Parytet kobiet w niemieckiej polityce znajdzie spektakularny wyraz w wyborze kandydatki na stanowisko drugiej osoby w państwie, czyli przewodniczącej Bundestagu. Będzie trzecią kobietą kierującą parlamentem w historii RFN. Stanowisko obejmie 53-letnia Bärbel Bas z lewego skrzydła SPD, co dało nowy impuls medialnej debacie o umacnianiu się lewicy w partii przyszłego kanclerza Olafa Scholza.

Bas otrzymała właśnie nominację własnej partii. Wybór będzie formalnością. Dla socjaldemokratycznej SPD nie była to łatwa decyzja i początkowo zanosiło się na to, że szefem Bundestagu może zostać dotychczasowy szef frakcji SPD Rolf Mützenich. Oznaczałoby to jednak, że trzy najważniejsze urzędy w RFN, czyli prezydenta, szefa Bundestagu oraz kanclerza, sprawować będą mężczyźni. Wywodzący się w dodatku z jednego ugrupowania politycznego.

Problem po erze Merkel

Przeciwko temu wystąpiła grupa posłanek SPD, argumentując, że w przypadku wyboru Mützenicha na przewodniczącego Bundestagu trzeba będzie zastanowić się poważnie nad powierzeniem kobiecie stanowiska prezydenta RFN. Wyboru głowy państwa dokonuje Zgromadzenie Federalne, na którego skład wpływ ma szef rządu, i dlatego bunt posłanek SPD mógł wywołać napięcia na szczytach władzy. Tym bardziej, że prezydent Frank-Walter Steinmeier, którego kadencja upływa z początkiem przyszłego roku, sygnalizował od dawna, że jest zainteresowany drugą.

Czytaj więcej

Przywódcy koalicjantów (od lewej szef FDP Christian Lindner oraz Robert Habeck i Annalena Baerbock z
Ostrożny skręt w lewo. Nowa koalicja w Niemczech na ostatniej prostej

– Gdyby przewodniczącą Bundestagu nie została posłanka SPD, Zieloni zgłosiliby zapewne pretensje do powierzenia swej kandydatce fotela prezydenta – mówi „Rzeczpospolitej" berliński obserwator sceny politycznej.

Takie jest tło nominacji Bärbel Bas, dotychczasowej zastępczyni szefa frakcji parlamentarnej SPD. Jest specjalistką w dziedzinie ochrony zdrowia i jedną z 255 kobiet w Bundestagu liczącym 735 deputowanych, czyli stanowią tam 34,7 proc. W samej frakcji SPD kobiety są w 42-procentowej mniejszości. Ale we frakcji Zielonych stanowią większość (58 proc.), podobnie jak w postkomunistycznym ugrupowaniu Lewica ( 54 proc.). Dla porównania we frakcjach CDU/CDU oraz FDP kobiet jest jedna czwarta, a u prawicowych populistów z AfD zaledwie jedna szósta.

Walka o parytet trwa

Cała sprawa z wyborem pani Bas jest przykładem znaczenia, jakie przykłada się w Niemczech do parytetu płci. Bundestag uchwalił w ostatnich latach dwie ustawy zmuszające niemieckie firmy do zwiększenia udziału kobiet w gremiach kierowniczych.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

W wyniku pierwszej ustawy sprzed sześciu lat udział kobiet w radach nadzorczych firm z indeksu giełdowego DAX wzrósł do niemal 36 proc., a w zarządach – do prawie 18 proc. Dotyczy to także firm, których gremia kierownicze składają się z przedstawicieli pracobiorców.

Druga ustawa, która weszła w życie w sierpniu, zobowiązuje 2 tys. firm do składnia rządowi sprawozdań dotyczących liczby kobiet w kierownictwie. W razie ich nieuzasadnionego braku grożą kary finansowe.

W polityce takie zasady nie obowiązują, chociaż organizacje kobiece złożyły w tej sprawie skargę do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (BVerfG). Dotyczyła odmowy zajęcia się przez Bundestag sprawą parytetu płci, czyli wymogu takiego przemiennego ukształtowania list wyborczych, aby znalazło się na nich tyle samo kobiet co mężczyzn. Bundestag uznał, że byłoby to sprzeczne z niemiecką ustawą zasadniczą.

Sędziowie trybunału nie odnieśli się do tej kwestii, odrzucając skargę jako „niewystarczająco uzasadnioną". Samo powoływanie się na zasadę demokracji trybunał uznał za argument niewłaściwy i ocenił, że nie może być mowy o dążeniu do stworzenia parlamentu jako „odbicia elektoratu w pomniejszonej skali ".

Co ciekawe, w dwóch landach wschodnich, Brandenburgii oraz Turyngii, uchwalono w przeszłości odpowiednie ustawy parytetowe, ale zostały unieważnione przez landowe sądy konstytucyjne.