Thomas Urban – w przeszłości korespondent niemieckich agencji w Warszawie, Moskwie i Kijowie, a obecnie w Madrycie – doskonale zna polską historię. Wie też, jak ważną rolę odgrywa w niej zbrodnia, która przez wiele lat była elementem gry pomiędzy mocarstwami. Jego publikacja nie tylko porządkuje wiedzę na temat zabójstw dokonywanych przez sowieckie służby specjalne w 1940 roku, lecz także pokazuje mechanizm dezinformacji, który miał zasłonić sprawców, a winą obarczyć Niemców. Rysuje fenomen chyba największego w nowożytnych czasach fake newsa, w który uwierzyły media amerykańskie, brytyjskie i francuskie.




Niezwykle ciekawa jest opisana przez Urbana kolejność zacierania śladów, rozpuszczania medialnej mgły, manipulacji, a wreszcie zastraszania świadków. Wszystko po to, aby przysłonić prawdę. Gdy dzisiaj czyta się, z jakich metod już w latach 40. i 50. korzystały sowieckie służby – m.in. z tortur, a być może też skrytych zabójstw – to można wyciągnąć wnioski, iż być może właśnie w tamtych latach Rosjanie stworzyli wzór działania wobec rzeczywistych lub wyimaginowanych wrogów, po który sięgają i dziś. Bo czymże się różniły od dzisiejszych działań podejmowanych przez jednostkę specjalną GRU, choćby od zamachu na Siegieja Skripala w Londynie w 2018 roku? Już w latach 40. Sowieci pracowali przecież nad zabijaniem ludzi za pomocą zatrutych pocisków, a także toksycznych dla organizmu substancji.

Otwarte jest pytanie, które do dzisiaj stawiają sobie historycy: czy Sowieci, planując w 1940 roku zbrodnię na przedstawicielach polskiej elity, dzielili się tą wiedzą z ówczesnymi sojusznikami – Niemcami? Bo w to, że kontakty pomiędzy gestapo i NKWD były wówczas intensywne, nikt nie wątpi. W tym samym czasie, gdy mordowano w Katyniu i innych miejscach na terenie Związku Sowieckiego, Niemcy zabijali polską inteligencję w ramach akcji AB.

Wyjątkowość książki Thomasa Urbana polega też na tym, że wyciągnął na światło dzienne szerzej nieznany wątek związany z funkcjonowaniem tzw. opozycji antyhitlerowskiej w niemieckiej armii. Okazuje się, że związani z tym ruchem oficerowie planujący siłowe odsunięcie od władzy Hitlera, m.in. Rudolf-Christoph von Gersdorff i Fabian von Schlabrendorff, byli jednymi z pierwszych, którzy odkryli masowe groby w okolicach Katynia. To oni robili też wszystko, aby prawda o tej zbrodni nie została zatarta przez Sowietów – w tym względzie byli sojusznikami polskiego rządu londyńskiego. To oni spowodowali – utrzymuje autor – że w trakcie procesu norymberskiego odrzucona została teza o udziale w tej zbrodni przywódców III Rzeszy. Sowieci chcieli bowiem obarczyć tą zbrodnią Hermanna Göringa.

Pewien niedosyt wynika z tego, że korespondent niemiecki zbyt słabo zarysował antysowieckie nastroje polskich żołnierzy zaraz po ujawnieniu zbrodni. Z jego publikacji nie dowiadujemy się, czy istniała realna możliwość buntu w polskiej armii, która wiosną 1943 r. znajdowała się na Bliskim Wschodzie, i czy Niemcy próbowali podsycać nastroje w taki sposób, aby ostrze uderzenia armii Andersa skierować na północ, czyli wesprzeć ofensywę niemiecką na Kaukazie. Ten ciekawy wątek wciąż pozostaje otwarty do zbadania.