Pierwsza data to setne urodziny Czesława Miłosza, a druga to początek polskiej prezydencji w Unii. W obu wypadkach niezliczeni publicystyczni guwernerzy sprawdzają Polaków, czy z dostatecznym entuzjazmem świętują obie daty. Kto nie wymachuje biografią pióra Franaszka i nie zachwyca się multikulturowością Miłosza, ten jest pouczany, że jego sumienie obciąża „największa hańba polskiej kultury", jak orzekł Adam Michnik.
A jak ktoś skrytykuje rząd w czasie prezydencji, to się dowie, że jest antypolskim awanturnikiem.