W Polsce crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe różnych pomysłów, kwitnie.
Niedawno kilku młodych Polaków w kilkanaście godzin zebrało za pośrednictwem portalu crowdfundingowego 100 tys. dolarów na komercjalizację projektu maski do snu polifazowego „NeoroOn". Podobną terapię stosowali ponoć m.in. Leonardo da Vinci, Napoleon Bonaparte i Winston Churchill.
Takie zbiórki finansują przeróżne pomysły: wydanie płyty, nakręcenie filmu, wyprawę na Mount Everest. Student lotnictwa i kosmonautyki na Politechnice Rzeszowskiej zbiera na projekt bezzałogowego śmigłowca, a czterech znajomych na naprawę busa, w którym spali podczas wyprawy do Norwegii.
Znany jest też przypadek francuskiego studenta, który dzięki zebranym w ten sposób funduszom, wykorzystując grę słów, uruchomił sprzedaż zapuszkowanego powietrza. Antoine Deblay za jedną puszkę powietrza ze swojej rodzinnej miejscowości Montcuq życzy sobie ponad 5 euro. Podobno nie brakuje chętnych.
Czy takie akcje mają wspólny mianownik?
– Crowdfunding to finansowanie po pierwsze z wykorzystaniem Internetu, a po drugie z tzw. świadczeniem wzajemnym – odpowiada Karol Król, prezes spółki Crowdfunding.pl. – Świadczeniem zwrotnym może być podpisany egzemplarz książki, płyta z filmem, towar wyprodukowany dzięki zbiórce czy możliwość umieszczenia reklamy wpłacającego pieniądze.
– To odróżnia finansowanie społecznościowe od zbiórek publicznych, w których darczyńca wspiera, często szczytny, deklarowany przez organizatora cel, ale nie ma wpływu na wydawanie zebranej kwoty – wyjaśnia.
W crowdfundingu nie można jednak skorzystać ze zwolnienia, do 4902 zł od osób niespokrewnionych, z podatku od spadków i darowizn.
– Konieczność wydania świadczenia zwrotnego oznacza, że w ogóle nie można mówić o darowiźnie. Oznacza to obowiązek rozliczenia przychodu zgodnie z ustawą o PIT – mówi Grzegorz Grochowina, ekspert podatkowy z KPMG.
Karol Król dodaje, że finansowanie społecznościowe często ma formę przedsprzedaży. Specyficznej, bo uzależnionej od wcześniejszego wytworzenia sprzedawanej rzeczy czy usługi, i warunkowanej powodzeniem projektu. To tzw. crowdfunding nieudziałowy. Istnieje i inne rozwiązanie. Wpłacający, przeważnie większe kwoty, uzyskują prawa do udziału w przedsięwzięciu, np. jako wspólnik pomysłodawcy. W tym wypadku także na wpłacającym będą ciążyły obowiązki podatkowe.
– Zależnie od formy prawnej będzie on prowadził działalność gospodarczą lub osiągał opodatkowane przychody z udziału w spółce kapitałowej – tłumaczy Grochowina.
Zbierający zaś musi się rozliczyć z pieniędzy w każdym przypadku.
– Jeśli założeniem jest wydanie wpłacającym jakiegoś świadczenia wzajemnego, uzyskane w ten sposób pieniądze spełniają definicję przychodu z działalności gospodarczej – ocenia ekspert.
Od dochodu trzeba odprowadzić PIT liniowy w wysokości 19 proc., lub według skali 18 i 32 proc. Można go pomniejszyć o koszty projektu.
Karol Król tłumaczy, że portale crowdfundingowe zawsze uzależniają wypłatę pieniędzy pomysłodawcy od tego, czy jego propozycja spotka się z odpowiednim odzewem, tj. czy uda się zebrać zakładaną kwotę w określonym czasie. Zasada „wszystko albo nic" gwarantuje powodzenie pomysłu i to, że wpłata pieniędzy zaowocuje otrzymaniem czegoś w zamian. Jeśli nie udaje się osiągnąć minimalnej kwoty, wpłaty są zwracane.