do 1934 roku i dlatego w samej Rosji długi czas traktowano „rosyjski Charków" jako przeciwwagę dla „nacjonalistycznego Kijowa".

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Plankton rządzi

Poza nim i jego partią na Ukrainie jest wiele „politycznego planktonu", z którym Moskwa może nawiązać kontakty. W samej zaś Moskwie istnieją co najmniej trzy ośrodki, wokół których skupiają się uciekinierzy z Ukrainy. Jeden z nich utworzył były premier z 2014 roku Mykoła Azarow. Murajew przyznaje, że utrzymuje z nim kontakty, a nawet pomógł mu w ucieczce z Ukrainy.

Pod koniec ubiegłego tygodnia w rosyjskiej Dumie odtworzono parlamentarne grupy, które mają zająć się utrzymaniem kontaktów z różnymi krajami. Na czele ukraińskiej stanął dziennikarz, showman i były przedstawiciel koncernu państwowej rosyjskiej telewizji w Kijowie Jewgienij Popow. Dokładnie opisał, z kim będzie szukał kontaktów poza ukraińskim parlamentem. – W lokalnych radach są partie opozycyjne, na przykład Partia Szarija (założona przez mieszkającego na emigracji dziennikarza Andrieja Szarija, na Ukrainie poszukiwanego listem gończym za zdradę – red.), jest OPZŻ, są deputowani, którzy porzucili Platformę czy (rządzącą partię) Sługę Narodu, a mają normalne spojrzenie na życie i Rosję – wyjaśnił.

Jednak wszyscy oni są osobami mało znanymi. Tymczasem w czasie innych swych inwazji Rosja starała się znaleźć w atakowanych krajach znane postacie publiczne, wcześniej niepodejrzewane o sympatie prorosyjskie. Na przykład podczas wojny w Czeczenii na stronę Kremla niespodziewanie przeszedł mufti Achmat Kadyrow, którego syn Ramzan rządzi do dziś.

– Trudno dziś zgadywać, kto mógłby to być u nas – sądzi Fesenko.