Całkiem szczerze: szczerość to ostatnia cecha, jakiej oczekiwałbym od polityków. I nie dlatego, bym uważał ich za istoty pozbawione moralności albo osobny gatunek ludzi kierujących się inną etyką. Nie, po prostu fakt, że jest się zawsze osądzanym przez innych i że każda ocena ma pośredni chociaż wpływ na władzę i pozycję polityka, sprawia, że prawdziwa szczerość – kierowanie się dobrem bez względu na to, jak zostanie to odebrane, bez względu na to, czy ktokolwiek o tym wie – jest niemożliwe. Władza polityka zależy od osądu opinii publicznej; tak długo zatem, jak pozostaje sobą, jak zabiega o władzę, musi się starać zdobyć poparcie. Szczerość zaś, która przynosi pożytek, nie jest sobą, szczerość, która zapewnia zysk, przemienia się w interesowność. Demokratyczny polityk – poddany nieustannej obserwacji mediów i wyborców – musi robić wszystko na pokaz. On nigdy nie zrealizuje wzniosłego wezwania Ewangelii, by lewica nie wiedziała, co czyni prawica.