– Premierowi brakuje twardej ręki Grzegorza Schetyny – mówi jeden z polityków PO. – Zabrakło w jego otoczeniu osoby, która dyscyplinowałaby ministrów i spinała prace rządu. Wygląda na to, że wiele rzeczy się tam teraz rozłazi.
Według rozmówcy „Rz” po odejściu wicepremiera resorty mają kłopoty ze współpracą. I tłumaczy: – Schetyna był bardziej wicepremierem niż szefem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W razie kłopotów z porozumieniem między resortami umiał pogrozić i przycisnąć ministrów.
Schetyna odszedł z rządu w czasie rekonstrukcji gabinetu Donalda Tuska po ujawnieniu przez „Rz” afery hazardowej.
7 października opuścił fotel wicepremiera i szefa MSWiA, by dwa dni później zostać przewodniczącym Klubu PO.
[srodtytul]Spotkania mobilizujące[/srodtytul]
Schetyna w rządzie często organizował spotkania z szefami resortów. – Rozmawiał z ministrami, m.in. zdrowia, infrastruktury, środowiska, finansów – opowiada osoba z otoczenia byłego wicepremiera. – Pilnował terminów przygotowywania ustaw, organizował spotkania mobilizujące. Nic dziwnego, że teraz premier odczuwa brak takiej osoby.
Obecność Schetyny w Klubie Platformy odczuli za to posłowie i senatorowie PO. Przyznają, że od kiedy były wicepremier został szefem klubu, mają więcej pracy. Jest też większy rygor.
– Schetyna jest znany ze zdolności organizacyjnych i wymuszania dyscypliny. W klubie odczuwamy mobilizację – mówi „Rz” wiceszef Klubu PO Sławomir Rybicki.
Schetyna wydał bowiem nowe dyspozycje rzecznikowi klubowej dyscypliny Mirosławie Nykiel. Musi ona nie tylko monitorować, jak posłowie głosują na posiedzeniach plenarnych w sprawach objętych dyscypliną, ale i sprawdzać, czy przychodzą na spotkania sejmowych komisji. – Zdarzało się, że przegrywaliśmy głosowanie w komisji, bo zabrakło naszych posłów. Potem trudno taką ustawę wyprostować na posiedzeniu plenarnym – wyjaśnia Nykiel.
Teraz, jeśli jakiś parlamentarzysta wie, że nie będzie mógł uczestniczyć w spotkaniu komisji, musi wcześniej to zgłosić. I uzasadnić. A jeśli w jednym czasie odbywają się posiedzenia dwóch komisji, których jest członkiem, powinien się skontaktować z prezydium klubu, by ustalić, która jest ważniejsza.
– Mieliśmy spotkanie mobilizujące z naszymi przedstawicielami w prezydiach komisji – mówi Rybicki. – Mają pilnować frekwencji, zwłaszcza podczas najważniejszych głosowań.
[srodtytul]Rozmowy wychowawcze[/srodtytul]
Dlatego Nykiel w ramach pilnowania dyscypliny nie tylko przegląda listy obecności, ale pyta o frekwencję szefów komisji z PO. – Czasem poseł podpisze się na liście, a zaraz po rozpoczęciu obrad znika. Inny odbierze telefon, wyjdzie na korytarz, a w tym czasie jest jakieś ważne głosowanie. Teraz o takich problemach przewodniczący i wiceprzewodniczący komisji powinni mnie informować – mówi Nykiel.
Posłów, którzy na spotkania komisji nie chodzą, czekają kary: pisemna nagana lub upomnienie, w najgorszym wypadku kara finansowa (zgodnie z regulaminem klubu nie powinna przekroczyć 1000 zł). Czasem jednak wystarczy rozmowa wychowawcza.
Nad dyscypliną czuwa też jeden z wiceprzewodniczących klubu Waldy Dzikowski. Schetyna ściśle rozdzielił bowiem obowiązki między swych zastępców. – Stara się też zaangażować do pracy posłów. Trudniej się teraz ukryć tym, którzy nie palą się do pracy – mówi nam jeden z nich. Od czasu wyboru nowego przewodniczącego zwiększyła się też frekwencja na posiedzeniach klubu. – Wcześniej zdarzało się, że było tylko 40 proc. członków. Teraz sięga ona 80 proc. – mówi Nykiel. – Ale tu nie stosujemy żadnych dodatkowych restrykcji. Myślę, że na posłów mobilizująco wpływa sama osoba przewodniczącego.