- Dziś mamy tam coraz więcej służb mundurowych białoruskich, ale też imigranci mają już inną twarz. To są głównie młodzi mężczyźni, stosunkowo agresywni, oni są oczywiście zgromadzeni przez Białorusinów, atakują zasieki na granicy. Z punktu widzenia PiS to sytuacja bardzo dobra, dlatego, że mniej się będzie mówiło o kobietach z dziećmi - opisywał zmianę sytuacji na granicy, Miller.

Czytaj więcej

Radio Swaboda: Białoruś przygotowuje migrantów do szturmu

- Z powodu sytuacji na granicy polsko-białoruskiej nie będzie wojny. Aleksander Łukaszenko próbuje powtórzyć manewr, który udał się innemu dyktatorowi, prezydentowi Turcji, który zarobił na tym dużo pieniędzy. Łukaszenko będzie próbował powtórzyć ten manewr, sprawdzać, na ile może sobie pozwolić - stwierdził Miller nawiązując do porozumienia zawartego przez UE z Ankarą, na mocy którego w zamian za kilka miliardów euro Turcja zobowiązała się zamknąć szlak migracyjny wiodący do Unii Europejskiej przez terytorium tego kraju.

Miller ocenił też, że gdyby władze UE były "bardziej zdecydowane", wówczas konflikt na granicy polsko-białoruskiej można byłoby zakończyć "uderzając w interesy ekonomiczne Łukaszenki i jego przyjaciół".

- Wiadomo jakie pieniądze i skąd pozyskuje Łukaszenko, wiadomo co trzeba zrobić żeby odczuł to bardzo boleśnie. Trzeba wprowadzić sankcje punktowe - mam na myśli transport, import paliw, czyli głównie benzyny i ropy naftowej - dodał były premier.

- Ten konflikt trzeba umiędzynarodowić. Tam się musi pojawić Frontex, Interpol, przedstawiciele NATO. Polska nie może stwarzać wrażenia, że jest w tym konflikcie osamotniona, przeciwnie - przekonywał też Miller. - Dziwię się, że polski rząd nie potrafi tego zrozumieć - dodał.

Od rana 8 listopada polskie władze alarmowały, że rozpoczyna się największa jak dotąd próba sforsowania siłą polskiej granicy, w związku ze zmierzaniem w stronę granicy tysięcy imigrantów. Grupy imigrantów miały być sformowane przez białoruskie władze, choć z pojawiających się później doniesień wynikało, że marsz na granicę był oddolną inicjatywą imigrantów. W poniedziałek po południu doszło do siłowych prób przekroczenia polskiej granicy, udaremnionych jednak przez polskie siły bezpieczeństwa.

Według informacji Radia Białystok z wieczora, 9 listopada, dwie kilkudziesięcioosobowe grupy imigrantów siłowo sforsowały granicę Polski. Informacje te potwierdził szef MON, Mariusz Błaszczak.

W związku z sytuacją w rejonie przygranicznym stan wyjątkowy na swojej granicy z Białorusią wprowadziła, 9 listopada, Litwa.Na granicy Polski z Białorusią od 2 września obowiązuje stan wyjątkowy w związku ze zwiększoną presją migracyjną na granicę Polski na tym jej fragmencie. Presja ma być efektem wojny hybrydowej prowadzonej przez władze Białorusi, które sprowadzają na terytorium swojego kraju imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, a następnie ułatwiają im przedostanie się na granicę z Polską, a także granice z Litwą i Łotwą. Działania te są odpowiedzią reżimu w Mińsku na sankcje nałożone na Białoruś przez UE.

Autopromocja
Już w środę. Tylko w prenumeracie rocznej

Poradnik specjalny: Polski Ład - jak rozliczyć się z fiskusem

Zaprenumeruj

W związku z sytuacją na granicy rząd podjął decyzję o budowie wysokiej na 5,5 metra zapory na granicy. Zapora ma powstać do połowy 2022 roku. 12 listopada decyzję o budowie ogrodzenia na granicy z Białorusią podjęła Łotwa. Z kolei Ukraina, w związku z kryzysem migracyjnym, skierowała na swoją granicę z Białorusią 8,5 tysiąca dodatkowych żołnierzy i funkcjonariuszy straży granicznej.Polski rząd podjął też działania dyplomatyczne w krajach, z których pochodzą imigranci docierający do Polski. W ich wyniku m.in. w Iraku zamknięto konsulaty Białorusi w Bagdadzie i Irbilu. Ponadto po rozmowach prowadzonych ze stroną turecką, wobec groźby unijnych sankcji, którymi mogłyby zostać objęte linie lotnicze Turkish Airlines, biletów na samoloty latające z tureckich lotnisk do Mińska, nie tylko linii Turkish Airlines, ale i białoruskiej Belavii, nie mogą już kupować obywatele Iraku, Syrii i Jemenu.