Premiera Mateusz Morawiecki zorganizował w czwartek konferencję prasową na budowie trasy S7 w gminie Książ Wielki. Obecni na miejscu dziennikarze pytali m.in. o aktualną sytuację na granicy z Białorusią.

- Działamy ramię w ramię z prezydentem w obszarze dyplomatycznym, aby zmniejszać napięcia, zmniejszać dopływ nowych migrantów, by doprowadzić do ruchu odwrotnego. By migranci, którzy przyjechali na Białoruś, zwrócili z powrotem. Dziś rozmawiałem z premierem Iraku i kilkoma innymi premierami, wczoraj z kanclerz Merkel. Trzeba mieć świadomość tego, że wszelkie rozmowy bezpośrednie z panem Łukaszenką są mu na rękę, bo legitymizują jego reżim - powiedział. 

- Podkreślamy to z całą mocą, że byliśmy gotowi do przekazania niejednego transportu humanitarnego, przesłaliśmy nasze konwoje i nasze noty dyplomatyczne. Niestety odbijały się grochem o ścianę. Nie mogliśmy pomóc mieszkańcom Bliskiego Wschodu, którzy zostali użyci jak żywa tarcza przez reżim Łukaszenki, po to by destabilizować sytuację w całej Europie. Wczorajszy głos przyszłego prawdopodobnie kanclerza Niemiec Olafa Scholza, który bardzo jednoznacznie wspiera nasze stanowisko, daje dodatkową nadzieję, że ta solidarność krajów europejskich, która została zbudowana dzięki prezydentowi Andrzejowi Dudzie, dzięki działaniom naszej dyplomacji, że ona się utrzyma - dodał.

Czytaj więcej

Polska może zamknąć przejście kolejowe w Kuźnicy. Służby czekają na odpowiedź Białorusi

Morawiecki przekazał, że trwający kryzys "został sztucznie wywołany przez reżim Łukaszenki". - Jesteśmy twardzi i zdecydowani. Będziemy pomagać naszym sojusznikom litewskim. Wczoraj rozmawiałem z panią premier Litwy również na temat sytuacji na granicy litewsko-białoruskiej. Na pewno nie złamiemy się, nie załamiemy się. Będziemy używali wszelkich koniecznych działań po stronie dyplomatycznej po to, aby skłonić migrantów zwabionych do białoruskiej pułapki, do powrotu do domu - zapewniał premier.

- Dziś rozmawiałem także z premierem regionu kurdyjskiego w Iraku. Podkreślał jak sztucznie generowany jest ruch migracyjny na Białoruś. Potwierdzał, że jesteśmy nie tyle świadkami kryzysu migracyjnego, co kryzysu politycznego wywołanego przez reżim Łukaszenki z jego mocodawcą na Kremlu. To jest jasne dla większości obserwatorów, również dla premierów państw, z którymi rozmawiałem - dodał.

Czytaj więcej

Władimir Putin: Tam są małe dzieci, a oni leją wodę i rzucają granaty gazowe

Premier podsumował również swoją rozmowę z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. - Podkreśliłem, że żadne ustalenia, które mogłyby dotyczyć Polski, nie mogą być uzgadniane bez naszego udziału. Nic o nas bez nas. To jest jasne i to panie kanclerz przyjęła - powiedział Morawiecki.

- Szczegółowych ustaleń dotyczących korytarza humanitarnego, o którym słyszałem dziś z ust rzeczniczki pana Łukaszenki, nie znam, ale przestrzegam przed tym. Jeżeli Niemcy chcieliby podstawić samoloty i transportować kogokolwiek na zachód, to jest to ich prerogatywa, ale przestrzegam przed tym. Każdy taki ruch będzie ośmielał Łukaszenkę i jego mocodawcę do kontynuacji działania. Będzie dawał niepotrzebną nadzieję dla przemytników ludzi na to, że ich działania mogą być skuteczne - dodał.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

- Powinniśmy doprowadzić poprzez solidarną politykę, zdecydowaną obronę granicy, do tego, że migranci wrócą do domu. Możemy im w tym pomóc. Możemy sfinansować loty z Białorusi, ale my naszego stanowiska w kwestii sztucznie wywołanego ruchu migracyjnego na pewno nie zmienimy. Będziemy bronić naszej spójności terytorialnej i będziemy zdecydowani - uważa szef rządu.