W środę opozycja zgłosiła wniosek o odrzucenie w pierwszym czytaniu projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii. Głosowanie w tej sprawie przeprowadzono w czwartek po południu.

Udział w głosowaniu wzięło 433 posłów. Za przyjęciem wniosku były 204 osoby, przeciw - 205. 24 posłów wstrzymało się od głosu, 27 - nie głosowało.

Wniosek o odrzucenie projektu poparło 2 posłów PiS (Tadeusz Cymański i Elżbieta Duda), 118 z Koalicji Obywatelskiej, 46 z Lewicy, 17 z Koalicji Polskiej, 5 z Konfederacji, 8 z Polski 2050, 4 z Porozumienia, 3 z Polskich Spraw oraz Ryszard Galla (mniejszość niemiecka).

Za dalszym procedowaniem projektu opowiedziała się większość klubu PiS (197 osób), trzech posłów Konfederacji, trzech z Kukiz'15 oraz niezrzeszeni Łukasz Mejza i Zbigniew Ajchler.

Gill-Piątek: Jestem wściekła

Opozycja przegrała głosowanie jednym głosem. "Jestem wściekła" - skomentowała w mediach społecznościowych Hanna Gill-Piątek (Polska 2050).

Czytaj więcej

Władza ćwiczy spójność. Zjednoczona Prawica wciąż z większością w Sejmie

"Jednym głosem (204:205) przepadł nasz wniosek wysadzający w kosmos Polski Inst. Demografii i Rodziny, bo nawaliła frekwencja na opozycji. Pozostaje mi podziękować Tadeuszowi Cymańskiemu i Elżbiecie Dudzie za poparcie, a 19 posłom PiS za wstrzymanie się" - dodała.

W głosowaniu nie wzięło udziału m.in. ośmioro posłów klubu Koalicji Obywatelskiej. Pytany o sprawę w TVN24 wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski powiedział, że "w tego typu momentach trzeba się stawiać w Sejmie i wszyscy w Sejmie powinni być".

- Nie wiem, dlaczego ósemki moich koleżanek i kolegów nie było. Mam nadzieję, że ta nieobecność jest usprawiedliwiona - dodał.

"Opozycja w Sejmie już nic pozytywnego nie przeprowadzi"

Prezydent Warszawy mówił, że "głosowań jest mnóstwo, takie rzeczy się zdarzają". - Niestety, czasami posłowie są w szpitalu, są niedysponowani. Nie znam przypadku tej ósemki, której akurat nie było. Olbrzymia większość posłów Koalicji Obywatelskiej jest zdyscyplinowana - przekonywał dodając, że w przypadku ważnych głosowań "potrzebna jest pełna obecność" posłów, ponieważ obecna sejmowa większość rządząca "jest bardzo krucha".

Czytaj więcej

Budka o PO: Tak, jesteśmy antyPiS-em, ale mamy też konkretne rozwiązania

Do sprawy odniósł się też były szef BBN Stanisław Koziej. "Można załamać się taką nieodpowiedzialnością i takim lekceważeniem obowiązków" - napisał na Twitterze. Ocenił, że "opozycja w Sejmie już nic pozytywnego nie przeprowadzi". "Dlatego należy wręcz pokazowo powyrzucać z klubów opozycyjnych wszystkich nieodpowiedzialnych, lekceważących sobie obowiązki posłów" - stwierdził Koziej.

Zandberg: Liberalni liderzy opinii rzucili się rozszarpywać swoich posłów

Inny pogląd wyraził Adrian Zandberg (partia Razem), który głosował za odrzuceniem projektu o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii. "Widzę, że liberalni liderzy opinii rzucili się rozszarpywać swoich posłów" - napisał w mediach społecznościowych, odnosząc się do burzy, która wybuchła po opublikowaniu wyniku głosowania.

"Posłowie - to może Państwa zaskoczyć - to także ludzie. Jedna z posłanek liberalnych siedzi w szpitalu przy swoim chorym dzieciaku. Ludzie, którzy mają pretensję, że nie było jej w związku z tym w Sejmie, powinni stuknąć się w głowę. Mocno" - podkreślił Zandberg. Poseł klubu Lewicy zwrócił uwagę, że marszałek Sejmu nie zwołała posiedzenia w trybie umożliwiającym głosowanie zdalne.

Posłanki twierdzą, że głosowały

Wśród deputowanych Koalicji Obywatelskiej, którzy nie zagłosowali, była Iwona Hartwich. "Szanowni Państwo. Uprzejmie informuję, że uczestniczyłam w tym głosowaniu. System nie zadziałał" - oświadczyła na Twitterze. Przekazała, że wystosowała marszałek Elżbiety Witek "odpowiednie pismo w tej sprawie". "Jestem ostatnią osobą, która poparłaby ten haniebny projekt Pana Wróblewskiego" - dodała, odnosząc się do projektu o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii.

Z kolei posłanka Bożena Żelazowska (PSL) zamieściła w mediach społecznościowych fotografię pisma skierowanego przez siebie do marszałek Sejmu. W dokumencie posłanka oświadczyła, że głosowała za odrzuceniem projektu, "natomiast przy wyświetleniu wyniku głosowania" pojawiła się informacja, że nie brała udziału w głosowaniu. Żelazowska oświadczyła, że brała udział we wszystkich czwartkowych głosowaniach.

Zgodnie z projektem ustawy, Instytut Rodziny i Demografii miałby zajmować się m.in. zbieraniem danych dotyczących procesów demograficznych oraz formułowaniem wniosków dotyczących polityki rodzinnej. Roczny budżet instytucji miałby wynosić ok. 30 mln zł, a kadencja prezesa miałaby trwać 7 lat.