Co znaczy kryzys ojcostwa w naszych czasach? Czy tylko to, że w przeciwieństwie do naszych ojców i dziadków mamy mniej czasu dla dzieci; że zajmują nas sprawy drugorzędne; gęstość rzeczywistości, która nas otacza, kieruje naszą uwagę w stronę spraw mało ważnych? Pożeracze czasu: telewizja, Internet, kino, gazeta, komórka, firma, zakupy, druga firma, kolejne zakupy, wszystko to bez reszty nas absorbuje, zawłaszcza?
Może i tak, ale czy to nie zbyt proste wyjaśnienie? Czy nie szukamy alibi? Przecież gęstość rzeczywistości zależy od nas samych. Kształtujemy ją plastycznie i w zgodzie z własną wolą, niezależnie od czasów, w których żyjemy. Przed wiekiem inne były jej składniki. Dwunastogodzinny dzień pracy. Fabryki, gdzie głuchło się od hałasu wyjących silników, a mieszkało w dzielnicach bez kanalizacji i bieżącej wody. Albo praca na roli od świtu do nocy. Pieczołowite życie rolnika. Wybieranie kamieni z górskich ugorów. Sianokosy, żniwa, młocka, plewienie i tak dalej. Codziennie, na okrągło. Rok cały. Ile było wolnych chwil w tej gęstej przestrzeni dziewiętnastowiecznych wyrobników? Walka o chleb zabierała pewnie więcej czasu niż Internet, a to, co udało się zdobyć, musiało być dzielone na kilka bądź kilkanaście kawałków, bo tyle zwykle było w domach gąb do wyżywienia.