To kolejny przełom w Sudanie, pogrążonym w chaosie 40-milionowym kraju w północno-wschodniej Afryce. Najprawdopodobniej pozwoli uniknąć wojny domowej. Pytanie jednak, czy opozycja może ufać juncie, która od obalenia dyktatora Omara Baszira, co stało się ledwie dwa miesiące temu, już nieraz próbowała ją ograć i krwawo tłumiła kolejne protesty.

- Jestem trochę sceptyczny. Nadzieję pokładam w tym, że porozumienie wynegocjowały siły zewnętrzne, Unia Afrykańska i nasz sąsiad Etiopia, i cieszy się ono poparciem społeczności międzynarodowej - mówi "Rzeczpospolitej" Nagmeldin Karamalla, sudański analityk, mieszkający w Polsce i organizujący tu wiece na rzecz demokracji w swojej ojczyźnie.

Jego zdaniem za długi jest okres przejściowy w dochodzeniu do normalnych wyborów. Dużo może się stać przez przewidziane w porozumieniu trzy lata lub - jak dodał ostrożnie przedstawiający je w piątek rano mediator z Unii Afrykańskiej Mohamed Hasan Lebat. - "ciut więcej niż trzy lata".

Przez pierwszą część tego okresu, w nowej radzie rządzącej krajem najwięcej do powiedzenia mają mieć nadal wojskowi. Przez następne półtora roku - cywile.

Jak mają wyglądać władze tymczasowe? Szczegóły przedstawił portal "Sudan Tribune", redagowany przez sudańskich emigrantów politycznych w Europie.

Ma to być rada, składająca się z jedenastu osób. Pięć wyznaczą generałowie, pięć negocjująca z nimi koalicja opozycji pod nazwą Siły na rzecz Wolności i Zmian. Obie strony wybiorą jedenastego członka - "niezależnego cywila". Jeden z generałów zostanie przewodniczącym - zdaniem "Sudan Tribune" na 21 miesięcy. A po tym okresie, już na 18 miesięcy, zastąpi go przedstawiciel Sił na rzecz Wolności i Zmian. Oznacza to, że to "ciut więcej" niż trzy lata, oznacza trzy lata i trzy miesiące przygotowań do demokracji. Wybory powszechne mają się odbyć w 2022 roku. Do tego czasu ma rządzić gabinet technokratów.

Nagmeldin Karamalla przypuszcza, że teraz przewodniczącym zostanie gen. Abd al-Fatah al-Burhan, czyli dowódca junty. To i tak byłoby niezłe rozwiązanie, bo znacznie trudniejszy do zaakceptowania jest jego zastępca gen. Mohamed Hamdan Dagalo, zwany Hamedti. Ma pod sobą kilkadziesiąt tysięcy oddanych ludzi, w tym odpowiedzialnych za rozpoczęte kilkanaście lat temu ludobójstwo w prowincji Darfur dżandżawidów.

To jego ludzie są podejrzewani także o dokonanie masakry miesiąc temu na protestujących pod Ministerstwem Obrony w stolicy, Chartumie. Zginęło wówczas ponad stu uczestników strajku okupacyjnego. Było to najkrwawsze wydarzenie od obalenia 11 kwietnia Omara Baszira. Junta, która przejęła po nim władzę - oficjalnie zwana Tymczasową Radą Wojskowa - miała się dogadać z partiami opozycyjnymi w sprawie przyszłości kraju, ale rozmowy po masakrze 3 czerwca zostały zerwane.

Koalicja opozycji Siły na rzecz Wolności i Zmian, która zawarła porozumienie z juntą, reprezentuje znaczną część przeciwników obalonego dyktatora i jego generałów, ale nie wszystkich. Czy najzatwardzialsi uczestnicy protestów zaakceptują umowę? - Spróbujemy, choć będzie to trudne, ich przekonać, że to doprowadzi do sukcesu - powiedział brytyjskiej BBC Sidik Jusif, przedstawiciel koalicji, sędziwy polityk komunistyczny.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły