Wenezuela pogrążyła się w politycznym chaosie w zeszłym tygodniu po tym, jak Stany Zjednoczone uznały Juana Guaido, lidera opozycji, za tymczasowego prezydenta. Moskwa konsekwentnie wspiera tymczasem Maduro.

W czwartek USA wezwały wszystkie kraje europejskie do uznania Guaido za prezydenta, ale Nicolas Maduro odpowiedział "imperialistom", że muszą poczekać na nowe wybory w 2025 roku.

- Jestem gotów zasiąść przy stole negocjacyjnym z opozycją, abyśmy porozmawiali z korzyścią dla Wenezueli, ze ze względu na pokój i przyszłość kraju - powiedział Maduro, cytowany przez rosyjską agencję RIA.

Lider opozycji Juan Guaido wezwał natomiast mieszkańców Wenezueli do udziału w "największym marszu w historii Wenezueli". Ma być to kolejna próba wywarcia nacisku na prezydenta Nicolasa Maduro w celu ogłoszenia przedterminowych wyborów.

W rozmowie z argentyńskim dziennikiem "Clarin" Guaido powiedział, że nie chciałby, by w jego kraju interweniowały obce wojska. Liczy na to, że do takiej interwencji nigdy nie dojdzie.

Jednocześnie zaapelował do wojsk w swoim kraju. "Nie chcemy, aby popierali jakąś partię polityczną, jakiś sektor (...) Lub też aby się podzielili, żeby doszło między nimi do starcia lub aby przygotowali zamach stanu" - powiedział.