Wojnicz był prezesem PGZ zaledwie rok (od lutego 2017 do lutego 2018 r.), a także szefem PHO (który wszedł do PGZ). Zdymisjonowano go po zmianie na stanowisku ministra obrony narodowej kiedy Antoniego Macierewicza zastąpił Mariusz Błaszczak.

Wojnicz w dużej mierze zawdzięczał stanowisko Bartłomiejowi Misiewiczowi, który jako szef gabinetu Macierewicza w MON miał wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w spółkach zbrojeniowych (zresztą on sam, gdy został zmuszony do odejścia z resortu, dostał pracę w PGZ jako pełnomocnik zarządu ds. komunikacji w Polskiej Grupie Zbrojeniowej; sprawę ujawniła „Rzeczpospolita” a Misiewicz został za to wyrzucony z PiS).

Jak pisaliśmy Wojnicz początkowo chciał „upchnąć” Misiewicza na zwykłym stanowisku w jednej ze spółek grupy. Wówczas jednak interweniował minister obrony Antoni Macierewicz, stwierdzając, że „to jest jego człowiek i ma pracować w PGZ-ecie”.

Bartłomiej Misiewicz decyzją ministra obrony został wcześniej także członkiem rady nadzorczej PGZ (specjalnie pod niego zniesiono ten wymóg w nowym statucie spółki).  

W MON Błażej Wojnicz ma zastąpić Sebastiana Chwałka - wiceministra MON, który został w ubiegłym tygodniu wiceprezesem PGZ. Odpowiadał za modernizację armii i wojskową służbę zdrowia. Sprawował również nadzór nad spółkami sektora zbrojeniowego.

Co oznacza powrót człowieka Macierewicza do strefy wpływów w rządzie i kontrolą polskiej zbrojeniówki? - Że wieści o śmierci Macierewicza w partii były mocno przesadzone - mówi żartem nasz informator ze zbrojeniówki.

Wojnicz z wykształcenia jest prawnikiem.