Danuta N., zastępca szefa Urzędu Skarbowego Warszawa-Wola, miała sfałszować dwa dokumenty kluczowe dla losów podatnika Pawła Piskorskiego.

Dzięki temu fiskus zrezygnował z badania kontrowersyjnego zaświadczenia posła o jego wygranej w gdyńskim kasynie Jackpol w 1992 roku – 4 mld 950 mln starych złotych (teraz to ok.

500 tys. zł). Dziś wiadomo, że Piskorski nie mógł wygrać takiej sumy: musiałby 138 razy rozbić bank.

[srodtytul]Dwa dokumenty[/srodtytul]

Warszawska prokuratura od dwóch lat bada legalność majątku szefa Stronnictwa Demokratycznego i byłego europosła. Odkrywa nieznane fakty, które rzucają światło na sposób, w jaki fiskus „kontrolował” majątek polityka.

9 listopada śledczy postawili zarzuty Danucie N. – Jest podejrzana o to, że w 2001 r., działając wspólnie i w porozumieniu z podwładną Janiną L., podrobiła dokumenty wykorzystywane w toku skarbowego postępowania wyjaśniającego, w którym badano pochodzenie majątku jednego z podatników – mówi „Rz” Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – W rezultacie fałszerstwa urząd skarbowy zakończył postępowanie wobec tego podatnika wynikiem negatywnym.

Podatnik, o którym tak ostrożnie wypowiada się prokuratura, to właśnie Piskorski. Kiedy skarbówka sprawdzała, czy jego majątek ma pokrycie w legalnych dochodach, urzędnicy poprosili go o dokumenty. Przedstawił m.in. wspomniane zaświadczenie z kasyna Jackpol.

Urzędnicy powinni dokument zbadać, by wiedzieć, czy wygrana istotnie miała miejsce. Ale tego nie zrobili. Jak sprawdzali polityka?

Danuta N. – jak twierdzą śledczy – poleciła swojej pracownicy Janinie L. wypisać tak zwaną kwalifikację negatywną do sprawy. – Oznaczało to, że nie ma podstaw podejrzewać, iż podatnik ma nielegalne dochody, i nie ma podstaw do zlecenia kontroli – tłumaczy „Rz” jeden ze śledczych. Poza tym Danuta N. miała polecić podwładnej podrobienie podpisu jednej z pracownic na innym dokumencie.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Efekt był taki, że skarbówka nie zbadała zaświadczenia o wygranej, choć powinno ono wzbudzić jej wątpliwości ze względu na wysoką kwotę.

– Pani N. do końca miesiąca jest na zwolnieniu lekarskim – usłyszeliśmy w Urzędzie Skarbowym Warszawa-Wola.

N. nie przyznała się do zarzutu, ale Janina L. (zarzut usłyszała na początku roku) poszła na współpracę i zrelacjonowała przebieg wydarzeń. To w dużej mierze dzięki niej prokuratura ustaliła fakty.

[srodtytul]Wygranej nie było[/srodtytul]

Dziś nie ma wątpliwości, że zaświadczenie Piskorskiego o wygranej to fałszywka. – Wszyscy świadkowie wykluczyli fakt takiej wygranej – mówił „Rz” w lipcu Mateusz Martyniuk.

Dyrektor Jackpolu zeznał, że kasyno nigdy nie wystawiło takiego zaświadczenia. Jego śladu nie ma w dokumentach.

Zarówno on, jak i krupierzy stwierdzili, że prawie 5 miliardów starych złotych – jak przedstawiał to Piskorski – nie można było zdobyć. Dlaczego? Bo trzeba byłoby wygrać z rzędu 138 gier. I to przy założeniu, że za każdym razem obstawia się maksymalną stawkę i za każdym razem rozbija bank – zeznał szef kasyna.

To, że zaświadczenie o wygranej to fałszywka, prokuratura ustaliła niedawno. Z powodu przedawnienia musiała sprawę umorzyć. Także teraz, chociaż wyszły na jaw nowe fakty, politykowi nic nie grozi – jest za późno na stawianie zarzutów.

Czym kierowała się Danuta N., podejmując korzystną dla niego decyzję? Nie wiadomo. Nie ma dowodów, że za jej zachowaniem mogła stać np. korupcja.

Legalność majątku Piskorskiego zaczęto badać w ramach dużego śledztwa dotyczącego gangu pruszkowskiego dopiero w 2006 r. Nieco wcześniej od warszawskiego polityka związanego z mafią Bogdana Tyszkiewicza śledczy dowiedzieli się o kontrowersyjnej wygranej i otrzymali z urzędu skarbowego kopię zaświadczenia, które przedstawił Piskorski. Jego zdaniem – jak wielokrotnie mówił – cała sprawa ma polityczne tło.