Mateusz Morawiecki nie jest w Brukseli osobą nieznaną. Jako wszechpotężny minister ds. gospodarczych regularnie uczestniczył najpierw w radach ministrów ds. konkurencyjności, a potem – w nowej roli ministra finansów – także w radach ministrów finansów.
– Na radach ds. konkurencyjności zdecydowanie się wyróżniał – mówi nam nieoficjalnie przedstawiciel unijnych instytucji. – Inteligentny, wygadany, konkretny, skracający dystans. Robił świetne wrażenie – dodaje nasz rozmówca.
Szczególnie cenią go komisarze z jego dziedziny, czyli zajmujący się gospodarką: Valdis Dombrovskis i Pierre Moscovici. Nie tylko za wrażenie, ale też za konkretne dokonania, w tym przede wszystkim zwiększenie ściągalności VAT.
Komisja Europejska zawsze zwracała uwagę na ogromną dziurę VAT-owską w Polsce, czyli różnicę między potencjalnymi a faktycznymi przychodami z tego podatku. Zapowiedzi rządu jej drastycznego zmniejszenie traktowała sceptycznie, ale teraz docenia dobre rezultaty.
Nasi rozmówcy zwracają też uwagę na obycie Morawieckiego, znajomość języków obcych i komunikatywność, którymi to cechami pozytywnie odróżnia się od swojej poprzedniczki.
Ale po tym, jak dzień po ogłoszeniu zmiany na stanowisku premiera Sejm przegłosował niekorzystne i krytykowane przez Komisję Europejską zmiany w polskim sądownictwie, możliwości Morawieckiego ocieplenia relacji z resztą UE wydają się ograniczone. Z naszych rozmów wynika, że w Brukseli są dwa wizerunki Morawieckiego.
Jeden to technokrata, ceniony przez specjalistów od gospodarki. A drugi to nieodrodny minister rządu PiS, który przez ostatnie lata firmuje łamanie praworządności. – W pierwszej fazie sporu, gdy chodziło o Trybunał Konstytucyjny, Morawiecki w rozmowach w Brukseli obiecywał dialog. Ale do niczego takiego nie doszło, czym zraził do siebie wielu ludzi, w tym Timmermansa – mówi nasze źródło.
Bo albo był nieszczery, albo też jego możliwości wpływania na tę sprawę są zerowe. I nawet jeśli ma lepszy dostęp do Jarosława Kaczyńskiego niż Beata Szydło, to i tak w sprawie sądów albo nie chce, albo nie może nic zrobić. A dziś praworządność, a nie gospodarka, jest kwestią sporną między UE i Polską.